czwartek, 14 listopada 2013

Medycyna kosztuje coraz więcej

Jak podaje Bank Światowy, w 2011 roku Polska wydała na ochronę zdrowia ok. 6,7% PKB, kraje bogatszej Europy Zachodniej 9-12%, Stany Zjednoczone nawet 18% - w USA wydatki na zdrowie są równe całemu PKB takich krajów, jak Wielka Brytania, Rosja czy Francja. Jako że kraje starej Unii są średnio dwukrotnie bogatsze, a wydają na zdrowie o połowę większy odsetek, ich wydatki na obywatela (liczone w dolarach) są trzykrotnie wyższe niż w Polsce. W USA nawet pięciokrotnie.

Rozwój wydatków na zdrowie ilustruje poniższy wykres, który obejmuje kilkanaście ważnych krajów i na ich tle Polskę, w okresie od 1995 roku. Z kolei interaktywny wykres ilustrujący dynamikę wydatków na zdrowie możesz zobaczyć na stronie Google Public Data Explorer, gdzie możesz samodzielnie dodać lub usunąć kraje, a przesunięcie kursora myszy nad nazwę kraju lub linie wykresu powoduje wyświetlenie etykiet z danymi liczbowymi i wyizolowanie danych konkretnego kraju.

Jak informuje wykres, całkowite wydatki na zdrowie to suma publicznych i prywatnych wydatków na zdrowie. Obejmują świadczenie usług zdrowotnych (profilaktyka i leczenie), działania dotyczące planowania rodziny, działania związane z odżywianiem oraz pomoc medyczną w nagłych wypadkach. Nie obejmują dostarczania wody i urządzeń sanitarnych.

image

Według informacji GUS, z lipca 2013, wydatki ogółem na ochronę zdrowia tj. wydatki bieżące i inwestycyjne, wyniosły w 2011 r. 105 mld zł i stanowiły 6,9% Produktu Krajowego Brutto (7,0% PKB w 2010 r.). Z kolei bieżące wydatki publiczne wyniosły 69,2 mld zł i stanowiły 4,5% PKB (4,7% PKB w 2010 r.). Wg danych ówczesnego wiceministra zdrowia (2012), w 2020 roku wydatki publiczne wyniosą ponad 6%, a w 2030 roku nawet 7,2%.

A tak wyglądają nasze nakłady na przestrzeni kilkunastu lat (w cenach stałych 2005, obliczenia własne na podstawie danych Banku Światowego):

image

Jako gatunek gwałtownie zwiększyliśmy długość życia, zatem z roku na rok coraz większy odsetek obywateli wchodzi w wiek, w którym pojawiają się szeroko rozumiane choroby zwyrodnieniowe. Chwalimy się fantastycznymi postępami medycyny (tylko czemu, do licha, kataru nie umieją wyleczyć?), ale one nie chronią przed zapadalnością na nowotwory, a jedynie zwiększają szanse wyleczenia. Dzisiaj zapada na nie dwa razy więcej ludzi niż pół wieku temu, ale wyleczalność też jest dwukrotnie wyższa (w Polsce ok. 45%, w Europie Zachodniej 50-55%, w USA nawet 65%). Na szczęście zapadalność za pewien czas zostanie zahamowana, natomiast wyleczalność będzie się nieustannie poprawiać, co wynika z postępów medycyny.

Nie ma siły, medycyna kosztuje. Poprawa organizacji służby zdrowia i lepsze wykorzystywanie funduszy to ledwie półśrodki - ważne, ale uboczne w stosunku do strumienia pieniędzy. Jako społeczeństwo musimy zwiększać sukcesywnie nakłady i nic nas od tego nie uchroni. Jako przykładowy obywatel płacę 250 złotych miesięcznie składki, ale gotów jestem płacić 300, jeśli to spowoduje, że na ortopedę nie będę musiał czekać z obolałym ramieniem przez dwa miesiące, a w gazecie nie przeczytam, że jakichś chorych na raka odesłano na przyszły rok, czyli zapewne do trumny. Jeśli na Zachodzie wydaje się 10 i więcej procent, to my też musimy. Trzeba tylko racjonalnie rozważyć, jakie środki przekierować, z czego można zrezygnować. Naturalnie drugim obok podwyższenia udziału wydatków na ochronę zdrowia w PKB źródłem ich wzrostu jest wzrost samego PKB - w skali wielu lat nawet znacznie ważniejszy, bo nie napotyka na naturalne ograniczenia tego pierwszego.

Podstawowym źródłem liczb dotyczących służby zdrowia jest GUS-owski rocznik statystyczny Zdrowie i ochrona zdrowia w 2011 roku:

http://stat.gov.pl/gus/5840_12706_PLK_HTML.htm

Szalenie ważnym czynnikiem wpływającym na rachunek są zachowania prozdrowotne. W latach 90-tych zaczęliśmy masowo jeść cytrusy (stały się dobrem powszechnie dostępnym, a nie przedmiotem pożądania, jak przywożone na święta kubańskie pomarańcze), a im właśnie prof. Witold Zatoński, promotor takich zachowań, przypisuje radykalną poprawę w sferze chorób krążenia. Walka z paleniem spowodowała w ciągu ćwierć wieku dwukrotny spadek odsetka palaczy (z 45 na 25% społeczeństwa) i dwukrotny spadek liczby wypalonych papierosów, z 100 do 50 mld rocznie (paradoksalnie, to ubytek kilkunastu miliardów złotych w budżecie z tytułu akcyzy). Od połowy lat 90-tych zwielokrotnił się odsetek osób uprawiających regularnie jakąś aktywność fizyczną. Bez tych wszystkich okoliczności stan zdrowia Polaków i stan naszej medycyny byłby znacznie gorszy.

I mała anegdotka. Mój ojciec w wieku 56 lat miał lekki zawał, więc lekarz zalecił rzucenie palenia. Jako człowiek bardzo zdyscyplinowany rzucił z dnia na dzień, choć palił przez 35 lat. W wieku 70 lat miał kolejne problemy, więc w szpitalu dostał fizykoterapię i zalecenie regularnego ćwiczenia. Tak mu to dobrze zrobiło, że od 17 lat codziennie rano ćwiczy pół godziny, a potem jeszcze chodzi po mieście. Dziś ma 87 lat, jest w dobrym stanie fizycznym i intelektualnym, a gdy z jakiegoś powodu nie może przez kilka dni ćwiczyć, chodzi i narzeka. Na pewno dobre geny uchroniły go w jakimś stopniu przed wieloma chorobami, ale gros swojej kondycji zawdzięcza dyscyplinie i codziennym ćwiczeniom.

http://nauka.newsweek.pl/rodaku--rusz-sie,96363,1,1.html

To dla mnie sztandarowy, namacalny przykład zachowań prozdrowotnych, które silnie wpływają na zapotrzebowanie na usługi służby zdrowia. Każdy niewypalony papieros, każdy skłon, każde "nożyce", każdy zjedzony grejpfrut, każdy przebiegnięty czy "przechodzony" kilometr (znakomicie dziś działa w Polsce propaganda biegów długodystansowych) przekłada się na mniejsze wydatki służby zdrowia, na dłuższe życie o większym komforcie.

2 komentarze:

  1. A jak tam Pawle Twoje rzucanie palenia? Swego czasu na G+ chwaliłeś się, że rzuciłeś.
    https://plus.google.com/106118952629254188771/posts/Q6iCeqDFGFU
    To już ponad dwa lata.

    OdpowiedzUsuń
  2. 26,5 miesiąca bez palenia, ani razu nie zapaliłem i nie mam takiej potrzeby :-)

    OdpowiedzUsuń