wtorek, 29 października 2013

Skumulowany wzrost PKB w krajach UE 2007-2014

We wpisie Skumulowany wzrost PKB w UE w okresie 2007-2012 podaliśmy dane statystyczne za miniony już okres 2007-2012 - wynikało z nich, że Polska zdecydowanie najlepiej przeszła przez okres kryzysu i dalece wyprzedziła Europę tempem wzrostu.

Eurostat publikuje też szacunki wzrostu gospodarczego na lata 2013 i 2014. Uzupełniliśmy przedstawioną poprzednio tabelę o te dane i obliczyliśmy skumulowany wzrost w okresie dłuższym o dwa kolejne lata, a więc 2007-2014. Dane zostały naturalnie posortowane według kolumny E, która zawiera skumulowany wzrost w przedłużonym okresie - od najgorszych do najlepszych wyników.

image

Na tej podstawie sporządziliśmy zmodyfikowany wykres - jak wyraźnie widać, Polska jest w dalszym ciągu zdecydowanie na czele, choć kilka krajów Unii Europejskiej (np. Litwa, Łotwa, Estonia, Słowacja, Rumunia czy Szwecja) odnotuje w prognozowanym dwuleciu nieco szybszy wzrost niż my.

Naturalnie to dopiero szacunki, a rzeczywiste wyniki będziemy znać dopiero za dwa lata, ale na ogół przewidywania nie są odległe od faktycznych danych.

Kliknij wykres, aby powiększyć obraz.

image

I jeszcze jedna tabelka ze znamiennymi danymi, która pokazuje przewidywany poziom PKB, ale tym razem wyrażony w dolarach międzynarodowych, według parytetu siły nabywczej, w rankingu CIA The World Factbook. Do zestawienia wybraliśmy kilkanaście krajów znajdujących się w przedziale 20-30 tys. USD oraz całą Unię, nakładając na dane prognozy Eurostatu.

Jak widać, kilka krajów południa Europy (Grecja, Cypr, Portugalia) doznaje poważnego regresu. Portugalię wyprzedzą wg prognoz dwa kolejne kraje z grupy byłych “demoludów”, zbliża się do niej Polska. Grecję wyprzedza nie tylko Słowenia, ale i nasi południowy sąsiedzi, czyli Czechy i Słowacja. Czechy są już zaledwie o 10% za Włochami i Hiszpanią, które uważamy przecież za bogate kraje Zachodu. Po dwóch dekadach transformacji najwyżej rozwinięte kraje dawnego bloku socjalistycznego przeganiają maruderów rozwiniętego świata zachodniego, a w ciągu dekady zbliżą się bardzo do średniej unijnej.

image

niedziela, 27 października 2013

Microsoft Excel - tabele przestawne

Rok akademicki się rozpędza, studenci uczą się korzystania z narzędzi informatycznych, w tym zwłaszcza arkuszy kalkulacyjnych. Jedna z najcenniejszych technik analitycznych Excela to tabele przestawne - w YouTube znajdzie czytelnik umieszczony tam niecały rok temu 9-minutowy wykład pokazujący poglądowo posługiwanie się tym narzędziem. Mam nadzieję, ze pozwoli wielu osobom opanować to znakomite narzędzie, tak jak udało się już wielu dotychczasowym widzom tego screencastu.

Polecam oglądanie bezpośrednio w YouTube - link: http://www.youtube.com/watch?v=2d8gQ2G6c3U. Najlepiej w rozdzielczości 720p.


piątek, 25 października 2013

Za naszych czasów to ho ho!

Politycy mają genetyczną skłonność do naciągania faktów, byle przekonać publiczność do swoich racji. Jednym ze sztandarowych przykładów jest narracja największej partii opozycyjnej w Polsce, której politycy mają zwyczaj mówić - gdy tylko rozmowa zejdzie na tematy ekonomiczne - że za ich czasów to nam rosło o 7 procent rocznie. Ergo, władza powinna być natychmiast oddana opozycji, bo tylko wtedy będzie się nam działo dobrze.

O ile trudno zaprzeczyć, że faktycznie mieliśmy raz wzrost zbliżony do tej liczby, to bliższe przyjrzenie się faktom sprawia, że wygląda to już nieco inaczej. Skorzystajmy tu z danych Eurostatu uzupełnionych o 2012 rok:

image

Gdy umownie przypiszemy dwulecie 2005-2007 PiS-owi, a okres 2007-2012 Platformie, to gołym okiem widać, że średnie tempo wzrostu w dwuleciu wynosi ponad 6%, podczas gdy w pięcioleciu - ponad 3%. Naturalnie jest to przypisanie sztuczne - jest oczywiste, że bezwładność procesów gospodarczych powoduje, iż zarówno moment pojawienia się jakiegoś efektu gospodarczego, jak i czas jego trwania, są bardzo zróżnicowane (np. decyzja ekonomiczna może zacząć działać za trzy kwartały, a trwać przez dekadę). Na dodatek trudno oddzielić skutek decyzji ekonomicznych władzy (np. uproszczenia jakichś przepisów czy wzrostu lub obniżenia akcyzy) od zewnętrznych procesów (np. zmiany stopy procentowej w USA czy wejścia w życie przepisów UE albo świetnej dla rolnictwa pogody). Polityk w studiu telewizyjnym nie zwraca na takie detale uwagi, tylko wszelkie pozytywy przypisuje sobie i swojej partii, tu i teraz.

Akurat w połowie ubiegłej dekady trwała dobra koniunktura gospodarcza, która w zasadniczym stopniu przyczyniła się do szybkiego tempa wzrostu, podczas gdy po zmianie władzy wpadliśmy wkrótce w ciężki kryzys o skali światowej, gdzie utrzymanie się na powierzchni wymagało determinacji i inteligencji (Polska jako jedyna w UE miała cały czas wzrost gospodarczy, a więc doświadczyła tylko spowolnienia, ale nie kryzysu).

Aby teraz pokazać, czy początkowa teza “za naszych czasów to było 7 procent” jest zasługą światłej władzy, wykonajmy prosty zabieg rachunkowy, korzystając z tabeli Eurostatu pokazującej, jaka jest relatywna (w procentach) pozycja poszczególnych krajów Unii Europejskiej odnośnie do średniej unijnej, mierzona oczywiście porównaniem poziomów PKB per capita.

image

W pierwszym okresie podnieśliśmy się z 51 do 55% średniej unijnej, w drugim natomiast, z 55 do 66%. Zatem najpierw o 2 punkty procentowe rocznie, potem o 2,2 punktu. Dlaczego niższy wzrost ekonomiczny “za Tuska” dał lepszy efekt niż szybszy wzrost “za Kaczyńskiego”? Koniunktura gospodarcza niosła wszystkie kraje, także Polskę, kryzys gnębił całą Europę (choć nas tylko spowolnił). Zatem nasza nadwyżka nad wzrostem europejskim, po “odcedzeniu” koniunktury, jest już w zasadniczym stopniu wynikiem działań rządu (jego sprytu, inteligencji, umiejętności przewidywania, nawet pewnego cwaniactwa). Widzimy więc - zdając sobie sprawę ze sztuczności sztywnego przypisywania okresów gospodarczych bieżącej władzy - że argument za naszych czasów to… wygląda już inaczej.

wtorek, 22 października 2013

Obieg okrężny z sektorem rządowym

Opisaliśmy już dwa z czterech schematów obiegu okrężnego różniących się stopniem skomplikowania:

Teraz zajmiemy się jeszcze bardziej złożonym schematem, włączając sektor publiczny (rządowy).

W pierwszym schemacie mieliśmy dwa podmioty (gospodarstwa domowe i firmy) i dwa rynki (czynników wytwórczych i produktów). Firmy kupowały od gospodarstw domowych czynniki produkcji (praca, kapitał produkcyjny, ziemia), płacąc im za nie. Produkowały i rzucały na rynek dobra i usługi konsumpcyjne, które gospodarstwa kupowały za swoje dochody. Potem następowało ponowienie cyklu.

W drugim schemacie, bardziej realistycznym, gospodarstwa odkładały część dochodów i umieszczały je na kolejnych rynkach, finansowych. Firmy pożyczały te pieniądze i za nie zgłaszały na rynkach produktów popyt na dobra inwestycyjne. A więc wydatki konsumpcyjne zostały uzupełnione o inwestycyjne.

W trzecim schemacie wprowadzamy trzeci podmiot - rząd, czyli sektor publiczny. Sektor ten odpowiada za funkcjonowanie państwa (np. policja, wojsko, administracja, wymiar sprawiedliwości, edukacja itd.), a także musi utrzymać transferami środków niepracujących już emerytów i rencistów, więc musi czerpać dochody, które te publiczne usługi i transfery sfinansują. Pobiera je z podatków, a jeśli wydatki rządowe przekraczają dochody (co jest powszechnym zjawiskiem na świecie), musi sięgnąć do rynków finansowych, zaciągając tam pożyczki rządowe (zwykle emitując obligacje rządowe, jako wiarygodne papiery wartościowe). Tak więc popyt składa się tym razem z konsumpcyjnego, inwestycyjnego i rządowego.

Jak widzimy, komplikowanie schematów o kolejne rynki (finansowe) i podmioty (rząd) nie zmienia samej istoty obiegu okrężnego w gospodarce, ale przybliża go do realiów gospodarczych.

image

W pierwszym wpisie pokazaliśmy, jak wygląda podstawowa zależność makroekonomiczna: PQ = Y = C. W kolejnym nieco ją rozbudowaliśmy, przyjmując równe sobie oszczędności S i inwestycje I, wskutek czego przybrała postać: PQ = Y = C+S lub PQ = Y = C+I.

W obecnym wpisie przyjmujemy, że G to wydatki rządowe, zatem podstawowa zależność makroekonomiczna: to teraz PQ = Y = C+I+G.

----

Wykres został opracowany na podstawie podręcznika Eweliny Nojszewskiej “Wprowadzenie do ekonomii” (WSiP, Warszawa 2013), z użyciem pakietu Edraw Max Professional do tworzenia diagramów.

niedziela, 20 października 2013

Obieg okrężny z rynkami finansowymi

We wpisie Obieg okrężny w gospodarce powiedzieliśmy, że makroekonomia wyróżnia kilka obrazowych schematów obiegu okrężnego w gospodarce, różniących się stopniem przybliżenia do rzeczywistości, od najprostszego do najbardziej złożonego:

W obiegu prostym przyjęliśmy, że firmy kupują od gospodarstw domowych usługi czynników produkcji (praca, kapitał produkcyjny, ziemia). Następnie, dzięki nim, produkują na rynek towary konsumpcyjne, które gospodarstwa kupują dzięki dochodom uzyskanym ze sprzedaży czynników produkcji. Obieg się zamyka, firmy mogą ponowić cykl produkcyjny.

To był najprostszy model gospodarki. Życie jest naturalnie bardziej skomplikowane i w tym miejscu przyjmiemy, że gospodarstwa domowe nie wydają wszystkich pieniędzy na konsumpcję, jak w poprzednim modelu, ale część z nich oszczędzają. Pieniądze te wpływają na trzeci rodzaj rynków, mianowicie rynki finansowe (strzałka oszczędności) - mogą to być oszczędności w bankach czy zakup papierów wartościowych firm (akcje, obligacje). Firmy sięgają po te oszczędności, pożyczając pieniądze w bankach (kredyty) lub sprzedając na rynku papiery wartościowe. Uzyskane w ten sposób fundusze inwestycyjne mogą być zużyte na wydatki inwestycyjne, jak maszyny, urządzenia, środki transportu, budynki itd.

Czym się różni ten schemat od poprzedniego?

Gospodarstwa domowe nie wydają tym razem wszystkiego na konsumpcję, lecz część swoich dochodów przeznaczają na oszczędności. Dzięki temu firmy mogą pożyczyć te pieniądze i do wydatków konsumpcyjnych gospodarstw domowych dochodzą w ten sposób wydatki inwestycyjne firm. Wszystko to jest możliwe dzięki trzeciemu rodzajowi rynków, jakim są rynki finansowe (np. banki, giełda).

Na poniższym wykresie pomijamy obecny na poprzednim wykresie obieg rzeczowy (usługi czynników produkcji, produkty), a ograniczamy się do finansowego, aby nie zaciemniać komplikującego się nieco schematu.

image

W poprzednim wpisie pokazaliśmy, jak wygląda podstawowa zależność makroekonomiczna: PQ = Y = C. W tym możemy odrobinę ją rozbudować, przyjmując równe sobie oszczędności S i inwestycje I. Ma ona obecnie postać: PQ = Y = C+S lub PQ = Y = C+I.

----

Wykres został opracowany na podstawie podręcznika Eweliny Nojszewskiej “Wprowadzenie do ekonomii” (WSiP, Warszawa 2013), z użyciem pakietu Edraw Max Professional do tworzenia diagramów.

sobota, 19 października 2013

Obieg okrężny w gospodarce

Zapewne większość osób nie wie, jak wygląda obieg produktów i dochodów w gospodarce. Nauka ekonomii ujmuje obieg w dość proste i intuicyjne schematy, które warto zrozumieć, gdyż stanowią najbardziej ogólny obraz gospodarki narodowej.

Makroekonomia wyróżnia kilka obrazowych schematów różniących się stopniem przybliżenia do rzeczywistości, od najprostszego do najbardziej złożonego:

W tym miejscu pokazujemy obieg prosty, który zakłada istnienie dwóch rodzajów podmiotów - firm i gospodarstw domowych - oraz dwóch rodzajów rynków - rynków czynników wytwórczych i rynków produktów. Rynek to umowne miejsce, na którym spotyka się popyt na jakieś dobro i jego podaż.

W pierwszej kolejności zauważmy, że gospodarstwa domowe dysponują niezbędnymi czynnikami wytwórczymi, jakimi są praca, kapitał (rzeczowe środki produkcji) i ziemia (mianem ziemi określa się umownie grunty, wody, kopaliny, lasy itd.). Wszystkie te czynniki są niezbędne, aby uruchomić procesy gospodarcze. Gospodarstwa domowe (na schemacie po prawej stronie) oferują je na rynkach czynników wytwórczych (na dole), gdzie z kolei poszukują ich firmy, jako podmioty gospodarujące (na schemacie po lewej). Przekazanie czynników ilustrują zielone strzałki z napisem usługi czynników wytwórczych.

Naturalnie firmy muszą zapłacić za usługi czynników wytwórczych - jasnobrązowa strzałka z napisem płatności za usługi czynników wytwórczych prowadzi od firm na rynki czynników wytwórczych, skąd w formie dochodu narodowego (sumy dochodów za usługi czynników - płace, renty, odsetki i zyski) dociera do gospodarstw domowych.

Jak więc widać, jasnozielone strzałki ilustrują przebieg strumieni rzeczowych, natomiast jasnobrązowe - przebieg dokładnie im odpowiadających strumieni pieniężnych.

Firmy, mając już niezbędne czynniki wytwórcze, produkują towary i usługi, zgodnie z przewidywanym zapotrzebowaniem gospodarstw domowych. Wolumen tych towarów i usług, jako rzeczowy produkt narodowy (wyrażany naturalnie w pieniądzu), jest oferowany na rynkach produktów i obejmuje chleb, owoce, mięso, telewizory, ubrania, samochody, komputery i wszystko, co jest niezbędne do życia. Stamtąd, w postaci konkretnych produktów, wędruje do gospodarstw domowych, zaspokajając ich potrzeby. Ilustruje to strzałka produkty.

Naturalnie gospodarstwa domowe muszą zapłacić za te produkty - środki pieniężne pochodzą ze sprzedaży na początku cyklu czynników wytwórczych. Środki te są teraz uruchamiane i w postaci wydatków konsumpcyjnych pojawiają się na rynkach produktów, skąd wędrują do firm w postaci wydatków na produkt narodowy. Kończy to cykl gospodarczy - gospodarstwa zaspokoiły swoje potrzeby, a firmy dysponują znowu funduszami na zakup czynników wytwórczych i ponowienie cyklu wytwarzania.

Jak więc łatwo dostrzeżemy, mamy dwa odpowiadające sobie strumienie, o tej samej wielkości, ale o przeciwnych zwrotach - strumień wielkości rzeczowych (produkty, usługi czynników) i strumień wielkości pieniężnych (dochody, wydatki). To one tworzą ogólne agregaty, jakimi się posługujemy w ekonomii. To najbardziej elementarne ujęcie procesu gospodarowania, zakładające szereg uproszczeń, ale zarazem najbardziej zrozumiałe dla laika.

image

Ten słowny opis warto jeszcze uzupełnić prostymi formułami.

Oznaczmy fizyczną ilość wytworzonych dóbr jako Q, ich ceny jako P. Wartość wytworzonego strumienia rzeczowego to zatem iloczyn PQ (jasnozielone strzałki na górze).

Z kolei Y to dochody płynące ze sprzedaży czynników wytwórczych (jasnobrązowe strzałki na dole), a C to wydatki na dobra i usługi konsumpcyjne (jasnobrązowe strzałki na górze).

Widać z tego, że w gospodarce dwupodmiotowej (firmy, gospodarstwa domowe) zachodzi równoważność o postaci: PQ = Y = C, czyli wartość strumienia rzeczowego PQ jest równa dochodom za udostępniane czynniki produkcji Y, a zarazem wydatkom na dobra i usługi C. To podstawowa zależność makroekonomiczna w tak uproszczonym modelu gospodarki.

----

Wykres został opracowany na podstawie podręcznika Eweliny Nojszewskiej “Wprowadzenie do ekonomii” (WSiP, Warszawa 2013), z użyciem pakietu Edraw Max Professional do tworzenia diagramów.

środa, 16 października 2013

Gdzie Polska, gdzie Chiny

Z niekłamaną ekscytacją przyglądam się od dawna rozwojowi gospodarczemu Chin. Podejrzewam wprawdzie ten kraj o imperialne zapędy, ale podejrzenie to traci swą wagę, gdy uprzytomnimy sobie, że polityka rozwoju forsowana przez rząd chiński spowodowała, iż w tym tradycyjnie biednym państwie nie ma już w zasadzie głodnych ludzi, że setki milionów żyją na poziomie nieodległym od polskiego, a dziesiątki milionów - na poziomie wręcz europejskim.

Gdy po śmierci Mao, w drugiej połowie lat 70., Chińczycy wprowadzali reformy ekonomiczne, ich PKB per capita (mierzony w dolarach międzynarodowych z 2005 roku) był mniejszy niż 500 USD. Obecnie, po 32 latach rozwoju (licząc od 1980 roku, jak na wykresie), sięgnął 8 tysięcy, zbliżając się mocno do średniej światowej - pokazuje to właśnie poniższy wykres (dane Banku Światowego). Wzrost jest blisko 20-krotny - USA wzrosły w tym czasie zaledwie o 68%, Niemcy o 66%, Francja o 47%. Świat zwiększył swój PKB na głowę o 73%.

Kliknij, aby powiększyć:

image

W Google Public Data Explorer możesz obejrzeć żywe, interaktywne dane, a nawet samodzielnie zmodyfikować zawartość wykresu, np. dodać i odjąć kraje.

Nieco inaczej liczone dane przedstawia słynny brytyjski historyk gospodarczy Angus Maddison - w jego zestawieniu w 1980 roku Chiny miały PKB na głowę w wysokości 1061 USD, natomiast w 2008 roku 6725 (zapewne w roku 2012, gdyby to ekstrapolować, byłby to wynik o 1/3 wyższy, czyli zbliżony do 9 tys.), przy czym Maddison oblicza to w dolarach międzynarodowych o stałej wartości z 1990 roku.

Chiny rozwijały się w ostatnich latach w tempie ok. 10% rocznie, co oznaczało podwajanie PKB co 7 lat. Jak podaje CIA The World Factbook, główne podmioty gospodarcze na świecie to Unia Europejska (15,97 bln USD w 2012 roku), USA (15,94 bln) oraz Chiny (12,61 bln). Nietrudno zauważyć, że gdy przyjmiemy ostrożnie tempo wzrostu Chin na poziomie 7% rocznie, a UE i USA w granicach 2-3%, to Chiny już w 2017 lub 2018 roku staną się pierwszą gospodarką świata, wytwarzając PKB na poziomie 17 bln USD. Naturalnie w przeliczeniu na głowę będą w dalszym ciągu dość daleko, ale już zapewne powyżej średniej światowej. Prawdopodobnie do 2025 roku dogonią PKB Polski. Osobnym problemem jest koszt tej fantastycznej transformacji - ogromna korupcja, znaczne rozwarstwienie społeczne (niektóre źródła podają, że współczynnik Giniego wynosi aż 0,61, co jest wielkością wręcz szokującą), zniszczenie środowiska, rozrywanie tradycyjnych więzi społecznych, szczególnie rodzinnych.

PKB per capita jest naturalnie najważniejszym miernikiem zamożności kraju, niemniej trzeba też wziąć pod uwagę, że PKB dzieli się ostatecznie na spożycie i akumulację, zatem poziom konsumpcji zależy na bieżąco od tego, jak wiele jesteśmy skłonni odłożyć jako społeczeństwo i zainwestować w przyszły rozwój. Jest to przecież warunek stałego poprawiania poziomu materialnego - musimy odtwarzać zużyty majątek produkcyjny i powiększać go, aby wytwarzany PKB był coraz wyższy.

W krajach rozwiniętych, w tym w większości krajów Unii Europejskiej, średni poziom oszczędności wynosi zwykle 15-25%. Polska akumulowała w ciągu ostatnich 20 lat między 16, a 21% PKB. Pokazuje to wykres sporządzony na podstawie danych z Banku Światowego:

image

W Google Public Data Explorer możesz obejrzeć żywe, interaktywne dane, a nawet samodzielnie zmodyfikować zawartość wykresu, np. dodać i odjąć kraje.

Jak widać, niezwykle wysoki udział oszczędności jest notowany w Chinach, których gospodarka jest pod kontrolą rządu prowadzącego politykę bardzo intensywnego wzrostu. W ostatnich dwóch dekadach udział ten przekraczał 40%, a ostatnio nawet 50%. Oznacza to, że odpowiednio mniejsza jest konsumpcja. Mamy tutaj do czynienia z wyborem między “więcej konsumować i wolniej się rozwijać”, a “mniej konsumować, zaś szybciej się rozwijać”. Zapewne w warunkach gospodarki wolnorynkowej oszczędności (a zatem inwestycje) w Chinach byłyby znacznie mniejsze, bo naturalną preferencją człowieka jest większa konsumpcja, a narzucane przez rząd aż tak daleko idące wyrzeczenia są zapewne z trudem akceptowane.

Gdy nałożymy stopę konsumpcji na PKB, różnice stopy życiowej między Polską (generalnie, gospodarkami zachodnimi) a Chinami będą znacznie większe. Pokażmy to na przykładzie Polski i Chin, porównując PKB i konsumpcję.

Biorąc z Banku Światowego dane o wielkości PKB na głowę w wybranych latach (wiersze 2 i 3) oraz stopie oszczędności (wiersze 4 i 5), obliczyłem wielkość konsumpcji w obu krajach (wiersze 6 i 7). Następnie porównałem PKB i konsumpcję w obu krajach, prezentując oba trendy na wykresie. Widać z niego wyraźnie, że choć relacja chińskiego PKB podniosła się z 17 do prawie 40 procent polskiego, to relacja konsumpcji jedynie z 12 do 23 procent. Chiny mają zatem w 2010 roku 2,5-krotnie mniejszy PKB na głowę, ale aż 4-krotnie mniejszą konsumpcję, co jest skutkiem gigantycznego poziomu akumulacji. Zatem ich pogoń za rozwiniętym Zachodem potrwa odpowiednio dłużej.

image

image

niedziela, 13 października 2013

Polska i Europa Zachodnia - tysiąc lat pogoni

Wpadła mi w ręce pasjonująca książeczka autorstwa Grzegorza Wójtowicza i Anny Wójtowicz, “Dlaczego nie jesteśmy bogaci. Dystans gospodarki polskiej do zachodnioeuropejskiej” (Wyd. CeDeWu, Warszawa, 2009). Ta nieduża praca w popularny sposób przedstawia dystans gospodarczy Polski do Europy Zachodniej (autorzy zaliczają do niej 29 krajów i obszarów) na przestrzeni aż tysiąca lat. W przypadku Polski, której granice zmieniały się w tym okresie ok. 180 razy, pominięte zostały obszary na krótko lub luźno z nią związane (np. ziemie lenne), zaś okres 1790-1913 (czyli zaborów) jest reprezentowany przez Ziemie polskie.

Choć pojęcie PKB powstało dopiero w latach 30-tych ubiegłego wieku (Simon Kuznets), nic nie stoi na przeszkodzie, by używany dziś powszechnie aparat pojęciowy nałożyć na okresy historyczne. Sama historyczna statystyka gospodarcza jest pasjonującą dziedziną wiedzy, gdyż ukazuje się nam w ten sposób nie tylko geograficzny, ale i czasowy przebieg procesów gospodarczych. Podstawą pracy Wójtowiczów są dane z fundamentalnego dzieła Angusa Maddisona (pisałem o nim niedawno), uzupełnione o własne badania i dorobek polskiej historiografii gospodarczej.

Precyzyjne oszacowanie poziomu gospodarczego w dawnych czasach to niezwykle trudna praca (przede wszystkim ze względu na brak pełnej informacji statystycznej - dopiero 17. wiek przyniósł pierwsze próby budowania rachunków społecznych), a jej wyniki należy traktować jako pewne przybliżenie, niemniej jednak na tyle wiarygodne, że obraz ten (tabele i wykresy) możemy traktować jako prawdziwe odzwierciedlenie rzeczywistego stanu gospodarczego.

Jednostką miary są tu tzw. dolary międzynarodowe o stałej wartości z 2007 roku (druga i trzecia kolumna tabeli). Pierwsze przedziały są bardzo szerokie, nawet stuletnie, potem maleją do kilkudziesięciu lat, zaś dopiero 20. i 21. wiek przynosi dane znacznie bardziej zagęszczone i precyzyjne. Poniższa tabela zawiera zebrane w jednym miejscu dane przedstawione w różnych miejscach książeczki. Ostatnia kolumna pokazuje wyrażoną w procentach relację Polski do Europy Zachodniej. Dla lepszego zobrazowania zastosowałem w ostatniej kolumnie formatowanie warunkowe (tzw. paski danych w Excelu).

Istotna uwaga: autorzy opracowali dane do 2007 roku, natomiast dane za rok 2012 wstawiłem sam - w okresie 2007-2012 Europa Zachodnia była w stagnacji (cała UE spadła w tym czasie o 0,8%), natomiast Polska wzrosła najszybciej w Europie, o 18%. Spowodowało to skok z 49 do 58% poziomu Europy Zachodniej (a zarazem 66% poziomu Unii Europejskiej).

image

Bardziej obrazowy jest wykres. Ze względu na nierówne przedziały czasowe przebieg hipotetycznej linii łączącej szczyty kolumn jest zniekształcony (z przyczyn technicznych trudno tu rozciągnąć wykres na tysiąc lat, z równymi przedziałami), ale istotne są relacje - wysokość zielonych kolumn (Polska) do znajdujących się za nimi buraczkowych (Europa Zachodnia).

image

I jeszcze uzupełniający wykres pokazujący relację Polski do Europy Zachodniej, w procentach.

image

czwartek, 10 października 2013

Jak linkować w blogu Street View

Mapy Google, jak wiadomo, są jedną z najpopularniejszych usług Google w Internecie. Ich użyteczności nie daje się przecenić, a wiele osób przed każdą wyprawą w nieznane wcześniej miejsce szuka nie tylko miejsca na mapie, ale i jego fotograficznej dokumentacji.

Mapę w widoku Street View można łatwo linkować w serwisach spolecznosciowych czy w blogu lub witrynie internetowej. Wystarczy wykonać nieskomplikowaną sekwencję kroków:

  • Znajdź miejsce, które chcesz pokazać.
  • Jeśli aktywny jest “ludzik” na suwaku powiększania, przesuń go myszką w żądane położenie, na niebieskiej linii (możesz także kliknąć widok Street View w lewym panelu).
  • W widoku zdjęć Street View ustaw za pomocą narzędzi nawigacyjnych (elipsy i prostokąty pod kursorem) właściwy widok okolicy.
  • Kliknij przycisk Link.

image

  • Skopiuj adres URL do schowka i wklej go w blogu czy we wpisie w serwisie społecznościowym. Jeśli chcesz mieć krótki adres, zaznacz uprzednio pole wyboru Krótki adres URL.
  • Aby osadzić w blogu obraz widoku okolicy, skopiuj kod HTML i wklej go do źródła wpisu - możesz uprzednio dostosować mapę w osobnym oknie.

image

Adres kierujący bezpośrednio do Map Google w widoku Street View - Jana Pawła 41 w Warszawie.

Interaktywny obraz osadzony w ramce:


Wyświetl większą mapę

wtorek, 8 października 2013

Ojczyzna Europa

Dziennik “Rzeczpospolita” opublikował 7 października 2013 r. artykuł Wyjechali, już tu nie wrócą, w którym w dość alarmistycznym tonie przedstawiał stan polskiej emigracji, zrównując go nieomal z upustem krwi. Zarzucił również GUS-owi ukrywanie danych, które mają być tak niekorzystne dla Polski i rządu, że GUS zdecydował się na ich wstrzymanie z obawy przed niekorzystnym wpływem na warszawskie referendum w sprawie odwołania prezydent miasta Hanny Gronkiewicz-Waltz. GUS odpowiedział na te zarzuty publikując jednocześnie dane (arkusz Excela), po czym autor artykułu w Rzeczpospolitej podtrzymał je w kolejnym artykule, GUS potwierdza i obraża.

Każdy może obejrzeć dane w linkowanym arkuszu Excela, niemniej zamieszczamy zrzut ekranowy z publikacji GUS (kliknij, aby powiększyć):

image

Na podstawie tych danych sporządziłem dodatkowo wykres, który bardziej obrazowo ilustruje dynamikę strumieni emigracyjnych i bieżący stan naszej emigracji w Europie i na świecie. Wykres pokazuje poszczególne lata od 2002 roku, przy czym NSP oznacza tu Narodowy Spis Powszechny.

image

Nie wdając się w polityczne uwarunkowania stanowiska obu stron (GUS i raczej antyrządowa gazeta), zwróćmy przede wszystkim uwagę na fakty.

W pierwszej kolejności trzeba zauważyć, że liczba emigrantów w zasadzie już nie rośnie. Po 2004 roku zwiększała się szybko na skutek naszego wejścia do UE, po czym, osiągnąwszy po trzech latach liczbę ponad 2 mln, od sześciu lat pozostaje mniej więcej na stałym poziomie, nie osiągnąwszy jednak wielkości kulminacyjnych z okresu 2007-2008. To naturalnie zasób (w sensie matematycznym - stan w danym punkcie czasowym) zmienny, stale się odnawiający - część stanowią osoby trwające tam przez lata, niektórzy wracają do kraju, a na ich miejsce przyjeżdżają nowe osoby. Tylko demografowie uzbrojeni w odpowiednie narzędzia badawcze byliby w stanie prognozować, czy wielkość emigracji będzie się zmieniać (np. zwiększać), aczkolwiek można chyba zaryzykować hipotezę, że o ile nie pojawi się jakiś kataklizm ekonomiczny, emigracja nie będzie się powiększać, że osiągnęła swój naturalny poziom, biorąc pod uwagę uwarunkowania ekonomiczne, społeczne i psychologiczne. To nie 19-wieczna Irlandia, gdzie zaraza ziemniaczana spowodowała straszliwy głód i masową emigrację do Ameryki.

Można zauważyć, że mamy tu do czynienia z dwiema filozofiami warunkującymi postawę dwóch stron konfliktu politycznego w Polsce. Stronnicy Prawa i Sprawiedliwości (szerzej, prawicy) uważają z przyczyn ideologicznych, iż Polacy powinni żyć i pracować w Polsce, a każdy tysiąc emigrantów to zbędny upust krwi, podczas gdy liberalna część społeczeństwa wychodzi z założenia, że to naturalny objaw wolności, jakimi cieszą się dziś Polacy, zwłaszcza wolności politycznych i ekonomicznych w Unii Europejskiej.

Rynkiem pracy jest dzisiaj Europa, nie pojedynczy kraj, a choć polska gospodarka z przyczyn strukturalnych wytwarza od ćwierć wieku zbyt mało miejsc pracy (szybki rozwój ekonomiczny - 242% od 1991 roku - jest osiągany dzięki zdecydowanej poprawie ilości i jakości trwałych środków pracy oraz organizacji i zarządzania, a nie dzięki sile roboczej) i nie jest to zjawisko w pełni korzystne, to europejski rynek pracy absorbuje po prostu nadwyżki pracowników. Trudno to uznawać za kataklizm - kiedyś ruchy pracowników miały miejsce między regionami kraju, dzisiaj między euroregionami. Czy ktoś pracuje w Warszawie lub Krakowie, czy też w Berlinie lub Londynie (inne miasta w ramach tego samego Eurolandu), jest w zasadzie obojętne i nie należy podnosić z tego tytułu alarmu.

Oczywistą korzyścią z emigracji - poza absorbcją bezrobotnych pracowników - jest to, że emigranci utrzymują swoje rodziny w kraju (w 2012 roku 17,4 mld zł przysłanych dla rodzin), a także zyskują dodatkowe kwalifikacje, poznając język i odmienne techniki, technologie i organizację pracy. Nawet jeśli część z nich nie zdecyduje się na powrót do kraju, to pozostali zasilą w którymś momencie swoim kapitałem i umiejętnościami polską gospodarkę.

Podsumowując te zwięzłe uwagi, tembr publikacji w Rzeczpospolitej uważam za zdecydowanie zbyt alarmistyczny, czego dowodzą pokazane liczby - będąc zwolennikiem liberalizmu politycznego i ekonomicznego widzę raczej szklankę w 80 procentach pełną niż w 20 procentach pustą. Nie lekceważąc wcale tendencji demograficznych i skutków emigracji, dopatruję się w niej znacznie więcej korzyści niż strat. Jeśli coś mnie niepokoi, to w pierwszej kolejności zaściankowa, bogoojczyźniana filozofia obecnej opozycji, która w naturalnych wolnościach obywatelskich upatruje nieszczęścia dla swojej wizji świata. Sądzę zresztą, że potrzebna jest szeroka dyskusja na ten temat.

----

Polecam przy okazji:

sobota, 5 października 2013

Publikowanie rysunku Google

Zobacz też: Publikowanie wykresów z arkusza i Żywy arkusz kalkulacyjny w blogu.

Rysunek utworzony w aplikacji Dokumenty Google może być opublikowany w Internecie, a co istotne, dokonane w nim potem zmiany będą automatycznie aktualizowane.

Aby ręcznie ustawić rozmiar obrazka, możesz przeciągnąć myszką uchwyt w prawym, dolnym rogu obszaru kreślenia. Aby widzieć rzeczywisty rozmiar obrazu, wybierz w menu polecenie Widok - 100%. Trzeba pamiętać, że na stronie lub w blogu publikowany jest cały prostokątny obszar rysunku, zatem należy uważać, by nie zostawiać na nim pustych marginesów.

image

  • Aby opublikować rysunek w Internecie, wybierz w menu Plik - Opublikuj w Internecie.
  • W sekcji Kontrola publikowania kliknij polecenie Rozpocznij publikowanie i potwierdź ten zamiar przyciskiem OK.
  • Skopiuj do schowka kod w sekcji Umieść kod.
  • Wklej kod do źródła dokumentu internetowego (w=szerokość, h=wysokość).

image

Oto żywy przykład rysunku osadzonego w blogu (akceptuje go zarówno Blogger, jak i WordPress):

 

Co ciekawe, rysunek taki można też opublikować w Facebooku (jako link), ale nie ulega on już potem aktualizacji.

czwartek, 3 października 2013

Publikowanie wykresów z arkusza Google

Zobacz też: Żywy arkusz kalkulacyjny w blogu

Arkusz kalkulacyjny w Dokumentach Google pozwala tworzyć wykresy na podstawie danych tabelarycznych, a następnie publikować je w blogu czy na stronie internetowej.

  • Po wprowadzeniu danych tekstowych i liczbowych utwórz wykres.
  • W oknie zawierającym wykres rozwiń menu w prawym górnym rogu.

image

  • Wybierz polecenie Publikuj wykres.
  • W oknie Publikuj wykres wybierz format publikowania.

image

  • Gdy wybierzesz Wykres interaktywny, zaznacz blokiem treść skryptu i skopiuj skrótem klawiaturowym Ctrl+c.
  • Wstaw treść skryptu do źródła tworzonej strony lub wpisu w blogu, o ile platforma akceptuje skrypty JavaScript (Blogger tak, WordPress nie).

Tak wygląda żywy, interaktywny wykres - gdy przesuniesz kursor nad słupek, zobacz opis:

  • Gdy wybierzesz Obraz, zaznacz blokiem kod i skopiuj skrótem klawiaturowym Ctrl+c.

Tak wygląda żywy obraz (zmieni się, gdy zmienisz zawartość tabeli i wykresu w arkuszu):

Zwróćmy jeszcze uwagę na to, że wykres utworzony w arkuszu będzie też widoczny, gdy opublikujemy arkusz w Internecie - jako dodatkowy element.

wtorek, 1 października 2013

Współczynnik Giniego, czyli o nierówności dochodów

W toku dyskusji politycznej w Polsce nierzadko pojawia się pojęcie o dość tajemniczej nazwie współczynnik Giniego. Ponieważ podejrzewam, że nie wszyscy posiedli wiedzę, co tak naprawdę to pojęcie sobą reprezentuje, pokażmy jego działanie na przykładach, a także prawdziwe dane statystyczne.

We wszystkich społeczeństwach istnieją nierówności ekonomiczne. Gdy ułożymy wszystkich obywateli kolejno według dochodów i pogrupujemy ich w 10 równych częściach (tzw. decylach, od łac. decem, czyli dziesięć), będziemy mogli stwierdzić, jaką część dochodu otrzymuje najbiedniejszy decyl, jaką drugi w kolejności itd., aż do najbogatszych. Pokażmy to w tabeli.

image

Pierwsza kolumna zawiera podział na decyle. W drugiej kolumnie przyjęliśmy, że kolejne decyle mają taki sam udział w dochodach całego społeczeństwa, 10-procentowy. W kolumnie C układamy te dane, kumulując je - 10% społeczeństwa ma 10% dochodów, 20% ma 20% dochodów itd. Na wykresie prezentuje się to następująco:

image

Wszystkie kolumny sięgają ukośnej niebieskiej linii wyznaczającej przebieg skumulowanego dochodu przy idealnie równym podziale dochodów między obywateli.

Ale gdy przyjmiemy bardziej realistyczne liczby, jak w kolumnie D tabeli, zobaczymy, że pierwsze decyle mają niewielki udział w dochodach - 1% nie 10%, 3% nie 10%. Z kolei te ostatnie mają większy udział niż przeciętnie, np. przedostatni decyl ma 17% dochodów, a ostatni, czyli najwyższy - 19%. Dane te układamy kumulacyjnie w kolumnie E i otrzymujemy następujący wykres:

image

Jak widać, pojawia się odstęp między kolumnami, a niebieską linią przebiegu skumulowanego, “sprawiedliwego” dochodu. Im większy jest ten obszar (czyli silniejsze wybrzuszenie, niżej położona tzw. krzywa Lorenza), tym większe są dysproporcje dochodów. Gdy podzielimy powierzchnię niezajętą przez kolumny przez cały obszar pod linią, dostaniemy wartość w przedziale zamkniętym między 0 i 1. Wartości bliskie zeru oznaczają bardzo silną równość dochodów, wartości bliskie 1 oznaczają skrajną nierówność.

Dobrze pokazuje tę relację rysunek w Wikipedii, w haśle Współczynnik Giniego:

image

Im większy obszar a, tym większa nierówność - wynika to z relacji wyznaczającej współczynnik Giniego:

G=\frac{a}{a+b}

Ciekawe teraz będą autentyczne liczby. Pokażemy tu dwie statystyki.

Najpierw wartość współczynnika dla 19 krajów europejskich, w 2011 roku, w cytowanym haśle w Wikipedii:

image

Polska jest tu mniej więcej w środku tej grupy. Wynika z tego, że w Polsce jest ciągle większe zróżnicowanie niż w zachodnich socjaldemokracjach, choć naturalnie nie jest ono tak brutalne, jak w Rosji czy na Ukrainie.

Teraz wartości historyczne dla Polski w okresie 2003-2012. Widzimy, że współczynnik dla całego kraju w zasadzie pozostaje na stałym poziomie, gdyż spadek o 1% w ciągu dekady jest niezauważalny (w latach 80. Polska miała współczynnik o wartości ok. 0,25). Zwróćmy tu uwagę na bardzo silne zróżnicowanie dochodów rolników, które zwiększyło się zwłaszcza ogromnie od 2007 roku. Najmniejsze zróżnicowanie jest wśród emerytów i rencistów. Tabela pokazuje też liczby dla miasta i wsi - zbliżone, choć wieś jest bardziej zróżnicowana.

image

Źródło: Budżety gospodarstw domowych w 2012 roku, s. 267, tabl. 5.

I jeszcze hasło w Wikipedii: Lista państw według wskaźników nierównomierności w dystrybucji dochodów.