poniedziałek, 2 września 2013

Kilka słów o demografii

Demografia to ciekawa dyscyplina wiedzy - dotyka każdego z nas, ale dotyka w zbiorowości, która może być odmienna od indywidualnych doświadczeń. Przytoczmy kilka danych demograficznych, o których zapewne wie stosunkowo niewiele osób, zwłaszcza o danych dotyczących dożywalności (przyda się przed czekającymi nas demonstracjami związkowców, którzy nie chcą “pracować do śmierci”, upowszechniając ten nonsens na transparentach i w wypowiedziach niedouczonych działaczy). Dotyczą 2010 roku:

50 lat dożywa 91,3% M i 96,8% K
55 lat dożywa 86,7% M i 95% K
60 lat dożywa 80,3% M i 92,3% K
65 lat dożywa 72% M i 88,4% K
67 lat dożywa 68,2% M i 86,4% K
70 lat dożywa 61,8% M i 82,9% K
75 lat dożywa 49,6% M i 75% K
80 lat dożywa 35,6% M i 62,3% K
85 lat dożywa 21,4% M i 44% K
90 lat dożywa 9,8% M i 24% K

Te same dane, ale bardziej obrazowo:

image

Źródło: http://www.stat.gov.pl/cps/rde/xbcr/gus/PUBL_lud_trwanie_zycia_2010.pdf, str. 58-60

Zwróćcie uwagę na pogrubione dane - obecny wiek emerytalny dla obu płci i wiek w nowej ustawie. Wieku 67 lat dożywa obecnie 68,2 procent mężczyzn i 86,4 procent kobiet - czyli średnio, w całej populacji, jakieś 78% osób (kobiety są nieco liczniejsze, stąd średnia jest bliżej wieku kobiet). Wieku 65 lat - ok. 81% osób.

A patrząc inaczej, osiągnąwszy 65 lat, polskie kobiety żyją jeszcze średnio 19,2 roku, zaś polscy mężczyźni - 14,8 roku. Mówi o tym wpis Oczekiwana długość życia w wieku 65 lat, gdzie cytowane są dane Eurostatu.

Gdy Bismarck ustanawiał w 1889 roku system emerytalny, mało kto dożywał tego wieku, pewnie nie więcej niż 10-15% osób (nie mam danych historycznych - pewnie dałoby się je gdzieś znaleźć lub wywieść z innych danych statystycznych, ale zajęłoby to sporo czasu). Dzisiaj w Polsce dożywa go 72% mężczyzn, w krajach zachodnich o kilka punktów procentowych więcej.

http://www.wprost.pl/ar/8889/Emerytura-od-Bismarcka/

Tak więc, teza o wymieraniu połowy mężczyzn przed emeryturą i pracy do śmierci nie utrzymuje się w świetle beznamiętnych liczb.

Ale jest jeszcze druga sprawa. Otóż w ciągu ostatnich 20 lat średnia długość życia w Polsce wzrosła o 6 lat, a więc o rok co 3-4 lata. To wynik naszych lokalnych megatrendów - lepsze odżywianie (m. in. masowe jedzenie cytrusów! - teza prof. Zatońskiego), lepszy medyczny poziom opieki zdrowotnej, spadek o 20 punktów procentowych odsetka palących (z 45 do 25 procent), wzrost odsetka uprawiających jakieś ćwiczenia fizyczne z 25 do 75 (dane z Newsweeka, za jednym ośrodków badawczych). Przejmujemy standardy zachodnioeuropejskie, które w skali masowej, w wielkich liczbach, owocują przedłużonym życiem o lepszej jakości.

Bardzo ważna jest konstatacja, że to proces dynamiczny, stale trwający. Za 7 lat, gdy pierwsi mężczyźni będą przechodzić na emeryturę w wieku 67 lat, średni wiek będzie zapewne wyższy o kolejne dwa lata. Nawet biorąc pod uwagę wygasające, asymptotyczne doganianie standardów najwyżej rozwiniętych krajów zachodnich, za 27 lat, gdy pierwsze kobiety przejdą na emeryturę w wieku 67 lat, średnia będzie wyższa o kolejne kilka lat. Zaś w przytoczonych wyżej danych dotyczących odsetka dożywających określonego wieku, każda z liczb będzie o kilka kolejnych punktów procentowych wyższa. W efekcie po upływie jednej generacji człowiek 70-letni będzie równie młody (czy stary, jak kto woli), jak dzisiejszy 65-latek. To realne liczby i obiektywne trendy, a nie "kłamstwo Tuska", jak głoszą mało rozgarnięci ludzie, a zwłaszcza nieznający faktów politycy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz