Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kultura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kultura. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 września 2013

Ciekawe losy polskiej książki

Obracając się od najwcześniejszych lat wśród książek, od dawna interesowałem się ich rynkiem, zwłaszcza wtedy, gdy zajmowałem się nimi zawodowo w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego (BUW), wymieniając je z kilkunastoma krajami, głównie USA.

W tamtym okresie, w latach 80-tych, na polskim rynku pojawiało się z grubsza - sięgam do zawodnej pamięci - 10 tys. tytułów rocznie. Liczba ta powtarzała się przez długie lata. Nie pamiętam niestety ówczesnej rocznej produkcji, ale utkwiło mi w pamięci, że wtedy były znacznie większe nakłady poszczególnych tytułów. Wynikało to z kilku przyczyn, przede wszystkim faktu, że znacznie bardziej ujednolicony był rynek książek szkolnych (dziś walczy ze sobą wiele tytułów pisanych na podstawie ogólnych wytycznych ministerialnych, a i młodzieży szkolnej jest znacznie mniej - sam jestem zresztą uczestnikiem tego boju), wiele tytułów wydawano w wielkich nakładach z przyczyn ideologicznych (dzieła klasyków marksizmu-leninizmu czy przemówienia przywódców partyjnych) albo też wspierano finansowo “swoich”, np. pisarzy i poetów o jedynie słusznych poglądach (choć tutaj niektórzy wydawcy sabotowali dyrektywy, podając w stopkach nakłady w okolicach 100 tysięcy, a drukując faktycznie dziesięć razy mniej - autor dostał honorarium od nominalnego nakładu, a deficytowy papier został oszczędzony).

Sięgam dzisiaj do ciekawych GUS-owskich źródeł dotyczących kultury, przede wszystkim nowej publikacji Kultura w 2012 roku. W części opisowej, na stronie 72, umieszczona została dość bulwersująca informacja o gwałtownym ubiegłorocznym spadku produkcji wydawniczej, o 15,2%, co przy wzroście liczby tytułów o 8,4% przełożyło się na spadek przeciętnego nakładu z 3 do 2,3 tys. W ciągu zaledwie jednego roku! Poniższa ilustracja - tabela umieszczona na stronie 73 (pierwotnym źródłem są dane Biblioteki Narodowej) - jest świadectwem szokowego wręcz trendu wydawniczego, czyli dwukrotnego zmniejszenia przeciętnych nakładów tytułów w ciągu zaledwie 12 lat. O ile jeszcze można w jakimś stopniu, choć nie w pełni, zrozumieć spadek nakładów książek szkolnych (w okresie tym liczba uczniów zmniejszyła się o 30%, co opisywałem w tekście Jak maleje liczba uczniów i co z tego wynika), to jednak głównych przyczyn tego stanu rzeczy trzeba szukać gdzie indziej.

image

Co interesujące, szybko rosła ostatnio liczba tytułów, przekraczając już w ubiegłym roku 34 tysiące, czyli 3,5-krotnie więcej niż 30 lat temu, natomiast dużym wahaniom podlega łączna produkcja (nakład w tys.). W zasadzie, przy zauważalnych wahaniach, nie zmienia się liczba egzemplarzy na 1000 ludności. Liczba tytułów zdaje się naśladować rynki rozwiniętych państw zachodnich, gdzie zawsze było ich znacznie więcej niż w Polsce.

image

W ostatnich latach pojawia się nowy ślad, który będzie musiał być rzetelnie zbadany przez kulturoznawców i statystyków. Niewątpliwie możliwości techniczne spowodowały, że znacząco zwiększyło się piractwo książkowe, co dotyczy zwłaszcza książek akademickich i szczególnie atrakcyjnych tytułów ze sfery beletrystyki. Po drugie, rośnie sukcesywnie także legalny obieg książek elektronicznych (oryginalnych lub mających papierowy odpowiednik), które nie są jeszcze uwzględniane w statystykach - wystarczy przecież sprzedaż na poziomie tysiąca egzemplarzy, by stanowiła ona istotny odsetek sprzedaży danego tytułu i zaniżała oficjalną statystykę.

I kolejny trop, który intuicyjnie kojarzy się z obecną sytuacją, choć wymagałby solidnych i zaawansowanych metodologicznie badań - nie zmienia się podstawowy zasób, który odgrywa fundamentalną role w naszych zachowaniach kulturowych, a więc ilość dostępnego czasu. O niezmienne 24 godziny konkuruje dziś znacznie więcej atrakcyjnych ofert niż 10, 20 czy 30 lat temu. Nie jestem w stanie skwantyfikować tej hipotezy twardymi liczbami, ale mam tu tzw. silne wewnętrzne przekonanie, że powszechny dostęp do Internetu, a szczególnie do serwisów społecznościowych, zauważalnie zmniejszył ilość czasu, jaką skłonni jesteśmy poświęcić na czytanie książek. Facebook, Twitter czy YouTube rabują po prostu sporo czasu - wiele osób woli kontakty z innymi niż książkowe zacisze.

Nie umiem powiedzieć, czy i w jakiej mierze spadek czytelnictwa tradycyjnego, papierowego tytułu zostanie zrekompensowany przez czytanie ebooków (na Zachodzie pojawiły się już wstępne badania sugerujące znaczącą zmianę nawyków czytelniczych, przede wszystkim w kontekście czytników, jak Kindle). Rynek książki podlega dziś fundamentalnym zmianom, którym warto się uważnie przypatrywać.

Łączna liczba wyświetleń od 27 sierpnia 2013

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Mój Twitter