Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ochrona zdrowia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ochrona zdrowia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 lutego 2015

Budzik dla służby zdrowia

Klinika “Budzik”, wymyślona i doprowadzona do szczęśliwego otwarcia przez aktorkę Ewę Błaszczyk, stanęła dwa lata temu na progu bankructwa. Alarm podniesiony przez media spowodował, że nagle zmieniona została wycena usług kliniki przez Narodowy Fundusz Zdrowia i pieniądze się tym samym znalazły.

Zapewne ogromna większość ludzi szczerze kibicowała tej dzielnej i ciężko doświadczonej przez życie kobiecie w jej walce o powstanie kliniki. Cieszymy się z każdego przebudzenia (co kilka miesięcy któreś z dzieci powraca do życia), dostrzegamy znaczenie kliniki dla unikatowej wiedzy medycznej i doświadczenia zatrudnionych tam lekarzy. Ale jak by to nie zabrzmiało, całe to zdarzenie przypomina funkcjonowanie azjatyckich satrapii, gdzie prezydent Uzurpajew otwiera klinikę z okazji urodzin syna, a emir Al-Hulaka uruchamia w swej łaskawości szwalnię, która zatrudni sto Beduinek. Do zmiany zasad wyceny w polskiej klinice doprowadza protest, a nie procedury, jakie powinny obowiązywać w normalnym, ustabilizowanym prawnie i ekonomicznie państwie.

Zręby demokracji można zbudować w dwa lata, względną zamożność osiągnąć w dwie dekady, ale cywilizację buduje się dwie generacje lub dłużej. A cywilizacja to przede wszystkim ramy organizacyjne i prawne oraz działające procedury, a nie doraźne działania wymuszane akcjami społecznymi i medialnymi, choćby w najwyższym stopniu uzasadnionymi moralnością i współczuciem. A także naturalnie mentalność społeczna, ale tu zmiany postępują najwolniej.

Narodowy Fundusz Zdrowia nie dysponuje zaskórniakami uruchamianymi łaskawie przez jej “emirów”. Jeśli przesuwa jakieś środki na jeden cel, to zapewne robi to kosztem innego. A wtedy w grę wchodzi rachunek ekonomiczny, bo naturą i istotą ekonomii jest dokonywanie optymalnych wyborów w warunkach OGRANICZONYCH ŚRODKÓW. Gdyby nie to ograniczenie, nauka ekonomii nie byłaby w ogóle potrzebna. Pamiętam dyskusję w jednym z mediów społecznościowych, gdzie podnoszona była kwestia wyboru celów - tzw. rzadkie choroby kosztują ogromne pieniądze, gdyż Big Pharma musi sobie odbić koszty badań nad lekami, a pacjentów jest na tyle niewielu, że jedna tabletka kosztuje tysiące złotych. Jeśli w ekstremalnych przypadkach leczenie (a raczej ratowanie przed śmiercią) chorego dziecka kosztuje milion złotych rocznie, to wybór jest nie tyle między przeznaczeniem tych pieniędzy na lek, a nieprzeznaczeniem, co między lekiem dla jednego dziecka, a uratowaniem od śmierci dziesięciorga innych, chorych na nowotwory. Nie kwestia solidarności decyduje o wydatkowaniu środków (to byłoby bardzo proste - wydajemy, bo odczuwamy współczucie i solidarność), lecz wybór większego dobra w sytuacji ograniczoności. Nie chciałbym być zresztą w skórze urzędników dokonujących takich wyborów – to nie bezduszne automaty podejmujące decyzje w oparciu o sztywne procedury, lecz żywi ludzie, wrażliwi i współczujący.

Wracając do naszej kliniki, przyznam szczerze, że naturalnemu odruchowi radości, iż została wtedy uratowana, towarzyszyła równie naturalna reakcja duszy ekonomisty. Żaden budżet nie jest z gumy i są tylko dwa sposoby walki o jak największe środki: długofalowy wzrost ekonomiczny dający proporcjonalny wzrost nakładów na zdrowie w ramach tego samego odsetka PKB, oraz zwiększanie samego odsetka PKB (wydajemy jako społeczeństwo mniej niż 7%, gdy Europa Zachodnia 10-12%, a Stany Zjednoczone nawet 18-19%). W krótkim okresie można się jeszcze zapożyczać, ale przecież to tylko czasowe przesunięcie środków. Najzdrowszą metodą jest naturalnie wzrost ekonomiczny, podczas gdy zwiększanie udziału ochrony zdrowia w PKB napotyka naturalny opór, bo wiąże się z większymi składkami zdrowotnymi - wystarczy przypomnieć sobie, jak gwałtowne protesty towarzyszą zwykle sugestiom, że trzeba je podnieść; sam wielokrotnie ścierałem się w Facebooku z ultraliberałami chcącymi redukować publiczne daniny. Jeden dodatkowy punkt procentowy udziału w PKB (np. 6+1) jest równoważny kilkunastu procentom wzrostu nakładów w złotych, co przekłada się na pięć lat wzrostu nakładów po 3 procent rocznie albo z grubsza trzem latom po 5 procent. Jestem bardzo ciekaw zapowiadanych reform, bo obecna niezbyt dobra sytuacja ekonomiczno-organizacyjna służby zdrowia wymusza już radykalne działania.

wtorek, 10 lutego 2015

Samoocena stanu zdrowia

Podczytuję od czasu do czasu książkę “Statystyka społeczna” (red. T. Panek, PWE 2014), w której jest sporo ciekawej wiedzy o statystycznym obrazie polskiego społeczeństwa. Jest tam m.in. rozdział napisany przez Wiktorię Wróblewską, pod tytułem “Zdrowie i nierówności społeczne w zdrowiu”.

Na stronie 297 jest tabela ilustrująca samoocenę stanu zdrowia Polaków, sporządzona na podstawie badań GUS i obejmująca lata 1996, 2004 i 2009. Pokazuje ona 10 przedziałów wiekowych i podsumowuje odsetek ocen poniżej dobrych (a więc “takie sobie”, “złe” i “bardzo złe”). Odszukałem w Internecie nowsze dane, odnajdując je w publikacji “Dochody i warunki życia ludności Polski (raport z badania EU-SILC 2012 i 2013)” - http://stat.gov.pl/gus/5840_4171_PLK_HTML.htm. Niestety, podział na grupy wiekowe jest odmienny i przeliczenie tego byłoby mocno uciążliwe i obarczone ryzykiem błędu, zatem muszę się ograniczyć do podania odmiennych grup.

Z danych wynika jednak wyraźnie, że w ciągu dwóch dekad nastąpił ogromny spadek odsetka osób oceniających negatywnie (lub nie-pozytywnie, poniżej dobrego) swój stan zdrowia. To z całą pewnością skutek podwojenia dochodów, więcej niż podwojenia nakładów na służbę zdrowia, zmiany nawyków na zbliżone do doświadczeń bogatszych społeczeństw zachodnich, także chyba i zmiana mentalna - więcej optymizmu i bardziej rozpowszechniona postawa “równaj do lepszych”. Można przypuszczać (ale podkreślam, trzeba by to przeliczyć), że w roku 2012 i 2013 odsetki te spadły o kolejnych kilka punktów procentowych (nawet o 1/3). Przyczyny mają zatem charakter zarówno materialny, wynikający z warunków życia, jak i psychologiczny, wynikający z odmiennego nastawienia.

W tabeli najbardziej zaskakuje chyba ogromny spadek w przedziałach 30-39, 40-49 lat i 50-59. Stary żarcik mówi, że gdy po czterdziestce obudzisz się rano i stwierdzisz, że nic cię nie boli, to pewnie umarłeś. Jeśli spadek “współczynnika jojczenia” spada tu z 63 do 35 procent, to chyba idziemy w dobrym kierunku.

SamoocenaStanuZdrowia2013

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Nowotwory - pięcioletnia przeżywalność

Utrzymując się w lekarskiej konwencji, będącej głównym tematem dnia, zebrałem dane z amerykańskiego National Cancer Institute oraz Krajowego Rejestru Nowotworów. Dane amerykańskie są bardziej rozbudowane, zatem podałem liczby dotyczące nowych zachorowań, zgonów, osób żyjących z nowotworami.

Zauważ, że liczba osób żyjących z konkretnym nowotworem porównana z liczbą nowych zachorowań świadczy o wieloletnim czasie trwania (i leczenia) choroby. Na przykład, jeśli w 2014 r. zachorowało na raka prostaty (wg szacunków) ok. 233 tys. osób, a żyje z nią ponad 2,7 mln, to znaczy, że proces walki z chorobą jest przeciętnie wieloletni, bo w liczbie 2,7 mln zebrali się chorzy z wielu poprzednich lat.

Szczególnie ciekawe, zwłaszcza dla nas, są odsetki tzw. przeżyć 5-letnich (to taki punkt kontrolny, milestone) - to już wskaźniki w dużej mierze świadczące o ekonomice kraju, o nakładach na leczenie. Jeśli w USA odsetki przeżyć są istotnie wyższe niż w Polsce, to wynika to naturalnie z nakładów, a nie ze stanu wiedzy medycznej, bo przecież polscy onkolodzy są w pełni zorientowani, jakie są metody leczenia na świecie. Po prostu gorzej jest rozwinięte diagnozowanie oraz mamy mniej środków na aparaturę i leki.

W sumie, ciekawe i pouczające dane - niech będą kolejnym przyczynkiem do społecznej dyskusji o stanie krajowej medycyny.

Drobna uwaga: nie zawsze lata danych są tożsame, ale to nie ma większego znaczenia, gdyż dane te nie podlegają gwałtownym zmianom.

Źródła:
http://seer.cancer.gov/statfacts/
http://onkologia.org.pl/k/epidemiologia/

image

środa, 7 stycznia 2015

Wydatki na zdrowie - mnożyć, a nie dzielić

Zastanawiając się nad wiecznie brakującymi funduszami i dzieleniem bochenka, mamy skłonność do myślenia STATYCZNEGO: aby dać więcej jednym, należy zabrać drugim. Ja zawsze namawiam do myślenia DYNAMICZNEGO: należy powiększać bochenek.

Obecnie wydajemy ponad 100 mld zł na ochronę zdrowia, co stanowi niecałe 7% PKB (1,7 bln) - 2/3 z funduszy publicznych, 1/3 z prywatnych. To z grubsza niecałe 3 tysiące rocznie na osobę. Zapewne będziemy musieli sukcesywnie podnieść odsetek PKB przeznaczany na ochronę zdrowia do 10%, bo takie są potrzeby i doświadczenia europejskie (np. po 0,25 pp przez kilkanaście lat, co dawałoby w stałych cenach wzrost o kolejne 3 mld co roku), ale jest naturalna granica takiej metody zwiększania wydatków zdrowotnych - potrzeby innych sfer życia. Amerykańskie wydatki na poziomie niemal 20% PKB to niepowtarzalna specyfika.

ZNACZNIE LEPSZĄ metodą, która powinna dominować, jest wzrost PKB. Typowy wzrost 3% rocznie oznacza dodatkowy dochód 50 mld, z czego budżet bierze zwyczajowo jedną piątą, czyli 10 mld, z czego z kolei ochrona zdrowia weźmie 2 mld. Wzrost gospodarczy nie napotyka żadnych długookresowych ograniczeń. Nie trzeba rwać sukna, zabierać jednym, by dać drugim, lecz sukno to wystarczy systematycznie tkać. Podnoszenie składek trzeba będzie zakończyć po parunastu latach, a rozwój ekonomiczny jest nieskończony. Oba źródła wzrostu wydatków są obecnie ważne, ale jedno jest tymczasowe, a drugie może trwać.

I obrazek pokazujący, ile wydawały państwa europejskie oraz USA, Kanada i Japonia w 2012 r., dolarach na głowę. Na szybko - Polska 1500, Francja 4300, Czechy 2000, cały świat 1100.

Żywy wykres z danymi Banku Światowego - możesz samodzielnie usunąć lub dodać inne kraje, a przesunięcie kursora nad wykres powoduje wyświetlenie danych liczbowych:

Baza statystyki międzynarodowej-Eksplorator danych publicznych Google

mx3C552

wtorek, 10 czerwca 2014

Wydatki na zdrowie, a wiek

Amerykańska obsesja na punkcie zdrowia przejawia się w ogromnym, największym na świecie odsetku PKB wydawanym na szeroko rozumianą ochronę zdrowia. Sięga on obecnie 18% PKB (dane za 2012 rok, interaktywny wykres w Google Public Data Explorer), podczas gdy w rozwiniętych krajach europejskich mieści się w granicach 9-12%, a w Polsce z grubsza na poziomie 7%.W przeliczeniu na osobę, zważywszy wysoki amerykański PKB per capita, są to wydatki sięgające nawet 9 tys. USD, gdy w Polsce wydaje się ok. 1,5 tys., czyli sześciokrotnie mniej. Obrazowym odzwierciedleniem amerykańskiej przewagi jest fakt, że wydając w 2012 roku 2,8 bln USD na ochronę zdrowia, mieli wydatki większe niż cały PKB takich krajów, Rosja, Wielka Brytania czy Francja, a nieco mniejszy od PKB Niemiec.

Zainteresował mnie jednak inny aspekt wydatków na ochronę zdrowia, mianowicie rozkład wydatków według grup wiekowych. Jest oczywiste, że wydatki na zdrowie są większe w późniejszym wieku, w którym kumulują się rozmaite choroby, w tym te szczególnie mocno związane z wiekiem, jak choroby nowotworowe czy degeneracyjne.

Na stronie internetowej amerykańskiej instytucji federalnej Centers for Medicare & Medicaid Services, z Baltimore, znalazłem materiały pokazujące podstawowe zależności statystyczne (Age and Gender Tables, publikacja PDF). Wprawdzie podział na grupy wiekowe jest dość zgrubny i obejmuje grupy 20-25-letnie, niemniej dobrze ilustruje on wzrost wydatków w zależności od wieku. W pełni poprawny wykres musiałby naturalnie obejmować mniejsze przedziały, w tym szczególnie roczne.

Dane są dostępne dla lat 2002, 2004, 2006, 2008 i 2010. Pokazana tu tabela nosi nazwę Całkowite osobiste wydatki na zdrowie na głowę wg płci i wieku (s. 7 publikacji). Zamieszczamy jej fragment (cała pokazuje także podział według płci):

mx3E3B0

Dane pokazują roczne wydatki w grupach i w całej populacji - o ile w 2010 r. wydawano średnio ponad 7 tys. USD na głowę rocznie (z grubsza pół miliona dolarów przez całe statystyczne życie), o tyle w grupie 0-18 lat było to jedynie 3,6 tys. USD rocznie, zaś w najstarszych rocznikach prawie 10 razy tyle. Pokazuje to wyraźnie sporządzony na podstawie tabeli wykres który obejmuje wszystkie ujęte w tabeli lata i grupy wiekowe. Włączyliśmy etykiety z liczbami dla roku 2010, aby pokazać zmiany zależne od wieku w roku z najnowszymi danymi.

Naturalnie podobne dane - o ile są publicznie dostępne - można przedstawić w przypadku innych krajów. Amerykańskie instytucje statystyczne dysponują jednak zwykle najdokładniejszymi danymi liczbowymi. W każdym razie można z dużą dozą prawdopodobieństwa przyjąć, że podstawowe prawidłowości są podobne, szczególnie w rozwiniętych krajach, z lepszą opieką medyczną. To bardzo ważny aspekt ekonomiki zdrowia, istotny zwłaszcza dla finansów publicznych.

Kliknij aby powiększyć:

mx3D906

środa, 2 kwietnia 2014

Wydatki na zdrowie w Polsce

Porównania w czasie i przestrzeni najlepiej obrazują skalę wysiłku rozmaitych krajów w kwestii ochrony zdrowia. Miarodajne są szczególnie dane pochodzące z renomowanych instytucji międzynarodowych, jak Bank Światowy.

Sięgnęliśmy do danych BŚ zaprezentowanych za pomocą interfejsu Google Public Data Explorer. Podstawą porównania stała się statystyka zatytułowana “Wydatki na zdrowie per capita, PSN (stałe dolary międzynarodowe z 2005 r.)”. Istotne jest to oznaczenie PSN, czyli są to dane przeliczane według parytetu siły nabywczej, a nie fałszującego wyniki kursu walutowego. Ceny są stałe, na poziomie 2005 roku, co zapewnia porównywalność w czasie. Okres badania to lata 1995-2011.

Sprecyzujmy też zakres, według informacji nad wykresem: Całkowite wydatki na zdrowie to suma publicznych i prywatnych wydatków na zdrowie jako stosunek do całkowitej liczby ludności. Obejmują świadczenie usług zdrowotnych (profilaktyka i leczenie), działania dotyczące planowania rodziny, działania związane z odżywianiem oraz pomoc medyczną w nagłych wypadkach. Nie obejmują dostarczania wody i urządzeń sanitarnych.

Dla wyjaśnienia, publiczne nakłady na ochronę zdrowia wynoszą ok. 2/3 wszystkich wydatków, prywatne - 1/3.

Prezentujemy tu statyczny obraz, natomiast żywy wykres znajdziesz na stronie Google Public Data Explorer. Możesz dodawać i usuwać kraje, oglądać dane po przesunięciu kursora nad linię.

mx37C0B

Jak widać, Stany Zjednoczone dalece wyprzedzają resztę świata, z wydatkami na poziomie 8,6 tys. USD. Polska ma 1422 USD, podobnie jak Węgry czy Litwa.

Warto przyjrzeć się wydatkom Polski na przestrzeni tych kilkunastu lat (przypomnijmy, w cenach stałych, czyli realnie):

mx3E4FA

Jak widać, wzrosły 3,47-krotnie, czyli rosły rocznie w tempie ok. 8%, a więc dwukrotnie szybszym niż krajowy PKB, co świadczy o rosnącej relatywnie wadze problematyki ochrony zdrowia (to zresztą tendencja ogólnoświatowa), mierzonej udziałem wydatków na zdrowie w całym PKB.

I pokażmy jeszcze ranking krajów postkomunistycznych w tym samym rejonie, w 2011 roku.

mx3F865

Czołowe kraje zachodnioeuropejskie mają wydatki w granicach 3-4,5 tys. USD.

Jak widać, nasze nakłady nie są już małe, dość szybko rosną, a jednak system ochrony zdrowia spotyka się z powszechną krytyką. Przyczyn negatywnego stanu rzeczy należy więc szukać przede wszystkim poza systemem ekonomicznym, a dopiero w drugiej kolejności w wielkości nakładów. To naturalnie zupełnie inna dyskusja - w tym miejscu ograniczamy się do podania suchych liczb.

Zobacz też: Medycyna kosztuje coraz więcej

środa, 11 grudnia 2013

Lata życia w zdrowiu

Długość życia, ogólna czy w podziale na mężczyzn i kobiety, jest jednym z najpopularniejszych wskaźników statystycznych. Znacznie mniej znany jest wskaźnik długości życia w zdrowiu, co oznacza przeciętną liczbę lat w zdrowiu (bez niesprawności), zarówno w latach, jak w procentach, w odniesieniu do długości życia. Wskaźnik ten ma bardzo istotne znaczenie, gdyż mówi, jak bardzo będzie społeczeństwo obciążone opieką nad osobami o rozmaitym stopniu niepełnosprawności. Przykładowo, w Unii Europejskiej (jeszcze jako grupie 27 krajów, w 2011 roku) od chwili urodzenia mężczyźni żyją bez niepełnosprawności 61,8 lat, co oznacza 79,8% oczekiwanej długości życia, natomiast kobiety 62,2 lat, czyli 74,8% oczekiwanej długości życia. Wskaźnik nosi anglojęzyczną nazwę Healthy Life Years, w skrócie HLY.

Eurostat posiada oczywiście szczegółowe dane w podziale na kraje (zarówno UE, jak i kilka krajów spoza Unii) - przedstawia je poniższa tabela. Dane są posortowane według kolumny D, czyli odsetka życia w zdrowiu w populacji mężczyzn.Trzeba zauważyć, że wysoki odsetek życia bez niepełnosprawności nie jest tożsamy w długim życiem w ogóle, stąd w czołówce tabeli także kraje o względnie krótkim oczekiwanym życiu. Kolejność odzwierciedla zatem udział życia w zdrowiu, a nie życia w ogóle.

mx31EE8

Różnice między krajami są bardzo duże, sięgające nawet 20 punktów procentowych. Z danych tych płyną naturalnie wnioski dla polityki zdrowotnej w poszczególnych państwach - niski odsetek życia bez niepełnosprawności oznacza konieczność zarówno podjęcia szeroko zakrojonych starań o zwiększenie tego odsetka, jak i inwestycji w opiekę nad chorymi i niepełnosprawnymi. Polska mieści się w okolicach średniej europejskiej.

Dane pochodzą z publikacji European Social Statistics, 2013 Edition (dokument PDF do pobrania lub wyświetlenia, 15 MB), s. 67-71. Dokument zawiera również tabelę pokazującą dalsze trwanie życia w zdrowiu w wieku 65 lat. W przypadku EU-27 to 8,6 roku dla obu płci, w przypadku Polski - 7,9 dla mężczyzn i 8,3 roku dla kobiet.

czwartek, 14 listopada 2013

Medycyna kosztuje coraz więcej

Jak podaje Bank Światowy, w 2011 roku Polska wydała na ochronę zdrowia ok. 6,7% PKB, kraje bogatszej Europy Zachodniej 9-12%, Stany Zjednoczone nawet 18% - w USA wydatki na zdrowie są równe całemu PKB takich krajów, jak Wielka Brytania, Rosja czy Francja. Jako że kraje starej Unii są średnio dwukrotnie bogatsze, a wydają na zdrowie o połowę większy odsetek, ich wydatki na obywatela (liczone w dolarach) są trzykrotnie wyższe niż w Polsce. W USA nawet pięciokrotnie.

Rozwój wydatków na zdrowie ilustruje poniższy wykres, który obejmuje kilkanaście ważnych krajów i na ich tle Polskę, w okresie od 1995 roku. Z kolei interaktywny wykres ilustrujący dynamikę wydatków na zdrowie możesz zobaczyć na stronie Google Public Data Explorer, gdzie możesz samodzielnie dodać lub usunąć kraje, a przesunięcie kursora myszy nad nazwę kraju lub linie wykresu powoduje wyświetlenie etykiet z danymi liczbowymi i wyizolowanie danych konkretnego kraju.

Jak informuje wykres, całkowite wydatki na zdrowie to suma publicznych i prywatnych wydatków na zdrowie. Obejmują świadczenie usług zdrowotnych (profilaktyka i leczenie), działania dotyczące planowania rodziny, działania związane z odżywianiem oraz pomoc medyczną w nagłych wypadkach. Nie obejmują dostarczania wody i urządzeń sanitarnych.

image

Według informacji GUS, z lipca 2013, wydatki ogółem na ochronę zdrowia tj. wydatki bieżące i inwestycyjne, wyniosły w 2011 r. 105 mld zł i stanowiły 6,9% Produktu Krajowego Brutto (7,0% PKB w 2010 r.). Z kolei bieżące wydatki publiczne wyniosły 69,2 mld zł i stanowiły 4,5% PKB (4,7% PKB w 2010 r.). Wg danych ówczesnego wiceministra zdrowia (2012), w 2020 roku wydatki publiczne wyniosą ponad 6%, a w 2030 roku nawet 7,2%.

A tak wyglądają nasze nakłady na przestrzeni kilkunastu lat (w cenach stałych 2005, obliczenia własne na podstawie danych Banku Światowego):

image

Jako gatunek gwałtownie zwiększyliśmy długość życia, zatem z roku na rok coraz większy odsetek obywateli wchodzi w wiek, w którym pojawiają się szeroko rozumiane choroby zwyrodnieniowe. Chwalimy się fantastycznymi postępami medycyny (tylko czemu, do licha, kataru nie umieją wyleczyć?), ale one nie chronią przed zapadalnością na nowotwory, a jedynie zwiększają szanse wyleczenia. Dzisiaj zapada na nie dwa razy więcej ludzi niż pół wieku temu, ale wyleczalność też jest dwukrotnie wyższa (w Polsce ok. 45%, w Europie Zachodniej 50-55%, w USA nawet 65%). Na szczęście zapadalność za pewien czas zostanie zahamowana, natomiast wyleczalność będzie się nieustannie poprawiać, co wynika z postępów medycyny.

Nie ma siły, medycyna kosztuje. Poprawa organizacji służby zdrowia i lepsze wykorzystywanie funduszy to ledwie półśrodki - ważne, ale uboczne w stosunku do strumienia pieniędzy. Jako społeczeństwo musimy zwiększać sukcesywnie nakłady i nic nas od tego nie uchroni. Jako przykładowy obywatel płacę 250 złotych miesięcznie składki, ale gotów jestem płacić 300, jeśli to spowoduje, że na ortopedę nie będę musiał czekać z obolałym ramieniem przez dwa miesiące, a w gazecie nie przeczytam, że jakichś chorych na raka odesłano na przyszły rok, czyli zapewne do trumny. Jeśli na Zachodzie wydaje się 10 i więcej procent, to my też musimy. Trzeba tylko racjonalnie rozważyć, jakie środki przekierować, z czego można zrezygnować. Naturalnie drugim obok podwyższenia udziału wydatków na ochronę zdrowia w PKB źródłem ich wzrostu jest wzrost samego PKB - w skali wielu lat nawet znacznie ważniejszy, bo nie napotyka na naturalne ograniczenia tego pierwszego.

Podstawowym źródłem liczb dotyczących służby zdrowia jest GUS-owski rocznik statystyczny Zdrowie i ochrona zdrowia w 2011 roku:

http://stat.gov.pl/gus/5840_12706_PLK_HTML.htm

Szalenie ważnym czynnikiem wpływającym na rachunek są zachowania prozdrowotne. W latach 90-tych zaczęliśmy masowo jeść cytrusy (stały się dobrem powszechnie dostępnym, a nie przedmiotem pożądania, jak przywożone na święta kubańskie pomarańcze), a im właśnie prof. Witold Zatoński, promotor takich zachowań, przypisuje radykalną poprawę w sferze chorób krążenia. Walka z paleniem spowodowała w ciągu ćwierć wieku dwukrotny spadek odsetka palaczy (z 45 na 25% społeczeństwa) i dwukrotny spadek liczby wypalonych papierosów, z 100 do 50 mld rocznie (paradoksalnie, to ubytek kilkunastu miliardów złotych w budżecie z tytułu akcyzy). Od połowy lat 90-tych zwielokrotnił się odsetek osób uprawiających regularnie jakąś aktywność fizyczną. Bez tych wszystkich okoliczności stan zdrowia Polaków i stan naszej medycyny byłby znacznie gorszy.

I mała anegdotka. Mój ojciec w wieku 56 lat miał lekki zawał, więc lekarz zalecił rzucenie palenia. Jako człowiek bardzo zdyscyplinowany rzucił z dnia na dzień, choć palił przez 35 lat. W wieku 70 lat miał kolejne problemy, więc w szpitalu dostał fizykoterapię i zalecenie regularnego ćwiczenia. Tak mu to dobrze zrobiło, że od 17 lat codziennie rano ćwiczy pół godziny, a potem jeszcze chodzi po mieście. Dziś ma 87 lat, jest w dobrym stanie fizycznym i intelektualnym, a gdy z jakiegoś powodu nie może przez kilka dni ćwiczyć, chodzi i narzeka. Na pewno dobre geny uchroniły go w jakimś stopniu przed wieloma chorobami, ale gros swojej kondycji zawdzięcza dyscyplinie i codziennym ćwiczeniom.

http://nauka.newsweek.pl/rodaku--rusz-sie,96363,1,1.html

To dla mnie sztandarowy, namacalny przykład zachowań prozdrowotnych, które silnie wpływają na zapotrzebowanie na usługi służby zdrowia. Każdy niewypalony papieros, każdy skłon, każde "nożyce", każdy zjedzony grejpfrut, każdy przebiegnięty czy "przechodzony" kilometr (znakomicie dziś działa w Polsce propaganda biegów długodystansowych) przekłada się na mniejsze wydatki służby zdrowia, na dłuższe życie o większym komforcie.

środa, 28 sierpnia 2013

Wydatki na zdrowie - odsetek PKB

Ciekawy jest fakt, że im bogatsze państwo, tym większy odsetek PKB wydaje na ochronę zdrowia. Czyli nie dość, że ma wyższy PKB na głowę, to jeszcze wydziela większą część tortu na medycynę. Z tej silnej korelacji na wykresie wyłamuje się jedynie Brazylia, która wydaje nawet 2 punkty procentowe więcej niż Polska, choć ma tylko 55% jej PKB.

wtorek, 27 sierpnia 2013

Palenie, a oczekiwana długość życia

Z ciekawych statystyk - poniższa pochodzi z amerykańskich badań opublikowanych w 2003 roku: zależnie od momentu, w którym rzucamy palenie, oczekiwana długość życia jest większa lub mniejsza o ileś lat. Dla osób, które nigdy nie paliły, to 8,9 roku dla mężczyzn i 7,4 roku dla kobiet.

(niestety, źródło danych zostało zhakowane i nie jest dostępne)

PalenieZycie

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Oczekiwana długość życia w wieku 65 lat

Dane z rocznika Eurostatu Europe in figures 2012 (str. 136) - oczekiwana liczba lat życia w wieku 65 lat, w podziale na mężczyzn i kobiety, w 2009 roku. Tabelę posortowałem według kolumny z wynikami pań - jak widać, przodują zdecydowanie kraje romańskie i Szwajcaria. My niestety dość daleko, choć w ciągu poprzedzających 15 lat (od 1994 roku) zwiększyliśmy te liczby o 2 i 2,8 roku.
(nie tłumaczyłem już nazw państw)

http://epp.eurostat.ec.europa.eu/cache/ITY_OFFPUB/KS-CD-12-001/EN/KS-CD-12-001-EN.PDF


Kraj Mężczyźni Kobiety
France 18,7 23,2
Spain 18,3 22,4
Switzerland 19,0 22,2
Italy 18,2 22,0
Liechtenstein 18,4 22,0
Finland 17,3 21,5
Luxembourg 17,6 21,4
Austria 17,7 21,2
Sweden 18,2 21,2
Belgium 17,5 21,1
Norway 18,0 21,1
Netherlands 17,6 21,0
Iceland 18,6 21,0
Cyprus 18,1 20,9
Germany 17,6 20,8
United Kingdom 18,1 20,8
EU-27 17,2 20,7
Ireland 17,2 20,6
Malta 16,8 20,6
Portugal 17,1 20,5
Slovenia 16,4 20,5
Greece 18,1 20,2
Denmark 16,8 19,5
Estonia 14,0 19,2
Poland 14,8 19,2
Czech Republic 15,2 18,8
Lithuania 13,4 18,4
Latvia 13,4 18,2
Hungary 14,0 18,2
Slovakia 14,1 18,0
Croatia 14,5 17,9
Romania 14,0 17,2
Bulgaria 13,8 17,0

Wpis z grudnia: Żyjemy dłużej

wtorek, 20 sierpnia 2013

UE - zgony na nowotwory

W roczniku Europe in figures 2012 jest tabela podający przyczyny śmierci - liczba zgonów na 100 tys. mieszkańców. Wyjąłem z niej dane dotyczące zgonów na nowotwory ogółem, w tym na raka płuca. Niestety, Polska w czołówce, za to ciekawe, że palący najwięcej w Europie Grecy są na 12. miejscu. Tabela posortowana wg drugiej kolumny z liczbami.

Kraj

Nowotwory ogółem

Rak płuca

Hungary

243.2

70.5

Poland

201.6

53.0

Croatia

211.8

49.4

Denmark

188.9

48.2

Belgium

174.5

46.3

Netherlands

182.4

46.2

Macedonia

173.8

42.5

Romania

181.4

42.3

Czech Republic

197.5

41,5

Luxembourg

165.8

40.6

United Kingdom

172.6

40,3

Greece

153.5

40.1

Ireland

180.8

39.9

Slovenia

198.5

39.0

EU-27

169,0

38,6

Iceland

155.9

38.0

Slovakia

197.0

37.6

Latvia

193.5

37.1

Lithuania

190.5

37.1

France

166.0

36.6

Bulgaria

161.2

36.3

Spain

153.0

36.1

Estonia

187.3

35.5

Italy

161.2

35.2

Germany

159.8

34.3

Norway

156.4

33.5

Austria

157.9

32.6

Switzerland

146.1

30.4

Malta

153.1

28.5

Portugal

156.2

26.5

Finland

134.8

25.9

Sweden

144.8

25.1

Cyprus

123.1

25.0

sobota, 6 lipca 2013

Lekarze na 1000 osób

Dane przetworzone przez Google Public Data Explorer pochodzą z Banku Światowego - obejmują lekarzy ogólnych i specjalistycznych, w okresie od 1960 roku do dzisiaj (ostatnie dostępne dane). Dane są interaktywne - przesuń kursor myszki nad wykres, linie trendu lub nazwę kraju.

Kliknięcie Explore Data w prawym dolnym rogu przenosi do wykresu w Google Public Data Explorer, gdzie możesz samodzielnie zmienić parametry wykresu, np. w lewym panelu dodać czy usunąć kraje.

niedziela, 23 czerwca 2013

Polskie przychodnie na wyspach

Ciekawa opinia "The Economist" o polskich medykach w UK.

Zespoły gabinetów lekarskich dla polskich imigrantów ujawniają niedostatki brytyjskiej publicznej służby zdrowia. Polscy imigranci najpierw przywieźli godną podziwu etykę zawodową. Z rzeczy zaimportowanych przez Polaków najbardziej jednak intrygują – i powinny skłaniać do myślenia – zakłady opieki zdrowotnej.

The Economist: Polskie przychodnie zmieniają rynek medyczny w Wielkiej Brytanii | Studio Opinii

image

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Eurostat - zgony na nowotwory

W Eurostacie znalazłem interesującą i optymistycznie wybrzmiewającą tabelę danych zatytułowaną Death due to cancer, by sex, pod którą kryją się statystyki zgonów na nowotwory ogółem oraz w podziale na płcie, w relacji do 100 tys. mieszkańców.

Przedział czasowy jest skromny - zaledwie 12 lat od 1999 do 2010 roku. Ale i tak daje ładny pogląd na to, co się dzieje i co powinno obchodzić osobę zainteresowaną światem naokoło. Akurat nowotwory należą do spraw budzących lęk, więc warto to sobie jakoś racjonalizować i mieć niezbędną wiedzę (jest nią np. fakt, że 90% zachorowujących na raka płuca to palący).

Z tabeli wynika - ograniczam się do ujęcia globalnego, a warto spojrzeć na płcie, bo dane są mocno różne - że w UE27 w 2000 roku umierało 187,2, a w 2009 roku 169 osób. A więc co roku wskaźnik ten spada o przeciętnie dwie osoby. Możemy prześledzić kolejno wszystkie kraje, w tym Polskę, gdzie w 1999 roku umierało 211,9 osoby, a w 2010 roku 196,5 (jak przeliczymy na liczby globalne, wyjdzie 75 tys.), co mimo postępu jest i tak jednym z najwyższych wskaźników w Europie.

Najniższe wskaźniki są w takich krajach, jak Szwajcaria, Cypr czy kraje skandynawskie, natomiast bardzo wysokie wskaźniki mają Węgry.
Dane są optymistyczne, bo zewsząd się słyszy o rosnącej liczbie zachorowań, co budzi naturalny lęk. Wynika ona przede wszystkim z szybko podwyższającego się przeciętnego wieku, a starszy wiek sprzyja właśnie zachorowaniom. Postępy medycyny powodują na szczęście, że liczba zgonów maleje, gdyż coraz większy odsetek chorych daje się wyleczyć. W Polsce sięga on już jakichś 45%, w UE 50-55%, w USA nawet 65%, no ale tam wydaje się na medycynę jakieś 2,5 bln dolarów rocznie, gdy u nas  tylko kilkadziesiąt miliardów (5 razy mniej na głowę).

Eurostat - Tables, Graphs and Maps Interface (TGM) table

sobota, 15 czerwca 2013

Umieralność dzieci do piątego roku życia

Umiejętność korzystania z danych statystycznych uważam za sprawność cywilizacyjną niezbędną człowiekowi o jakichś elementarnych aspiracjach intelektualnych, uważającemu się za w miarę wykształconego.

Jednym z narzędzi, z których powinno się korzystać przy różnych okazjach, są dane i wykresy Google pokazujące podstawowe wskaźniki rozwojowe. Są one o tyle ważne, że możemy interaktywnie kształtować zakres wyświetlanych danych czy typy wykresów. Źródłem danych są statystyki Banku Światowego i Eurostatu.

piątek, 7 czerwca 2013

Życie krótkie i brutalne

Sporo mówiono ostatnio w mediach o problemach z lekami onkologicznymi. a gdy się chwilę zastanowić, widać wyraźnie, jak bardzo zmieniają się standardy medyczne, wedle których oceniamy rzeczywistość. Z problemem tym wiązała się także dość blisko dyskusja wokół ustawy emerytalnej.

W ciągu ok. 100 tys. lat istnienia współczesnego człowieka na świecie żyło ok. 100 mld ludzi, z czego prawdopodobnie góra 10% zaznało współczesnej opieki medycznej. Kiedyś potencjał genetyczny człowieka był mniejszy i dożywał on zapewne wieku o 1/3 mniejszego, po drugie, nazwijmy to tak,współczynnik urazowości był znacznie większy niż dzisiaj i znacząco skracał życie, którego średnia zazwyczaj nie przekraczała 40 lat. Ludzie doświadczali na co dzień mnóstwa chorób i urazów, z którymi dzisiaj mało kto ma do czynienia. Nie mając dróg, doznawali urazów na leśnych ścieżkach czy sawannach, kaleczyli się o kamienie, krzaki i drzewa, zaziębiali się, ulegali zatruciom od roślin, padali ofiarą drapieżników albo broniących się ofiar, byli kąsani przez węże, zwykłe skaleczenia kończyły się często groźnymi infekcjami. Poziom higieny był bliski zera.

Nie dysponowano współczesną medycyną, zatem banalne choroby i urazy bywały często śmiertelne. Musimy sobie też uprzytomnić, że znieczulenie ogólne wynaleziono dopiero w połowie XIX wieku, choć zapewne przez tysiące lat ludzie potrafili stosować naturalne analgetyki, choćby rośliny będące dziś surowcem w produkcji narkotyków. Ale przecież aż dreszcz przechodzi, gdy pomyśleć o operacjach przeprowadzanych bez znieczulenia, a wszak archeolodzy dowiedli m.in. trepanacji czaszki przeprowadzanych przez starożytne plemiona.
Także w stosunkach z innymi ludźmi nie kierowano się współcześnie rozumianą etyką, kary były niewspółmierne do przewinień, gdyby oceniać je dzisiejszą miarą, kara śmierci była bardzo częsta. Do tego jeszcze trzeba doliczyć częste konflikty zbrojne, codzienną brutalność w stosunkach międzyludzkich, brak dzisiejszej empatii. Jednym słowem, życie było wtedy krótkie i brutalne, nieporównywalne z dzisiejszym.

Nie znam opracowań popularnonaukowych dotyczących tego tematu - być może historycy będą w stanie podać jakieś materiały.

W linku niżej jest żywy przykład, jak życie silnie zależało od natury, od przypadku. W historii rozwoju ludności Krakowa widać wyraźnie, jak dramatyczne skutki miały epidemie dotykające ludność miast w średniowieczu. Niekiedy ginęło nawet 15-25 procent ludności, zaś Czarna Śmierć w połowie XIV w. zabiła ok. 40% Europejczyków.

Ludność Krakowa – Wikipedia, wolna encyklopedia

środa, 27 marca 2013

Dylemat

W jednym z dzienników pojawił się materiał o kilkuletnim chłopczyku chorym na mukopolisacharydozę, któremu komisja lekarska przy NFZ odebrała leki. Choroba należy do skrajnie rzadkich (raz na 100 tys. urodzeń), zaś roczny koszt leczenia chłopca wynosi - uwaga, uwaga! - 2 mln złotych.

Komisja stwierdziła, że brak jest jakichkolwiek wyników stosowania leku, zatem konieczne jest cofnięcie dotacji NFZ. Matka chłopca twierdzi, że skutkiem zabrania lekarstwa będzie degradacja odporności i rychły koniec. Co ciekawe, obie strony mogą mieć rację, bo mówią o odrębnych sprawach - z całą pewnością lek nie daje oczekiwanych skutków, natomiast może tak być, że zabranie go pogorszy stan istniejący. Wprawdzie nie bardzo sobie wyobrażam, by komisja złożona ze specjalistów pominęła ten aspekt sprawy, a matka jest w oczywisty sposób zainteresowana wszelkimi próbami ratowania dziecka (zatem jej zdanie jest obciążone naturalną stronniczością), ale mogę sobie wyobrazić, że podjęcie tak dramatycznej decyzji musiało być niełatwe i wymagało bardzo dogłębnej analizy jej medycznego aspektu.

Jeden z członków komisji stwierdził przed kamerą, że 2 mln złotych kosztuje roczne utrzymanie jednego ze szpitalnych oddziałów (być może chodzi o koszt leków). Nietrudno też domyślić się, że suma ta jest w stanie uratować życie wielu chorym, zapewniając np. wysokospecjalistyczne leczenie onkologiczne dwudziestu chorym, i to za pomocą najnowocześniejszych terapii.

Sytuacja moralnie koszmarna, choć medycznie dość jasna - trzeba mieć w sobie duże pokłady asertywności, by decyzje nie zależały od naturalnego dla człowieka współczucia, a od racjonalnego osądu. Nie chciałbym być w roli tych lekarzy.

A wniosek jest dość prosty - trzeba jak najszybciej zwiększać PKB, bo to on jest rosnącym źródłem funduszy przeznaczanych na ochronę zdrowia. Pisałem o tym niedawno w Studiu Opinii.

sobota, 23 marca 2013

Leczymy 45,5% nowotworów

Ciekawe fakty i liczby - dziś leczy się już w Polsce 45,5% przypadków, czyli uparcie gonimy Europę.
Generalnie, polecam Rynek Zdrowia jako rzetelne źródło informacji o polskiej medycynie.

Nowotwory złośliwe w Polsce: znamy najnowsze dane epidemiologiczne - Rynek Zdrowia

środa, 20 lutego 2013

Żyjemy dłużej - raport NIZP

Ciekawe omówienie raportu Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego - kluczowe dane o stanie zdrowia Polaków i jego ochronie.

Z najnowszego raportu NIZP-PZH wynika, że chociaż żyjemy coraz dłużej, to jednak wciąż krócej od pozostałych mieszkańców Europy. Długość życia i stan zdrowia Polaków różnią się ponadto znacznie w poszczególnych regionach naszego kraju. Najkrócej żyją mieszkańcy województwa łódzkiego. Najdłużej - mieszkańcy małopolskiego i podkarpackiego.

Raport NIZP-PZH: żyjemy coraz dłużej, ale wciąż krócej od pozostałych mieszkańców UE - Rynek Zdrowia

Łączna liczba wyświetleń od 27 sierpnia 2013

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Mój Twitter