piątek, 27 lutego 2015

Co to jest skala ekwiwalentności

Każdy czuje, że wydatki rozkładają się inaczej, gdy w gospodarstwie domowym jest samotna osoba, a inaczej, gdy jest para emerytów czy są dwie dorosłe osoby z dwojgiem dzieci. Po proste aby ugotować obiad dla rodziny, trzeba niewiele więcej gazu niż dla samotnej osoby. Telewizor w pokoju ogląda za te sama cenę jedna, jak i trzy osoby. Koszt utrzymania samochodu nie zwiększa się znacząco, gdy jeździ nim małżeństwo lub małżeństwo z dwójką dzieciaków. Stałe opłaty, a i wiele zmiennych, rozkłada się po prostu inaczej na jedną, dwie czy pięć osób.

I dlatego instytucje statystyczne - po długich i szeroko zakrojonych badaniach wydatków gospodarstw domowych - utworzyły skale ekwiwalentności, które przeliczają nominalne liczby osób w gospodarstwie wg specjalnych przeliczników. W UE stosowana jest zmodyfikowana skala OECD, wedle której pierwsza osoba dorosła ma wartość 1, druga i następne 0,5, a dzieci do 14 lat po 0,3. Dwoje emerytów to ekwiwalent 1,5 osoby (1+0,5), a małżeństwo z dwójką dzieci to ekwiwalent 2,1 osoby (1+0,5+0,3+0,3).

Gdy gospodarstwo ma dochód miesięczny 6000 zł, a są w nim trzy osoby, małżeństwo z dzieckiem (1,8 jednostki ekwiwalentnej), to nominalnie jest po 2000 zł na osobę, ale już 3333 zł na jednostkę ekwiwalentną.

I dopiero po przeliczeniu badanych gospodarstw na jednostki ekwiwalentne liczy się rozmaite ważne parametry, np. rozwarstwienie ekonomiczne z użyciem współczynnika Giniego. A na obrazku pokazana jest właśnie lista krajów UE i poziomy rozwarstwienia ekonomicznego w tych krajach.

Źródło: Europejskie badanie dochodów i warunków życia (EU-SILC) w 2013 r.

http://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/warunki-zycia/dochody-wydatki-i-warunki-zycia-ludnosci/europejskie-badanie-dochodow-i-warunkow-zycia-eu-silc-w-2013-r-,7,5.html

GiniUE2013

Czy Polska będzie wśród 20 najbogatszych państw?

W dzisiejszym przemówieniu premier Kopacz padło stwierdzenie, że do 2023 roku Polska znajdzie się wśród 20. najbogatszych państw świata (dlaczego 2023? Być może chodzi o dwie kadencje rządowe). Zaszło jednak chyba pewne nieporozumienie językowe, które tu chciałbym wyjaśnić.

Najbogatszy to taki, który ma najwyższy poziom PKB per capita. Polska w rankingu Międzynarodowego Funduszu Walutowego ma 48. miejsce na 187 państw. W rankingu Banku Światowego ma 45. miejsce na 185 państw. I wreszcie w rankingu CIA ma 52. m. na 195 państw. Nasz poziom 21-24 tys. USD (zależnie od rankingu) jest niższy od ostatniego kraju w pierwszej dwudziestce o 17-20 tys. USD i naturalnie w ciągu 8 lat w żaden sposób nie jesteśmy w stanie doskoczyć do tej grupy, zwłaszcza że kraje te nie stoją w miejscu.

Rankingi zamożności na głowę - dane za 2013 rok: List of countries by GDP (PPP) per capita - Wikipedia, the free encyclopedia

Podejrzewam, że pani premier chodziło raczej o wielkość gospodarki (mierzoną poziomem PKB), co naturalnie nie jest równoznaczne z bogactwem - Chiny są pierwszą lub drugą gospodarką świata, ale są ciągle dość ubogim krajem. W rankingach trzech wymienionych instytucji jesteśmy obecnie odpowiednio na 25., 24. oraz 21 m. I tutaj mamy naturalnie szansę wskoczyć do tej symbolicznej dwudziestki, choć podejrzewam, ze to raczej słabsi od nas będą nas napierać z tyłu, a kraje przed nami wydają się mieć większy potencjał rozwojowy, choćby z tytułu silniejszego wzrostu demograficznego.

Tak czy siak, największy to nie najbogatszy i warto tu zachować precyzję określeń.

Rankingi wielkości gospodarki - dane za 2013 rok: List of countries by GDP (PPP) - Wikipedia, the free encyclopedia

czwartek, 26 lutego 2015

Płace minimalne - jaki miernik?

Jak silnie kurs walutowy może deformować dane, widać w zestawieniu płacy minimalnej w krajach UE wyrażonej w euro i w sztucznej walucie Standard Sily Nabywczej uwzględniającej poziomy cen. Polska ma w euro płacę minimalną na poziomie 410, a w SSN już 738. Rozpiętość płac minimalnych w euro wynosi w Europie 10:1, ale w Standardzie Sily Nabywczej już tylko 4:1. Polska ma pięciokrotnie niższą płacę minimalną od Luksemburga w euro, ale tylko dwukrotnie w SSN. A to właśnie SSN, jako wynik skomplikowanych przeliczeń poziomów cen, jest miarodajnym miernikiem zamożności rozumianej jako wartość strumienia bieżącego dochodu.

Na wykresie dane w SSN to słupki pomarańczowe, a w euro - niebieskie.

A przy okazji widzimy, jaki jest "kurs" SSN do złotego - niecałe 2,3.

Źródło: http://ec.europa.eu/eurostat/documents/2995521/6652357/3-26022015-AP-EN.pdf/42097ff5-231b-4116-b0cf-8a28ca316f84

PlacaMinimalnaUE2015

wtorek, 24 lutego 2015

Cicha rewolucja komputerowa

Z ciekawości sprawdziłem dane dotyczące wyposażenia gospodarstw domowych w komputery i Internet. W ciągu dekady zaszła prawdziwa rewolucja, bo w okresie tym zwiększyliśmy odsetek komputerów dwukrotnie, a dostępu do Internetu trzykrotnie - w tym szerokopasmowego dziewięciokrotnie. Pokazuje to załączony wykres.

Można przypuszczać, że powoli zbliżamy się już do granicy naturalnej chłonności rynku - jest oczywiste, że część gospodarstw domowych, przede wszystkim emeryckich, raczej nie zamierza kupować komputerów. Przyczyną jest brak zainteresowania czy wręcz lęk przed techniką.

Źródło: GUS, Roczne wskaźniki makroekonomiczne

http://stat.gov.pl/wskazniki-makroekonomiczne/

OdsetekKomputeryInternet

mx3E16E

niedziela, 15 lutego 2015

Budzik dla służby zdrowia

Klinika “Budzik”, wymyślona i doprowadzona do szczęśliwego otwarcia przez aktorkę Ewę Błaszczyk, stanęła dwa lata temu na progu bankructwa. Alarm podniesiony przez media spowodował, że nagle zmieniona została wycena usług kliniki przez Narodowy Fundusz Zdrowia i pieniądze się tym samym znalazły.

Zapewne ogromna większość ludzi szczerze kibicowała tej dzielnej i ciężko doświadczonej przez życie kobiecie w jej walce o powstanie kliniki. Cieszymy się z każdego przebudzenia (co kilka miesięcy któreś z dzieci powraca do życia), dostrzegamy znaczenie kliniki dla unikatowej wiedzy medycznej i doświadczenia zatrudnionych tam lekarzy. Ale jak by to nie zabrzmiało, całe to zdarzenie przypomina funkcjonowanie azjatyckich satrapii, gdzie prezydent Uzurpajew otwiera klinikę z okazji urodzin syna, a emir Al-Hulaka uruchamia w swej łaskawości szwalnię, która zatrudni sto Beduinek. Do zmiany zasad wyceny w polskiej klinice doprowadza protest, a nie procedury, jakie powinny obowiązywać w normalnym, ustabilizowanym prawnie i ekonomicznie państwie.

Zręby demokracji można zbudować w dwa lata, względną zamożność osiągnąć w dwie dekady, ale cywilizację buduje się dwie generacje lub dłużej. A cywilizacja to przede wszystkim ramy organizacyjne i prawne oraz działające procedury, a nie doraźne działania wymuszane akcjami społecznymi i medialnymi, choćby w najwyższym stopniu uzasadnionymi moralnością i współczuciem. A także naturalnie mentalność społeczna, ale tu zmiany postępują najwolniej.

Narodowy Fundusz Zdrowia nie dysponuje zaskórniakami uruchamianymi łaskawie przez jej “emirów”. Jeśli przesuwa jakieś środki na jeden cel, to zapewne robi to kosztem innego. A wtedy w grę wchodzi rachunek ekonomiczny, bo naturą i istotą ekonomii jest dokonywanie optymalnych wyborów w warunkach OGRANICZONYCH ŚRODKÓW. Gdyby nie to ograniczenie, nauka ekonomii nie byłaby w ogóle potrzebna. Pamiętam dyskusję w jednym z mediów społecznościowych, gdzie podnoszona była kwestia wyboru celów - tzw. rzadkie choroby kosztują ogromne pieniądze, gdyż Big Pharma musi sobie odbić koszty badań nad lekami, a pacjentów jest na tyle niewielu, że jedna tabletka kosztuje tysiące złotych. Jeśli w ekstremalnych przypadkach leczenie (a raczej ratowanie przed śmiercią) chorego dziecka kosztuje milion złotych rocznie, to wybór jest nie tyle między przeznaczeniem tych pieniędzy na lek, a nieprzeznaczeniem, co między lekiem dla jednego dziecka, a uratowaniem od śmierci dziesięciorga innych, chorych na nowotwory. Nie kwestia solidarności decyduje o wydatkowaniu środków (to byłoby bardzo proste - wydajemy, bo odczuwamy współczucie i solidarność), lecz wybór większego dobra w sytuacji ograniczoności. Nie chciałbym być zresztą w skórze urzędników dokonujących takich wyborów – to nie bezduszne automaty podejmujące decyzje w oparciu o sztywne procedury, lecz żywi ludzie, wrażliwi i współczujący.

Wracając do naszej kliniki, przyznam szczerze, że naturalnemu odruchowi radości, iż została wtedy uratowana, towarzyszyła równie naturalna reakcja duszy ekonomisty. Żaden budżet nie jest z gumy i są tylko dwa sposoby walki o jak największe środki: długofalowy wzrost ekonomiczny dający proporcjonalny wzrost nakładów na zdrowie w ramach tego samego odsetka PKB, oraz zwiększanie samego odsetka PKB (wydajemy jako społeczeństwo mniej niż 7%, gdy Europa Zachodnia 10-12%, a Stany Zjednoczone nawet 18-19%). W krótkim okresie można się jeszcze zapożyczać, ale przecież to tylko czasowe przesunięcie środków. Najzdrowszą metodą jest naturalnie wzrost ekonomiczny, podczas gdy zwiększanie udziału ochrony zdrowia w PKB napotyka naturalny opór, bo wiąże się z większymi składkami zdrowotnymi - wystarczy przypomnieć sobie, jak gwałtowne protesty towarzyszą zwykle sugestiom, że trzeba je podnieść; sam wielokrotnie ścierałem się w Facebooku z ultraliberałami chcącymi redukować publiczne daniny. Jeden dodatkowy punkt procentowy udziału w PKB (np. 6+1) jest równoważny kilkunastu procentom wzrostu nakładów w złotych, co przekłada się na pięć lat wzrostu nakładów po 3 procent rocznie albo z grubsza trzem latom po 5 procent. Jestem bardzo ciekaw zapowiadanych reform, bo obecna niezbyt dobra sytuacja ekonomiczno-organizacyjna służby zdrowia wymusza już radykalne działania.

czwartek, 12 lutego 2015

Polska gospodarka w okresie stulecia 1913-2014

Zaktualizowany wykres wzrostu polskiego PKB per capita, tym razem w okresie 1913-2014. Źródłem są tabele historyczne brytyjskiego statystyka Angusa Maddisona, uzupełnione od 2009 roku danymi Eurostatu (profesor zmarł w 2010 r.).

Rok 1970 przyjąłem za 100 i wszystkie pozostałe dane są ułamkiem lub wielokrotnością tej podstawowej liczby. Jest to spowodowane tym, że dane Maddisona są wyrażone w dolarach międzynarodowych, stałych cenach 1990 roku, a ich przełożenie na aktualne ceny byłoby bardzo kłopotliwe i pracochłonne. Lepiej zatem pokazać zmiany liczb względnych.

Poprzednia wersja wykresu: Polski PKB na przestrzeni stulecia

Aby zobaczyć większy obrazek, kliknij go.

PKB-1913-2014

wtorek, 10 lutego 2015

Samoocena stanu zdrowia

Podczytuję od czasu do czasu książkę “Statystyka społeczna” (red. T. Panek, PWE 2014), w której jest sporo ciekawej wiedzy o statystycznym obrazie polskiego społeczeństwa. Jest tam m.in. rozdział napisany przez Wiktorię Wróblewską, pod tytułem “Zdrowie i nierówności społeczne w zdrowiu”.

Na stronie 297 jest tabela ilustrująca samoocenę stanu zdrowia Polaków, sporządzona na podstawie badań GUS i obejmująca lata 1996, 2004 i 2009. Pokazuje ona 10 przedziałów wiekowych i podsumowuje odsetek ocen poniżej dobrych (a więc “takie sobie”, “złe” i “bardzo złe”). Odszukałem w Internecie nowsze dane, odnajdując je w publikacji “Dochody i warunki życia ludności Polski (raport z badania EU-SILC 2012 i 2013)” - http://stat.gov.pl/gus/5840_4171_PLK_HTML.htm. Niestety, podział na grupy wiekowe jest odmienny i przeliczenie tego byłoby mocno uciążliwe i obarczone ryzykiem błędu, zatem muszę się ograniczyć do podania odmiennych grup.

Z danych wynika jednak wyraźnie, że w ciągu dwóch dekad nastąpił ogromny spadek odsetka osób oceniających negatywnie (lub nie-pozytywnie, poniżej dobrego) swój stan zdrowia. To z całą pewnością skutek podwojenia dochodów, więcej niż podwojenia nakładów na służbę zdrowia, zmiany nawyków na zbliżone do doświadczeń bogatszych społeczeństw zachodnich, także chyba i zmiana mentalna - więcej optymizmu i bardziej rozpowszechniona postawa “równaj do lepszych”. Można przypuszczać (ale podkreślam, trzeba by to przeliczyć), że w roku 2012 i 2013 odsetki te spadły o kolejnych kilka punktów procentowych (nawet o 1/3). Przyczyny mają zatem charakter zarówno materialny, wynikający z warunków życia, jak i psychologiczny, wynikający z odmiennego nastawienia.

W tabeli najbardziej zaskakuje chyba ogromny spadek w przedziałach 30-39, 40-49 lat i 50-59. Stary żarcik mówi, że gdy po czterdziestce obudzisz się rano i stwierdzisz, że nic cię nie boli, to pewnie umarłeś. Jeśli spadek “współczynnika jojczenia” spada tu z 63 do 35 procent, to chyba idziemy w dobrym kierunku.

SamoocenaStanuZdrowia2013

wtorek, 3 lutego 2015

Nierówności ekonomiczne w Polsce maleją

Kolejny dowód, że zarzuty opozycji, iż w Polsce pod rządami PO narastają nierówności ekonomiczne, nie mają pokrycia w faktach, bo powoli, ale systematycznie maleją, zgodnie zresztą z tendencją w Unii Europejskiej.

W latach 2007-2013, a więc od ostatniego roku rządów PiS:

  • Podstawowy miernik nierówności, jakim jest współczynnik Giniego, spadł z 32,2% do 30,7%, a więc zauważalnie.
  • Wzrósł stosunek mediany do średniej, z 84,4% do 86,4% co świadczy o "skracaniu się" rozkładu dochodów (zwykle rozciągniętego mocno w prawo).
  • Spadł wskaźnik zróżnicowania kwintylowego S80/S20, czyli stosunek najbogatszej jednej piątej społeczeństwa do najuboższej jednej piątej, z 5,3 do 4,9, czyli także zauważalnie.

Źródło: Dochody i warunki życia ludności Polski (raport z badania EU-SILC 2013), s. 154-156.

Główny Urząd Statystyczny / Obszary tematyczne / Warunki życia / Dochody, wydatki i warunki życia ludności / Dochody i warunki życia ludności Polski (raport z badania EU-SILC 2013)

SpadekNierownosci