piątek, 15 czerwca 2012

Absolutna pewność i inne fikcje

Lubię takie dowcipne i prowokacyjne tytuły. A takim właśnie opatrzono czternasty już tomik serii "Świat jest matematyczny". Autorem jest Pere Grima, tłumaczem z hiszpańskiego Józef Piórek.

Bardziej dosłownie mówi o zawartości podtytuł: Tajniki statystyki. Na 150 stronach, w pięciu rozdziałach i kilkudziesięciu punktach podano w popularny sposób najważniejsze, najbardziej podstawowe koncepty statystyczne, obficie opatrując je przykładami zastosowań.
Książeczki można kupować każdą z osobna (35 zł), zatem jeśli kogoś nie obchodziły inne tematy, to ten akurat bardzo polecam. I w kilku słowach wytłumaczę, dlaczego.

Wielokrotnie prowadziliśmy tutaj dyskusje na różne tematy, wspierając się danymi statystycznymi. Choć średnią arytmetyczną wprowadza się dziś już w drugiej klasie gimnazjum, a całkiem spory rozdzialik o statystyce i rachunku prawdopodobieństwa jest w ostatniej klasie liceum, to jednak znajomość najbardziej podstawowych mierników statystycznych nie jest powszechna. Przeciętny dyskutant internetowy nie bardzo potrafi wznieść się od swojego prywatnego doświadczenia ku abstrakcji mierników ważnych w zbiorowościach. Jak ktoś zarabia 1800 brutto, to nie bardzo idzie mu zaakceptowanie faktu, że średnia krajowa jest dwa razy większa. Różnica między średnią a medianą (i co z tego wynika) jest już poza zasięgiem zdecydowanej większości polemistów.

Nie chodzi o to, by zmuszać ludzi do jakichś nudnych rachunków. Statystyka to nie rachunki, to sposób myślenia. To jedna z najważniejszych intelektualnie technik pojmowania świata naokoło - do tego stopnia, że na swój prywatny użytek nazywam ją witaminą S dla mózgu. Człowiek potrafiący posłużyć się najbardziej już elementarnymi miernikami struktury i dynamiki (można by je moim zdaniem ograniczyć do dziesięciu, choć jeśli statystyk walnie mnie tu w łeb, to pokornie przyjmę) jest znacznie sprawniejszy w interpretacji rzeczywistości naokoło niż osoba niepotrafiąca policzyć zwykłej średniej - choćby ze stopni własnego smyka w szkole.

Tak więc wyjątkowo usilnie polecam ten tomik - wydatek względnie niewielki, a może spłynąć iluminacja. A może kogoś to zachęci do pobawienia się potem jakimś podręcznikiem statystyki opisowej i do rozwiązywania zadań? To narzędzie, które może się potem przydać na każdym kroku, to ważny element intelektualnej wyprawki wykształconego człowieka.

sobota, 2 czerwca 2012

Ile kosztuje złotówka

Obserwując dość znaczny spadek kursu złotego wobec euro, dolara czy franka zastanawiamy się, skąd się to bierze i czy to dobrze dla gospodarki, czy też nie. Eksporterzy powiedzą, że świetnie, bo sprzyja eksportowi (nawiasem mówiąc, akurat połączenie niskiego kursu złotówki i niesamowitej elastyczności naszego małego i średniego biznesu owocuje ekspansją eksportową). Zwykły człowiek się jednak wkurzy, dlaczego musi płacić tak drogo za importowane towary, przede wszystkim konsumpcyjne.

Swoją drogą, niski kurs złotówki dodaje nam miejsc pracy - im wyższy popyt zagraniczny na nasze towary, tym więcej się ich produkuje, tym więcej się zatrudnia ludzi. Na pewno musi to w wymierny sposób łagodzić nasze problemy z bezrobociem (choć oczywiście kosztem innych).

Poniższy link prowadzi do artykułu mówiącego, ile naprawdę jest warta złotówka. Pewnie niektórzy nie uwierzą - dwa razy więcej! Na kurs wpływa nie tylko najważniejszy czynnik, jakim jest poziom cen, ale i czynniki dodatkowe, w tym spekulacje. W przypadku złotówki te poboczne są zaskakująco trwałe i dlatego kurs, zamiast kręcić się wokół 2 złotych za dolara, jest spychany nieustannie w dół.

I dlatego właśnie zamożność poszczególnych krajów, liczona najpowszechniej stosowanym wskaźnikiem, jakim jest produkt krajowy brutto per capita (czyli na głowę), musi być wyliczana nie tylko za pomocą czystego kursu walutowego, ale przede wszystkim za pomocą parytetu siły nabywczej. W długim okresie parytet ten wykazuje, że nasz PKB na łepetynę jest 40-50 procent wyższy niż wynika z czystego kursu. Za złotówkę można po prostu kupić w kraju więcej niż nam się wydaje.

Dzisiaj ta różnica wynosi, zapewne doraźnie, aż 100% (!) - po prostu rynek trochę zwariował.

I jeszcze przy okazji nieco polityki. Gospodarka otwarta, jaką jest polska, jest podatna na zjawiska globalne. Niedouczeni politycy, którzy chcą się popisać przed publicznością, mają zwyczaj walić w ten aspekt funkcjonowania gospodarki, który z jakiegoś powodu jest niekorzystny. Otóż  spadek kursu złotówki, jak powiedzieliśmy wyżej, ma jednocześnie dobre i złe skutki (wzrost kursu też ma złe i dobre). Jak złotówka leci, to można narzekać na drogi import i poszczypaną dumę narodową, pomijając wzrost eksportu i zatrudnienia. Gdyby rosła, można pominąć milczeniem taniejący import i pęczniejącą dumę, ale za to skrytykować osłabienie eksportu i zwalnianie pracowników. Niewielu biorących porządne apanaże posłów rozumie, że to sprzężone ze sobą zjawiska.

I przypomniała mi się jeszcze niesławnej pamięci posłanka Samoobrony ze Śląska, o magnackim nazwisku Wiśniowiecka, która dostała się do Sejmu na miejsce jakiegoś zmarłego posła. Zapytana przez dziennikarza, czym ma zamiar się zajmować, śląską gwarą opowiadała, że chce, co by przywrócić te zamknięte huty i kopalnie.

W prostym umyśle tej kobiety nie mieściło się, że gospodarka rynkowa dostosowuje się do popytu, że huty i kopalnie stają się passé, i że nie poseł w Sejmie decyduje, czy one mają działać. Jej się wydawało, że usiądzie w ławie i zarządzi, że huty mają być przywrócone.
Po roku, w następnych wyborach, już się do parlamentu nie dostała - była podobno strasznie rozżalona, że tak ją niesprawiedliwie wyborcy potraktowali.

http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,11844901,Konferencja_WallStreet__Euro_powinno_kosztowac_2_35.html