sobota, 31 sierpnia 2013

Pogoń za Europą

Opracowałem w Excelu tabelę i oparty na niej wykres, który bardzo obrazowo pokaże nasz pościg za Europą. Dane wziąłem ze strony Eurostatu: PKB per capita wg parytetu siły nabywczej, przy czym EU27=100.

http://epp.eurostat.ec.europa.eu/tgm/table.do?tab=table&init=1&plugin=1&language=en&pcode=tec00114

Ponieważ dane obejmują okres od 1995 roku, niektóre liczby dotyczące roku 1990 roku wziąłem z artykułu Waldemara Kuczyńskiego w Studiu Opinii.

Następnie obliczyłem, ile razy dany kraj jest w danym roku zamożniejszy od Polski. Obliczyłem to dla lat 1995, 2000, 2005, 2008, 2011 i 2012, zagęszczając nieco dane za ostatni okres. Tabela (uwaga, posortowana wg liczb w ostatniej kolumnie) pokazuje te dane, natomiast oparty na niej wykres liniowy jeszcze bardziej obrazowo pokazuje, że te przewagi innych państw sukcesywnie spadały przez wszystkie lata. Pikujące w dół linie to właśnie żywy dowód korzystnej tendencji. Kiedyś to były współczynniki 2.x lub 3.x, dziś już tylko 1.x.

Kliknij grafikę.

image

24 komentarze:

  1. Czym jest zamożność kraju?

    OdpowiedzUsuń
  2. Tutaj jest liczona wielkością produktu krajowego brutto na głowę. To najpowszechniej przyjęty w światowej ekonomii miernik dobrobytu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale tu PKB zostało przedstawione przez pryzmat siły nabywczej (czyli odniesione do cen dóbr i usług w gospodarce). Jest to chyba nieuprawnione, jeżeli porównujemy zamożność krajów. A nie to na co teoretycznie ludzie w tych krajach mogą sobie pozwolić, gdyby cały PKB został podzielony na wszystkich obywateli i wyłącznie obywateli.

      Usuń
    2. @Anonimowy - własnie jest to w pełni uprawnione. Kurs walutowy zafałszowuje relacje, a przeliczenie według PSN daje prawdziwe wielkości. No i mówimy o średnich, nie o rozrzucie zamożności w społeczeństwie.

      Usuń
  3. Hmmm, nie zmienia to faktu iż spokojnie moglibyśmy się szybciej rozwijać gdyby nie pasożyty partyjne wszelkiej maści.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Największym naszym problemem jest głupota takich "recenzentów rzeczywistości" jak Ty. Gdyby nie oni politycy mogliby wiecej czasu poświęcić na reformowanie kraju a tak muszą zajmować się ujadaniem malkontentów. Warcholstwo Narodu jest prawdziwą przyczyną naszych problemów, niezmiennie od czasu zaborów.

      Usuń
  4. Nawet nie przypisywałbym niedostatecznego tempa wzrostu pasożytnictwu - za mało tych ludzi. To raczej ogólny stan klasy politycznej, a właściwie jej niedostateczna wiedza ekonomiczna. Wystarczy posłuchać wypowiedzi posłów.
    Na pewno mogłoby być lepiej, no ale nigdy tak nie jest, by wykorzystywano wszelkie możliwe szanse. Zawsze jest miejsce na ludzkie błędy, na opór materii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i ludzi mało, ale ambicje wielkie. Wszystkiego nie przejedzą, ale zmarnować potrafią wiele. Poza tym wysokie podatki to nie wszystko - rozwój gospodarczy hamowany jest przede wszystkim przez rozrośnięte i niejasne prawo, które karze przedsiębiorców za kompletne pierdoły, a biurokratom zostawia furtki na dowolną jego interpretację, aby tylko kogoś zaszantażować i dostać w łapę. Nie mówiąc już o systemie sądownictwa, którego nierzetelność i kosztowność dla biorącego udział w rozprawie zniechęca ludzi do obrony nawet tych praw, które mają.

      Usuń
    2. @K.prez.S Jakość systemu prawnego w gospodarce to osobny problem, także i sądownictwa. Nie ma sporu - pozostawia sporo do życzenia.

      Usuń
  5. PKB nie mierzy zamożności, tylko tempo zmiany zamożności. Można się bardzo szybko bogacić, ale relatywnie i tak być skrajnym nędzarzem.

    Polska się szybko rozwijała po zmianie ustroju. Teraz rozwija się już coraz wolniej, ponieważ zaniechano reform, a na gospodarkę nałożono ciężar obsługi długi i kaganiec regulacji.

    Poza tym ciągle mamy ujemny bilans handlowy, a to znaczy, że nasza produkcja jest ciągle zbyt mała żeby pokryć potrzeby konsumpcji/importu. Z roku na rok, rośnie nam rozwój, ale to wszystko jest "na kredyt" i dokładnie to widać w bilansie handlowym. Z bogacącego się kraju ludzie nie emigrują, a z Polski i owszem, więc powyższy wykres najwyraźniej ma się nijak do rzeczywistości.

    No i jeszcze to prównanie do krajów starej Europy - to tak jakby się ścigać z pięćdziesięcioletnim biegaczem i cieszyć się, że już prawie go doganiamy. Porównywać, to się trzeba z krajami Azjatyckimi i Afrykańskimi, bo one przez 20 ostatnich lat, a czasem i krócej osiągnęły więcej niż Polska. Przykład należy brać z lepszych, a nie z tych, którzy spoczęli na laurach.

    Drogi Autorze, żeby wysuwać śmiałe tezy o rosnącym dobrobycie, to najpierw trzeba znać pełny kontekst, a tego tu najwyraźniej zabrakło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. PKB mierzy zamożność, nie zmianę zamożności. Zmiana zamożności jest mierzona przez tempo zmiany PKB. Pomylił Pan pojęcia ekonomiczne.
      2. Z tezą o kagańcu regulacji zgadzam się i nie zgadzam. Jest, ale na szczęście powoli zmniejszany.
      Ciężar obsługi długu nie jest jeszcze nadmierny. Samo zadłużenie nie jest wcale dramatyczne - proszę spojrzeć do wpisu Porównanie zadłużenia wybranych państw UE: http://tomnierajcuje.blogspot.com/2013/08/porownanie-zaduzenia-wybranych-panstw-ue.html
      3. Porównuję nasze tempo z krajami Unii, gdyż jesteśmy w Unii i z nimi się zwykle porównujemy. To zasadny punkt wyjścia. Jak będę chciał się porównywać z krajami Azji, to w innym wpisie, w innym kontekście, w innym celu.
      4. Tezy o rosnącym dobrobycie to nie "śmiałe tezy", tylko stwierdzenie faktu.

      Usuń
    2. PKB to w dużym uproszczeniu suma wytworzonych w ciągu roku dóbr i usług - z całą pewnością nie jest to miara zamożności. Oczywiście, ze względu na infrastrukturę niezbędną do wytwarzania dóbr i usług etc. można ją traktować jako pewien korelat zamożności. Jednak o zamożności świadczą raczej zebrane/zaoszczędzone bogactwa (to że przez pewien czas Irlandia miała PKB per capita wyższe niż Niemcy czy Wielka Brytania nie znaczyło, że byłą zamożniejszym krajem).

      Usuń
    3. @Anonimowy - z całą pewnością PKB na głowę jest podstawową miarą zamożności, jako strumień dochodu w czasie, tak jak podstawowym miernikiem zamożności gospodarstwa domowego są pensje pracujących w nim osób.
      Zgromadzone bogactwo, jako zasób na dany moment, ma niewątpliwy wpływ na dobrobyt, ale NIE JEST podstawowym miernikiem zamożności. Bogactwo jako zasób jest zresztą i tak skumulowanym, odkładanym przez lata odsetkiem bieżących dochodów (np. oszczędności na koncie).
      Miernikiem zamożności małżeństwa emerytów jest wysokość ich emerytur/rent, a nie wartość mieszkania i ogrodu, w którym przebywają, bo guzik im z tego, jeśli będą mieć niskie emerytury - klepaliby biedę w pięciu pokojach.
      Tak przedstawia problem każdy wykład makroekonomii na świecie, tak liczy i porównuje zamożność w najważniejszych instytucjach statystycznych świata, z Bankiem Światowym, Eurostatem, CIA i czym tam jeszcze.
      Nigdy nie twierdziłem, że PKB jest jedynym miernikiem, twierdzę natomiast, że jest podstawowym.

      Usuń
  6. No ciekawe Niemniej można się przyczepić do zastosowanego wskaźnika wyrażającego "zamożność". PKB per capita obrazuje poziom wytworzonych dóbr i usług w geograficznych granicach kraju (na głowę, liczbę obywateli kraju). Czyli np. jego wzrost spowoduje założenie przez niemca firmy w naszym kraju, nawet jeśli pieniądze z działalności firmy są później przesyłane do Niemiec. A trzeba przyznać, że w Polsce taka sytuacja ma bardzo często miejsce. Tym bardziej od kiedy weszliśmy do Unii. Lepszym wskaźnikiem byłby HDI (Human Development Index) Niemniej, artykuł ciekawy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Anonimowy
      I dlatego wyróżnia się też produkt narodowy, który uwględnia taka okoliczność: http://pl.wikipedia.org/wiki/Produkt_narodowy_brutto
      Sam temat mierników i adekwatności PKB jest szalenie ciekawy i nieustająco dyskutowany. Świadomość wad PKB miał już jego twórca Kuznets w 1937 roku, gdy ten miernik wprowadzał.
      Można stwierdzić jednak, że przy wszystkich niedostatkach PKB jest najlepszym i najpowszechniej stosowanym miernikiem zamożności - do tej pory nie wymyślono lepszego, choć wymyślono kilka. Gdybyśmy literalnie szukali miernika dobrobytu (=dobry byt), to faktycznie HDI byłby lepszy jako agregat wielu różnych jakościowo mierników, bo przecież liczy się czyste powietrze czy jakość edukacji i opieki zdrowotnej.
      Niemniej PKB, jako miernik w wyrazie pieniężnym, jest ciągle najdoskonalszy.
      Odsyłam do wpisu Artykuły o PKB: http://tomnierajcuje.blogspot.com/2013/08/artykuy-o-pkb.html. Jest tam kilka ciekawych linków.

      Usuń
  7. Troche pracy w to wlozyles, ale nie masz racji. Pradopodobnie jestes jednym z tych, ktorzy ta propagande sukcesu glosza. Jestesmy krajem biednym i stajemy sie coraz biedniejszym. Mieszkam poza Polska 10 lat, bylem w wielu krajach i wiem, ze klamiesz jak pelowiec. Jestesmy na szarym koncu, dlaszym niz 10 lat temu i sie oddalamy. Bezrobocie jest duzo wyzsze, realna sila pieniadza jest duzo nizsza, pracujemy wiecej zqa mniej. Srednia w PL realna to 1400 zlotych. 15 lat temu zarabialo sie 500-600zeta zaraz po szkole sredniej, byle gdzie. Mieszaknie kosztowalo 30-50 tysiecy. Obeznie zarobisz 1200 a mieeszkanie kosztuje 120 000-150000 i to jest prawdziwy obraz Polski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolego Anonimowy, wypisujesz tak żenujące nonsensy, że nie wiadomo, od czego zacząć prostować. Żyjesz w jakimś matriksie. Szkoda mi czasu, bo i tak nie akceptujesz faktów i liczb.

      Usuń
  8. To nie ma sensu. W 1990 r. Polska weszła w recesję i nasz PKB spadał aż do 1992 r. - aż ok. 15 proc. Jakim cudem w 1995 r. byliśmy w o tyle lepszej sytuacji wobec Zachodu niż pięć lat wcześniej? Mieli załamanie gospodarcze? Kupy się to nie trzyma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stwierdzenie "to nie ma sensu" czy "kupy się to nie trzyma" jest bardzo na wyrost, bo sugeruje, ze całość wpisu nie ma sensu. A taka teza właśnie nie ma sensu.
      Jak wynika z wpisu, ze względu na brak danych w Eurostacie przyjąłem dane za 1990 rok z artykułu Kuczyńskiego i dokleiłem je na początku, co zaburza nieco homogeniczność danych. Dotyczy to części krajów. Ale to nie ma istotnego znaczenia. Nawet gdyby przyjąć tylko okres 1995-2012 (w pełni już udokumentowany danymi Eurostatu), a nie 1990-2012, wnioski z artykułu są oczywiste i jednoznaczne.

      Można by się pokusić o przeliczenie na podstawie innej bazy danych - historycznych danych Angusa Maddisona.
      http://ekonomista.blogspot.com/2013/07/pkb-w-ujeciu-historycznym.html

      Usuń
  9. Panie Pawle, dziękuję za pracę włożona w przeliczenie i udostępnienie tych danych. To bardzo ważne, żeby takie glosy publikować w czasach "propagandy klęski". Niestety wielu naszych rodaków widocznie dobrze sie czuje w roli malkontentów i krytyków. Gorzej gdyby mieli zaproponować jakieś sensowne rozwiązania. A rezultat tych krytyk po kolejnych wyborach moze być opłakany...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za dobre słowo. Ciągle mam nadzieję, że spokojne i uparte trzymanie się faktów coś da, pozwoli przekonać tych, którym brakuje przede wszystkim konkretnej wiedzy. Przykre jest tylko zdewastowanie przestrzeni publicznej przez ludzi, którym nike chodzi o prawdę, a o pognębienie przeciwnika - za wszelką cenę, bez zważania na fakty i liczby. No ale bądźmy optymistami :-)

      Usuń
  10. Ciekawiej przedstawia się ile kto zarabia - artykuł na ten temat można znaleźć np. tu: http://www.forbes.pl/zarobki-w-europie-polska-srednia-placa-w-tyle,artykuly,160354,1,1.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za ciekawy link. Ale...
      Domyślny wykres pokazuje porównanie według kursu walutowego. Trzeba kliknąć opcję Ceny, by zobaczyć prawdziwe relacje, czyli porównanie według parytetu siły nabywczej. Wtedy relacja Polska - Niemcy wynosząca 842 : 2865 (29,4%) zmieni się na 58,4:102 (57,2%).

      Usuń
    2. Artykuł podsunięty przez Wirky powinien przeczytać każdy zainteresowany - ciekawy i pouczający.

      Usuń