poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Panie w europejskich parlamentach

Jako że tradycyjnie kuchnia przedświąteczna jest zdominowana przez panie, zamieścimy dla kontrastu politycznie poprawną ilustrację obecności pań w europejskich parlamentach. Dane Banku Światowego za 2014 r.

Trzeba by połączonych sił socjologa i politologa, by wyciągnąć z tych danych poprawne wnioski. Niemniej amatorsko oceniając, widać wyraźnie, że obecność kobiet jest zdecydowanie silniej zaznaczona w krajach północnej i zachodniej Europy, z przewagą lub dużym udziałem ludności protestanckiej. Z kolei, z nielicznymi wyjątkami, jest zdecydowanie niska w krajach prawosławnych (w Rosji i na Ukrainie bardzo niska). Zapewne ma to swoje uwarunkowania kulturowe.

Interaktywny wykres pokazuje dane od 1990 roku: http://goo.gl/2oypCd

KobietyParlamenty

piątek, 3 kwietnia 2015

Jak gonimy Unię

Oceniając postęp gospodarczy, zawsze warto mieć świadomość, jak nam idzie w odniesieniu do innych. Na obrazku zebrałem dane z Eurostatu pokazujące, jak zbliżaliśmy się do średniej UE na przestrzeni lat 2002-2014.

Linie pokazują nie spadek czy wzrost PKB per capita, lecz STOSUNEK do średniej unijnej, czasem rosnący, czasem malejący (jak np. w UK). Nam na szczęście cały czas rośnie, gdyż rozwijamy się szybciej niż Unia. W 2002 r. mieliśmy 47% poziomu UE, teraz mamy ponad 68%. Dogonimy zapewne między 2025 i 2030 rokiem, raczej bliżej 2030 roku. Obrazowo to ujmując, zapewne będziemy skakać po 10 punktów procentowych co pięciolecie.

Ekstrapolacji na rok 2014 r. dokonałem na podstawie dostępnych danych kwartalnych Eurostatu.
Źródło danych: Eurostat - Tables, Graphs and Maps Interface (TGM) table

GonimyPKBUE



środa, 1 kwietnia 2015

Zadłużenie publiczne w Europie

Zadłużenie publiczne jest jednym z elementów kampanii wyborczej, niewiele za euro, zatem dla przypomnienia podaję skalę zadłużenia sektora publicznego w krajach Unii Europejskiej. Stan po trzecim kwartale 2014 r.

Unia Europejska ma średnio zadłużenie prawie 87% PKB, największe ma Grecja, aż 176%, natomiast Polska jest na 19. miejscu rankingu, niecałe 49% PKB. Formatowanie warunkowe (zielone paski) pokazuje relacje tych poziomów.

Źródło (dokument PDF): http://ec.europa.eu/eurostat/documents/2995521/6483082/2-22012015-AP-EN.pdf

ZadluzeniePubliczneUEiii2014

niedziela, 29 marca 2015

Deprywacja materialna - kilka liczb i faktów

Deprywacja materialna to używany w wielu krajach wskaźnik (standard Eurostatu) niemożności zaspokojenia pewnych potrzeb. Standard wyróżnia 9 potrzeb dostosowanych do europejskich warunków życia:

  1. opłacenie tygodniowego wyjazdu wszystkich członków gospodarstwa domowego na wypoczynek raz w roku,
  2. spożywanie mięsa, ryb (lub wegetariańskiego odpowiednika) co drugi dzień,
  3. ogrzewanie mieszkania odpowiednio do potrzeb,
  4. pokrycie niespodziewanego wydatku (w wysokości odpowiadającej miesięcznej wartości granicy ubóstwa relatywnego, przyjętej w danym kraju, w roku poprzedzającym badanie),
  5. terminowe regulowanie opłat związanych z mieszkaniem, spłatą rat i kredytów,
  6. posiadanie telewizora kolorowego,
  7. posiadanie samochodu,
  8. posiadanie pralki,
  9. posiadanie telefonu (stacjonarnego lub komórkowego).

Wymuszona niemożność (a nie rezygnacja z własnego wyboru, jak np. w przypadku wegetarian) zaspokojenia trzech z tych potrzeb to zwykła deprywacja materialna. Niezaspokojenie co najmniej czterech z nich to pogłębiona deprywacja materialna.

A teraz przyjrzyjmy się, jak ten wskaźnik (obliczany na podstawie badań EU-SILC - Europejskiego Badania Dochodów i Warunków Życia) wygląda na przestrzeni ostatnich lat. Najlepiej pokaże to wykres z dwiema seriami danych, dla deprywacji zwykłej i pogłębionej. Są to dane procentowe, czyli odsetek społeczeństwa dotknięty deprywacją.

Jak widać, w okresie od wejścia do Unii zakres deprywacji zwykłej spadł z połowy do jednej czwartej, mimo kilku lat ciężkiego, światowego kryzysu ekonomicznego. To ważna miara dobroczynnych skutków najszybszego w Unii wzrostu gospodarczego, mimo że w 2012 roku doznaliśmy lekkiego odbicia. Trudno się tu jednak dopatrzyć zapaści państwa. Brakuje jeszcze danych dotyczących deprywacji zwykłej za 2014 rok.

deprywacja = niezaspokojenie potrzeb

DeprywacjaMaterialnaPolska

Źródło: http://strateg.stat.gov.pl

I jeszcze dane dla UE - źródło: Eurostat: Eurostat - Data Explorer

Kolor brązowy oznacza dane za 2013 rok, pomarańczowy dane za 2014 r. Polska ma kolor czerwony, natomiast UE28 i strefa euro niebieski.

PoglebionaDeprywacjaMaterialnaEU

czwartek, 26 marca 2015

PKB i eksport

Przedwyborcza porcja optymizmu, gdyby przypadkiem ktoś się załamał obrazem zrujnowanego kraju z wyborczej agitacji - w ciągu półtorej dekady udział naszego eksportu w PKB wzrósł z 20 do 40 procent (to ta łamana z żółtymi markerami), a z kraju na poły autarkicznego, poza światową gospodarką, przekształciliśmy się w solidnego eksportera.
Źródło: GUS, roczne wskaźniki makroekonomiczne
http://stat.gov.pl/wskazniki-makroekonomiczne/

I wykres:
EksportPKB

poniedziałek, 23 marca 2015

Czy euro powoduje eksplozję cen?

W ostatnich dniach nastąpił atak Obozu Zjednoczonej Prawicy na odcinku ekonomii - przekonuje nas o katastrofie cenowej po przyjęciu euro, buduje bajkowe bronkomarkety, snuje fantasmagorie o dwustukrotnym wzroście cen warzyw na Słowacji itd.

Swoim zwyczajem sięgnąłem zatem do danych liczbowych. Na stronie www.inflation.eu są dane o inflacji w krajach UE. Spisałem dane dotyczące inflacji zharmonizowanej (HICP), grudzień do grudnia, w latach po przyjęciu euro. Czerwonym kolorem zaznaczone są pierwsze dwa lata.

Jak widać, inflacja jest na ogół niewielka, rzadko przekracza 3 procent rocznie w całym okresie po przyjęciu wspólnej waluty.

EuroInflacjaPrzedPo

Majątek czy dochód?

Od czasu do czasu pojawiają się spory, co decyduje o zamożności człowieka – jego majątek (domek z ogródkiem – ekonomicznie, zasób) czy dochód (miesięczna pensja – ekonomicznie, strumień). Twierdzę, że dochód i postaram się to poglądowo uzasadnić.

Weźmy dwie osoby, obie zarabiające po 3 tys. zł netto miesięcznie. Jedna z nich przejada cały dochód, druga wydaje 2800 złotych i odkłada 200 zł miesięcznie na nowy telewizor kosztujący dla równego rachunku 2400 zł. Kto jest bogatszy w ciągu tego roku, zapyta ktoś, a większość osób odpowie, że obie są tak samo zamożne, gdyż mają taki sam dochód.

Po roku ten oszczędny kupuje wymarzony telewizor i zaczyna wydawać pełny zarobek, czyli 3000 zł, podobnie jak kolega. Kto jest bogatszy, zapytajmy znowu. Zapewne większość powie, że ten, kto kupił telewizor, bo ma taki sam zarobek, ale jeszcze dodatkowo wartość w postaci telewizora (jeśli przyjmiemy, że telewizor zamortyzuje się w ciągu 10 lat, miesięczna wartość dokładana do stanu zamożności wynosi niewiele, bo 20 zł, ale jednak jest.)

I tu jest właśnie istota omyłki – zwolennicy większej zamożności posiadacza telewizora liczą jego dobrobyt podwójnie – najpierw w postaci dochodu, a potem dodatkowo w postaci wartości zakupionego telewizora. A wolno liczyć tylko raz. Jeśli liczymy do zamożności ten oszczędzany na telewizor dochód, to nie możemy liczyć go drugi raz w fazie konsumowania. Inaczej wyszłoby na to, że choć obaj zarabiają tyle samo, to per saldo bogatszy jest ten z telewizorem, bo więcej konsumuje w drugiej fazie, co jest oczywistym nonsensem. Nie ma przecież cudownego rozmnożenia.
Można podejść jednak inaczej i porównywać nie strony dochodowe, a konsumpcyjne. Wtedy ten z zakupionym telewizorem faktycznie konsumuje więcej, ale za to w fazie oszczędzania konsumuje mniej, bo musi oszczędzać.

Albo – albo.

Mając powyższe dwa sposoby liczenia zamożności, strumienia dochodów lub strumienia konsumpcji, jestem zwolennikiem porównywania dochodów, a nie wydatków (konsumpcji). Gdy zarabiam 3000 złotych, a oszczędzam na telewizor 200 zł (albo spłacam jakiś kredyt), to mój dochód wynosi 3000, a nie 2800. Co ja z nim robię, to moja sprawa, ale nie mogę mówić, że z powodu oszczędzania czy spłacania kredytu zarabiam mniej, bo to nieprawda.

----
No a teraz – majątek czy dochody/konsumpcja?

Jak łatwo zauważyć, majątek jest skutkiem odkładania cząstek dochodu. Co roku ciut, choćby na ten telewizor, a może na samochód czy mieszkanie, ale majątek powstaje z dochodu, a nie dochód z majątku. Jest więc wielkością pochodną od dochodu. To dochód na etapie uzyskiwania decyduje, czy jestem bogaty, a nie majątek na etapie konsumowania. Gdy mam willę z ogrodem, została już ona policzona na etapie uzyskiwania kiedyś dochodu, z którego została zakupiona. Gdy ktoś powie, że przecież lepiej ma się posiadacz willi niż kawalerki, to przypomnę, że owszem, ale dopiero na etapie konsumowania. Jeśli więc chcemy liczyć konsumpcję, to pamiętajmy, że willa wymagała poprzednio większych wyrzeczeń niż kawalerka bo po prostu była droższa.

A jak ktoś ma pecha i przez jego kraj przetoczy się historia - wojna czy jakiś przodujący ustrój - to ma dużą szansę, że jego zapobiegliwie odkładane cząstki dochodu zostaną zniszczone lub zmarnowane. W czasie wojny utraciliśmy ponoć 38% istniejącego przed wojną majątku.

A co do zasady, lewa strona zawsze musi się równać prawej, a dochody wydatkom – w ekonomii nie ma po prostu cudów.










niedziela, 22 marca 2015

Miesięczny dochód rozporządzalny w 2014 r.

GUS opublikował właśnie wysokość przeciętnego miesięcznego dochodu rozporządzalnego na 1 osobę ogółem w 2014 r. Jest to 1340 zł.
Nałożyłem tę informację na szereg historyczny od 2003 roku (ceny bieżące) i z dochodu rozporządzalnego wydzieliłem konsumpcję - pokazaną tu zielonym kolorem. W tabeli pod wykresem są widoczne nie tylko wartości dochodu i konsumpcji, ale procentowy stosunek tej drugiej w dochodzie.

Nominalny przyrost wyniósł w tym okresie prawie 90%, realny (z uwzględnieniem inflacji) ok. 50%.

UWAGA: konsumpcja w 2014 r. nie jest jeszcze znana, dokonałem tu ekstrapolacji, ale wartość ta jest bardzo prawdopodobna (jasnozielony kolor kolumny).

Co to jest dochód rozporządzalny? W publikacji Budżety gospodarstw domowych 2013 jest definicja, wedle której z grubsza można go określić jako sumę bieżących dochodów gospodarstwa domowego z poszczególnych źródeł pomniejszoną o podatki i zaliczki na podatki oraz składki na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne. W skład dochodu rozporządzalnego wchodzą dochody pieniężne i niepieniężne, w tym spożycie naturalne. Dochód rozporządzalny przeznaczony jest na wydatki oraz przyrost oszczędności.

Jak widać na obrazku, o ile w pierwszych latach mieliśmy bardzo niewielkie oszczędności (brunatne prostokąty), to w ostatnich kilku latach przekraczają 15%, a ostatnio zbliżają się nawet do 20% dochodu rozporządzalnego.

Źródło:Główny Urząd Statystyczny / Informacje sygnalne / Komunikaty i Obwieszczenia / Lista komunikatów i obwieszczeń / Obwieszczenie w sprawie przeciętnego miesięcznego dochodu rozporządzalnego na 1 osobę ogółem w 2014 r.

Budżety gospodarstw domowych w 2013 r.: Główny Urząd Statystyczny / Obszary tematyczne / Warunki życia / Dochody, wydatki i warunki życia ludności / Budżety gospodarstw domowych w 2013 r.

DochodRozporzadzalnyWydatki2003-2014

czwartek, 19 marca 2015

Wyganianie łowiec

Na zajęciach koła naukowego ekonomii politycznej dostałem kiedyś bojowe zadanie zaprezentowania marksowskiej teorii wartości i wartości dodatkowej – nie muszę chyba tutaj specjalnie podkreślać, że działo się to kilkadziesiąt lat temu. Jako ambitny studenciak przebiłem się uczciwie przez „Kapitał” Marksa i sporządziłem prezentację, z której wynikało, że to się matematycznie kupy nie trzyma. Prowadzący zajęcia docent, od dawna już szanowany i do dzisiaj aktywny profesor, pokiwał w zadumie głową i zawyrokował, że pewne rzeczy trzeba przyjmować na wiarę, a nie na rozum.
Wiara skutkowała tym, że każdy student SGPiS musiał zaliczyć ekonomię polityczną kapitalizmu na pierwszym, a ekonomię socjalizmu na drugim roku – tę drugą osładzał nam zresztą przeuroczy, uwielbiany przez studentów prof. Bronisław Minc, brat Hilarego. Był to rytuał, od którego nie było odstępstw, a który przypominał program szkoły dla juhasów ze starego dowcipu – były tam trzy przedmioty: wyganianie łowiec, zaganianie łowiec, język rosyjski.
SGPiS ukończyłem ładnych kilka lat przed szczęśliwym upadkiem tamtego ustroju, więc nie załapałem się na uczelni na prawdziwą ekonomię, która jak świat światem składa się z mikroekonomii i makroekonomii. W tamtych czasach można było przeczytać – co naturalnie zrobiłem w domowym zaciszu – przetłumaczoną na polski „Makroekonomię” Paula Samuelsona, która dawała jakiś obraz dominującego w tamtych czasach na Zachodzie keynesizmu. Dopiero jednak w chwili politycznego przełomu młodzi naukowcy rzucili się do tłumaczenia popularnych na świecie zachodnich podręczników mikro- i makroekonomii, a potem i samodzielnego pisania, czego skutkiem jest to, że dzisiaj dysponujemy pełną półką renomowanych tytułów, zarówno na poziomie akademickim, jak i szkolnym, bo przecież prawdziwa ekonomia jest nauczana także w liceach czy technikach ekonomicznych.
Niestety, wiedza ekonomiczna omija sporą część reprezentantów narodu. Któryś z mądrych komentatorów życia politycznego stwierdził wprost, że parlament powinien się składać w połowie z ekonomistów, a w połowie z prawników. W ślad za moim mistrzem dziennikarstwa naukowego, Bogdanem Misiem, byłbym skłonny przyjąć tezę, że 10-20 procent posłów powinno mieć wykształcenie matematyczne, które najwszechstronniej rozwija intelekt. Nie krusząc jednak kopii o udziały, nietrudno stwierdzić, że poziom kluczowej dla życia kraju wiedzy ekonomicznej i prawniczej jest w Sejmie zatrważająco niski. Niemal codziennie zdarza nam się słyszeć w mediach komentarze posłów na tematy ekonomiczne, od których cierpnie skóra i stają włosy. Ekspertce ekonomicznej pewnej partii zdarzało się pomylić deficyt z długiem, a inni posłowie gotowi byli złożyć wniosek o refinansowanie kierowcom przez budżet państwa wzrostu cen benzyny spowodowanego wzrostem cen światowych. Dyskusje plenarne na tematy ekonomiczne (te przed kamerami, nie w zaciszu sal komisji sejmowych) to nierzadko potoki pustosłowia i żywy przejaw wyższości formy nad treścią. Tym bardziej kwiecistej, im bliżej jakiegoś wyborczego sprawdzianu.
Zastanawiam się, czy rozwiązaniem nie byłoby przyjęcie w Sejmie cenzusu wykształcenia – wybrani do parlamentu posłowie musieliby pod rygorem unieważnienia mandatu zdać egzamin państwowy z czegoś, co wzorem pewnego starego podręcznika z prawa nazwałbym „encyklopedią prawa” i „encyklopedią ekonomii”. Byłby to funkcjonalny zrąb niezbędnej wiedzy ekonomicznej i prawniczej pozwalający przede wszystkim poznać siatkę pojęć i terminów oraz rozumieć relacje między nimi i zachodzące zjawiska – używając komputerowego żargonu, read-only. Egzamin taki brutalnie odsiewałby osoby zajmujące ławy sejmowe jedynie z miłości do apanaży i wygodnego życia, których jedyną kwalifikacją jest znajomość z szefem lub szefową własnego ugrupowania politycznego lub też majętność będąca źródłem partyjnych funduszy. Te kilkaset milionów łożonych przez społeczeństwo na utrzymanie swoich reprezentantów w pełni uzasadnia wymagania wobec nich. To wiedza ekonomiczna i prawna, a nie umiejętność trafienia w przycisk do głosowania, jest fundamentem dobrego stanowienia prawa.



czwartek, 12 marca 2015

Przemysł a PKB

Czy polski przemysł leży w gruzach? Kandydat europoseł dr Andrzej Duda jeździ po Polsce i opowiada publiczności o konieczności reindustrializacji Polski, w której przemysł chyli się ku upadkowi. Oczywiście wtapia się to w szerszą narrację PiS o katastrofie, jaką sprokurowała ojczyźnie Platforma Obywatelska.

Jako że bardzo lubię cztery działania i procenty, poszukałem danych i znalazłem je w CIA The World Factbook. To lista krajów z informacjami pokazującymi udział sektorów w tworzeniu PKB - rolnictwa, przemysłu i usług (razem dają 100%). Dane krajów UE pochodzą z 2013 roku, a więc są świeże.

I co nam ta lista pokazuje? Pokazuje, że Polska jest na trzecim miejscu w Europie pod względem udziału przemysłu w PKB, aż o 8 punktów procentowych powyżej średniej unijnej. Przemysł obejmuje tutaj: przemysł wydobywczy, przemysł przetwórczy, wytwarzanie energii i budownictwo.

Co zabawne, udział przemysłu w PKB sam w sobie nie świadczy o tym, że jest dobrze czy źle - megatrend to rosnący udział usług. Staram się jednak obalić fałszywe twierdzenia PiS, które z tej akurat kwestii uczyniło pałkę i tłucze nią konkurenta politycznego.

Źródło: https://www.cia.gov/library/publications/the-world-factbook/fields/2012.html

image

środa, 11 marca 2015

Emerytury z lotu drona

Zapewne wiele osób nie ma orientacji, jaka jest skala emerytur i rent wypłacanych w naszym kraju, a nawet jak wiele jest w Polsce osób uprawnionych do otrzymywania takich świadczeń. Przyjrzyjmy się zatem kluczowym liczbom.

Najważniejszą instytucją jest tu oczywiście Zakład Ubezpieczeń Społecznych, który od kilku lat publikuje co roku z grubsza 20-stronicowy dokument zatytułowany „Struktura wysokości emerytur i rent wypłacanych przez ZUS” dając w ten sposób ogólny obraz tych świadczeń – ich skalę, proporcje i dynamikę. Zainteresowani mogą pobrać plik PDF z witryny internetowej ZUS (linki na dole).

Ilu jest świadczeniobiorców? Najnowsze dane pochodzą z marca 2014 roku, kiedy to emerytury i renty w ZUS pobierało 7,26 mln osób (o 69 tys. mniej niż rok wcześniej), z czego emeryci stanowili 4,94 mln, czyli 68,1% świadczeniobiorców w tej instytucji.

image

Renty z tytułu niezdolności do pracy pobierało 1,05 mln, natomiast renty rodzinne - 1,27 mln. Co ciekawe, liczba rent z tytułu niezdolności do pracy szybko maleje, gdyż ZUS od wielu już lat weryfikuje zasady ich przyznawania. W latach 90. mnóstwo osób “uciekło” przed bezrobociem na renty (zasady ich przyznawania były wtedy dość liberalne, co było świadomą polityką państwa), a gdy obciążenia finansów publicznych stały się nieznośne, ZUS zaczął weryfikować uprawnienia. Jeszcze cztery lata temu rent tych było blisko 200 tys. więcej, a w 2005 roku ich liczba wynosiła aż 2 mln (wg „Małego Rocznika Statystycznego Polski 2014”, tabl. 6, str. 182).

Emeryci i renciści obsługiwani przez ZUS to oczywiście nie wszyscy uprawnieni do tego rodzaju świadczeń. Dochodzą do tego osoby otrzymujące świadczenia z KRUS oraz z funduszy ministerstw obrony, sprawiedliwości i spraw wewnętrznych. Tych pierwszych jest obecnie 1,21 mln, natomiast wydzielone fundusze ministerstw wypłacają świadczenia emerytalno-rentowe ok. 400 tys. osób. Łączna liczba świadczeniobiorców wynosi ok. 8,9 mln osób – w 2000 r. wynosiła 9,4 mln i od tej pory sukcesywnie maleje. Obecnie stanowi to ok. 23,2% ludności kraju – to przyczynek do dyskusji o problemach demograficznych i emerytalnych.

Ile kosztują renciści i emeryci? Skoro wiemy, ile osób pobiera świadczenia, warto będzie wiedzieć, jak duże są to kwoty. Dysponujemy tu danymi za 2012 rok zawartymi w publikacji GUS „Emerytury i renty w 2012 r.” (s. 24) – łączna kwota świadczeń wyniosła 185,44 mld zł. Z pozarolniczego systemu ubezpieczeń społecznych wypłacono 169,17 mld zł, z czego na wypłaty z ZUS przypadało 155,23 mld zł, z MON – 5,80 mld zł, z MS – 1,13 mld zł i z MSW – 7,0 mld zł. Kwota emerytur i rent brutto z KRUS wyniosła 16,27 mld. Jak widać, dość zapalna kwestia emerytur i rent rolniczych jest de facto bardziej problemem politycznym niż ekonomicznym – ich udział w całości systemu to zaledwie 8,8%.

Cały system emerytalno-rentowy stanowił w 2012 r. 11,6% produktu krajowego brutto wynoszącego 1596,4 mld zł (rok wcześniej tyle samo), co wyraziście ilustruje skalę obciążeń tymi świadczeniami. Odsetek ten waha się nieco w poszczególnych latach, ale istotny jest jego orientacyjny poziom.

Ile dostaje statystyczny emeryt? I wreszcie warto poznać średnią wysokość świadczeń. Cytowana wyżej publikacja ZUS informuje, że w 2012 r. przeciętna miesięczna kwota emerytur i rent brutto z pozarolniczego systemu ubezpieczeń społecznych wyniosła 1821 zł (kwoty zaokrąglone), w tym z ZUS – 1760 zł, natomiast w KRUS ukształtowała się na poziomie 1055 zł. Przeciętna miesięczna kwota emerytur i rent brutto z MON wyniosła 2960 zł, z MS 3103 zł, natomiast z MSW 2958 zł. Podważa to krążący w Internecie mit, że uprzywilejowane świadczenia z funduszy ministerialnych znacząco podnoszą średnią emeryturę i rentę – jak widać, są one z grubsza o dwie trzecie większe, ale ich udział w całości świadczeń jest niewielki ze względu na liczbę beneficjentów (400 tys. osób). Świadczenia te podnoszą średnią o zaledwie kilkadziesiąt złotych.

Z bieżących informacji publikowanych przez GUS w Internecie, w sekcji Wskaźniki makroekonomiczne (dane miesięczne), wiemy, że średnia emerytura i renta z systemu pozarolniczego przekroczyła ostatnio 2 tys. zł (w KRUS 1140 zł), zatem zapewne wypłaty ministerialne wzrosły do dziś w podobnej skali, z grubsza o 200 zł.

Jak sprawiedliwy jest rozkład świadczeń? Skoro już wiemy, jak wielu jest emerytów i rencistów oraz jak wielki przypada im kawałek tortu, warto rzucić okiem, jakie są przeciętne wielkości oraz jaki jest rozkład tych świadczeń. Nie siląc się na dokładną analizę statystyczną, która byłaby mało czytelna, pokażemy rozkład emerytur wypłacanych 5 milionom emerytów zusowskich w 2014 roku. Podstawą są dane z tabeli 2 w dokumencie ZUS.

Ilustruje to typowy wykres kolumnowy, w którym osią kategorii są 200-złotowe przedziały dochodowe (za wyjątkiem jednego, 100-złotowego przedziału 900,01-1000 zł – stąd kolumna w tym przedziale jest nietypowo niska), zaś osią wartości odsetki emerytów należące do danej kategorii dochodowej.

Podobnie jak w przypadku wynagrodzeń, rozkład ten jest prawostronnie skośny (górna granica świadczeń jest trudna do określenia), zaś średnia emerytura w tej grupie wynosiła w marcu 2014 r. 1954 zł, mediana (liczba dzieląca populację emerytów na dwie połowy świadczeniobiorców) wynosiła 1756 zł, zaś dominanta (czyli wartość występująca najczęściej w populacji) – 1513 zł. To typowe położenie miar średnich w rozkładach dochodów, przy czym zilustrowany tu rozkład dotyczy obu płci razem wziętych.

clip_image004

Warto przy okazji zauważyć, że dane GUS dotyczące wartości współczynnika Giniego dla poszczególnych grup społeczno-ekonomicznych, obrazującego nierówności ekonomiczne, wykazują największy egalitaryzm właśnie w grupie emerytów. Publikacja „Budżety gospodarstw domowych w 2013 r.” (s. 287, tabl. 5) informuje o wartości współczynnika Giniego w całym społeczeństwie i w poszczególnych grupach społeczno-ekonomicznych (pracownicy, rolnicy, pracujący na własny rachunek, emeryci, renciści) w okresie 2003-2013. Okazuje się, że emeryci mają zdecydowanie najniższe zróżnicowanie dochodów, wynoszące 0,239, gdy średnia dla całego społeczeństwa wynosi 0,338. Pomiar dokonywany jest na podstawie dochodu rozporządzalnego na 1 osobę w gospodarstwie domowym.

Świadczenia, a płeć. Względy natury biologicznej i społecznej powodują, że kobiety pracują krócej niż mężczyźni, mają niższe wynagrodzenia (uprawiają zwykle gorzej płatne zawody, a niekiedy otrzymują niższe wynagrodzenia na tych samych stanowiskach, aczkolwiek luka wynikająca z płci, tzw. gender gap, jest w Polsce relatywnie niska na tle Europy), wreszcie znacznie dłużej muszą żyć ze swoich składek emerytalnych (żyją średnio o 5 lat więcej i nominalnie o 5 lat wcześniej przechodziły dotąd na emeryturę). Skutkiem tej sytuacji jest to, że rozkład kobiecych emerytur, choć podobny co do kształtu do męskiego, jest przesunięty w lewo. Większe odsetki kobiet otrzymują emerytury w niższych przedziałach dochodowych.

Wymiernym dowodem tej sytuacji jest to, że średnia dla obu płci wynosi odpowiednio 2395 zł (M) i 1653 zł (K), mediana 2190 zł (M) i 1526 zł (K), zaś dominanta 1946 zł (M) i 1402 zł (K). Bardziej szczegółowe dane (m.in. położenie kwartyli) można znaleźć w cytowanej publikacji ZUS. To dość duże różnice, które leżały u podstaw decyzji o tak znaczącym podwyższeniu wieku emerytalnego kobiet – obok względów czysto finansowych.

 


Źródła:

Mały Rocznik Statystyczny Polski 2014

http://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/roczniki-statystyczne/roczniki-statystyczne/maly-rocznik-statystyczny-polski-2014,1,15.html

Informacja o sytuacji społeczno-gospodarczej kraju w sierpniu 2014 r.

http://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/inne-opracowania/informacje-o-sytuacji-spoleczno-gospodarczej/informacja-o-sytuacji-spoleczno-gospodarczej-kraju-w-sierpniu-2014-r-,1,28.html

Kasa Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego

http://www.krus.gov.pl

Emerytury i renty w 2012 r.

http://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/rynek-pracy/zatrudnienie-wynagrodzenie/emerytury-i-renty-w-2012-r-,8,3.html

Struktura wysokości emerytur i rent wypłacanych przez ZUS po waloryzacji w marcu 2014 roku.

http://zus.pl/default.asp?p=5&id=3507

Budżety gospodarstw domowych w 2013 r.

http://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/warunki-zycia/dochody-wydatki-i-warunki-zycia-ludnosci/budzety-gospodarstw-domowych-w-2013-r-,9,8.html

poniedziałek, 9 marca 2015

Gender a płace

W niepohamowany pochód “zgubnej” ideologii włączyła się u nas ekonomia. Z najnowszych danych Eurostatu wynika, że Polska była wśród krajów Unii Europejskiej (plus Islandia, Norwegia i Szwajcaria), w 2013 r., na trzecim od końca miejscu jak chodzi o różnice między godzinowymi płacami brutto mężczyzn i kobiet (Gender Pay Gap) - mniejsza jest tylko na Malcie i w Słowenii. 5 lat wcześniej mniejsze rozpiętości były w 7 krajach.

Wynika z tego, że w Polsce jest pod tym względem znacznie mniejsza skala dyskryminacji niż w Europie (średnia unijna 16%, Polska 6,4%).

Szczegóły: 8 March 2015: International Women’s Day
Women earned on average 16% less than men in 2013 in the EU
http://ec.europa.eu/eurostat/documents/2995521/6729998/3-05032015-AP-EN.pdf/f064bb11-e239-4a8c-a40b-72cf34f1ac6f

image

piątek, 6 marca 2015

Czy emerytury spadną?

W kampanii przed wyborami prezydenckimi padają znowu szalone obietnice wycofania reformy emerytalnej, co byłoby katastrofą dla państwa. Kandydat Duda jest wprawdzie prawnikiem z doktoratem, ale wykłady z ekonomii najwyraźniej opuszczał, bo nie rozumie ekonomicznych skutków wygłaszanych obietnic (nie słyszałem, aby zapowiadając powrót do wieku 60/65 lat zaznaczał na jednym oddechu, że oznacza to, w stosunku do modelu 67/67, spadek kobiecych emerytur o 40%, a męskich o prawie 20%).

W Polsce panuje system solidarnościowy, w którym obecnie pracujący utrzymują ze swoich składek obecnie żyjących emerytów, natomiast w przyszłości otrzymają emerytury ze składek następnego pokolenia, ale W PROPORCJI do swoich obecnych składek. Taki system dominuje w państwach europejskich.

Zmiany demograficzne powodują, że obecna proporcja 17 mln pracujących do 9 mln emerytów będzie się zmieniać – jeden pracujący będzie utrzymywać coraz więcej emerytów. Z tego niektórzy wyciągają alarmistyczne wnioski, że obecne emerytury (średnia wynosi obecnie ponad 2 tys. zł, mediana 1,8 tys. dominanta niecałe 1,6 tys.) spadną do kilkuset.

Nie spadną, z dwóch zasadniczych powodów. Oto one:

  • Po pierwsze, w ciągu 20-25 lat – zakładając, że nie będzie żadnej katastrofy, jak wojna czy asteroida – podwaja się produkt krajowy brutto, a więc podstawa składek emerytalnych. To najważniejszy czynnik kompensujący ekonomiczne skutki zmian demograficznych.
  • Po drugie, w następnych dziesięcioleciach będzie zapewne w dalszym ciągu przesuwany wiek emerytalny, gdyż żyjemy coraz dłużej i zdrowiej – to widoczny gołym okiem megatrend, który widać choćby w państwach skandynawskich, gdzie ludzie chcą pracować coraz dłużej. Będzie to zatem poprawiać relację liczby lat składkowych do liczby lat na emeryturze. Propozycje polityków chcących zmniejszać tę relację są po prostu nieodpowiedzialną bzdurą.

Skutek będzie zapewne inny – spadnie stopa zastąpienia, czyli relacja pierwszej emerytury do ostatniej płacy. Średnia emerytura wyniesie zapewne nie połowę średniej płacy w sektorze przedsiębiorstw, jak dzisiaj, lecz 30-40%, ale dzięki wzrostowi PKB (podwojeniu w ciągu jednej generacji) i tak będzie (realnie, w stałych cenach) znacząco wyższa niż obecnie, a nie dwu- czy trzykrotnie niższa, jak wieszczą histerycy. Emeryt, o ile naturalnie sam nie odłoży dodatkowych funduszy, będzie odczuwał większy dyskomfort z powodu tej różnicy, ale nie będzie biedniejszy niż dzisiaj, lecz bogatszy.

W tym rozumowaniu pomijam naturalnie wszelkie czynniki „zaburzające” model, czyli pojawienie się prywatnych funduszy emerytalnych albo nadzwyczajne działania państwa. Interesują mnie podstawowe relacje liczbowe w modelu solidarnościowym.

A gdyby ktoś był ciekaw, tak wygląda obecnie rozkład emerytur w ZUS (marzec 2014).

image

piątek, 27 lutego 2015

Co to jest skala ekwiwalentności

Każdy czuje, że wydatki rozkładają się inaczej, gdy w gospodarstwie domowym jest samotna osoba, a inaczej, gdy jest para emerytów czy są dwie dorosłe osoby z dwojgiem dzieci. Po proste aby ugotować obiad dla rodziny, trzeba niewiele więcej gazu niż dla samotnej osoby. Telewizor w pokoju ogląda za te sama cenę jedna, jak i trzy osoby. Koszt utrzymania samochodu nie zwiększa się znacząco, gdy jeździ nim małżeństwo lub małżeństwo z dwójką dzieciaków. Stałe opłaty, a i wiele zmiennych, rozkłada się po prostu inaczej na jedną, dwie czy pięć osób.

I dlatego instytucje statystyczne - po długich i szeroko zakrojonych badaniach wydatków gospodarstw domowych - utworzyły skale ekwiwalentności, które przeliczają nominalne liczby osób w gospodarstwie wg specjalnych przeliczników. W UE stosowana jest zmodyfikowana skala OECD, wedle której pierwsza osoba dorosła ma wartość 1, druga i następne 0,5, a dzieci do 14 lat po 0,3. Dwoje emerytów to ekwiwalent 1,5 osoby (1+0,5), a małżeństwo z dwójką dzieci to ekwiwalent 2,1 osoby (1+0,5+0,3+0,3).

Gdy gospodarstwo ma dochód miesięczny 6000 zł, a są w nim trzy osoby, małżeństwo z dzieckiem (1,8 jednostki ekwiwalentnej), to nominalnie jest po 2000 zł na osobę, ale już 3333 zł na jednostkę ekwiwalentną.

I dopiero po przeliczeniu badanych gospodarstw na jednostki ekwiwalentne liczy się rozmaite ważne parametry, np. rozwarstwienie ekonomiczne z użyciem współczynnika Giniego. A na obrazku pokazana jest właśnie lista krajów UE i poziomy rozwarstwienia ekonomicznego w tych krajach.

Źródło: Europejskie badanie dochodów i warunków życia (EU-SILC) w 2013 r.

http://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/warunki-zycia/dochody-wydatki-i-warunki-zycia-ludnosci/europejskie-badanie-dochodow-i-warunkow-zycia-eu-silc-w-2013-r-,7,5.html

GiniUE2013

Czy Polska będzie wśród 20 najbogatszych państw?

W dzisiejszym przemówieniu premier Kopacz padło stwierdzenie, że do 2023 roku Polska znajdzie się wśród 20. najbogatszych państw świata (dlaczego 2023? Być może chodzi o dwie kadencje rządowe). Zaszło jednak chyba pewne nieporozumienie językowe, które tu chciałbym wyjaśnić.

Najbogatszy to taki, który ma najwyższy poziom PKB per capita. Polska w rankingu Międzynarodowego Funduszu Walutowego ma 48. miejsce na 187 państw. W rankingu Banku Światowego ma 45. miejsce na 185 państw. I wreszcie w rankingu CIA ma 52. m. na 195 państw. Nasz poziom 21-24 tys. USD (zależnie od rankingu) jest niższy od ostatniego kraju w pierwszej dwudziestce o 17-20 tys. USD i naturalnie w ciągu 8 lat w żaden sposób nie jesteśmy w stanie doskoczyć do tej grupy, zwłaszcza że kraje te nie stoją w miejscu.

Rankingi zamożności na głowę - dane za 2013 rok: List of countries by GDP (PPP) per capita - Wikipedia, the free encyclopedia

Podejrzewam, że pani premier chodziło raczej o wielkość gospodarki (mierzoną poziomem PKB), co naturalnie nie jest równoznaczne z bogactwem - Chiny są pierwszą lub drugą gospodarką świata, ale są ciągle dość ubogim krajem. W rankingach trzech wymienionych instytucji jesteśmy obecnie odpowiednio na 25., 24. oraz 21 m. I tutaj mamy naturalnie szansę wskoczyć do tej symbolicznej dwudziestki, choć podejrzewam, ze to raczej słabsi od nas będą nas napierać z tyłu, a kraje przed nami wydają się mieć większy potencjał rozwojowy, choćby z tytułu silniejszego wzrostu demograficznego.

Tak czy siak, największy to nie najbogatszy i warto tu zachować precyzję określeń.

Rankingi wielkości gospodarki - dane za 2013 rok: List of countries by GDP (PPP) - Wikipedia, the free encyclopedia

czwartek, 26 lutego 2015

Płace minimalne - jaki miernik?

Jak silnie kurs walutowy może deformować dane, widać w zestawieniu płacy minimalnej w krajach UE wyrażonej w euro i w sztucznej walucie Standard Sily Nabywczej uwzględniającej poziomy cen. Polska ma w euro płacę minimalną na poziomie 410, a w SSN już 738. Rozpiętość płac minimalnych w euro wynosi w Europie 10:1, ale w Standardzie Sily Nabywczej już tylko 4:1. Polska ma pięciokrotnie niższą płacę minimalną od Luksemburga w euro, ale tylko dwukrotnie w SSN. A to właśnie SSN, jako wynik skomplikowanych przeliczeń poziomów cen, jest miarodajnym miernikiem zamożności rozumianej jako wartość strumienia bieżącego dochodu.

Na wykresie dane w SSN to słupki pomarańczowe, a w euro - niebieskie.

A przy okazji widzimy, jaki jest "kurs" SSN do złotego - niecałe 2,3.

Źródło: http://ec.europa.eu/eurostat/documents/2995521/6652357/3-26022015-AP-EN.pdf/42097ff5-231b-4116-b0cf-8a28ca316f84

PlacaMinimalnaUE2015

wtorek, 24 lutego 2015

Cicha rewolucja komputerowa

Z ciekawości sprawdziłem dane dotyczące wyposażenia gospodarstw domowych w komputery i Internet. W ciągu dekady zaszła prawdziwa rewolucja, bo w okresie tym zwiększyliśmy odsetek komputerów dwukrotnie, a dostępu do Internetu trzykrotnie - w tym szerokopasmowego dziewięciokrotnie. Pokazuje to załączony wykres.

Można przypuszczać, że powoli zbliżamy się już do granicy naturalnej chłonności rynku - jest oczywiste, że część gospodarstw domowych, przede wszystkim emeryckich, raczej nie zamierza kupować komputerów. Przyczyną jest brak zainteresowania czy wręcz lęk przed techniką.

Źródło: GUS, Roczne wskaźniki makroekonomiczne

http://stat.gov.pl/wskazniki-makroekonomiczne/

OdsetekKomputeryInternet

mx3E16E

niedziela, 15 lutego 2015

Budzik dla służby zdrowia

Klinika “Budzik”, wymyślona i doprowadzona do szczęśliwego otwarcia przez aktorkę Ewę Błaszczyk, stanęła dwa lata temu na progu bankructwa. Alarm podniesiony przez media spowodował, że nagle zmieniona została wycena usług kliniki przez Narodowy Fundusz Zdrowia i pieniądze się tym samym znalazły.

Zapewne ogromna większość ludzi szczerze kibicowała tej dzielnej i ciężko doświadczonej przez życie kobiecie w jej walce o powstanie kliniki. Cieszymy się z każdego przebudzenia (co kilka miesięcy któreś z dzieci powraca do życia), dostrzegamy znaczenie kliniki dla unikatowej wiedzy medycznej i doświadczenia zatrudnionych tam lekarzy. Ale jak by to nie zabrzmiało, całe to zdarzenie przypomina funkcjonowanie azjatyckich satrapii, gdzie prezydent Uzurpajew otwiera klinikę z okazji urodzin syna, a emir Al-Hulaka uruchamia w swej łaskawości szwalnię, która zatrudni sto Beduinek. Do zmiany zasad wyceny w polskiej klinice doprowadza protest, a nie procedury, jakie powinny obowiązywać w normalnym, ustabilizowanym prawnie i ekonomicznie państwie.

Zręby demokracji można zbudować w dwa lata, względną zamożność osiągnąć w dwie dekady, ale cywilizację buduje się dwie generacje lub dłużej. A cywilizacja to przede wszystkim ramy organizacyjne i prawne oraz działające procedury, a nie doraźne działania wymuszane akcjami społecznymi i medialnymi, choćby w najwyższym stopniu uzasadnionymi moralnością i współczuciem. A także naturalnie mentalność społeczna, ale tu zmiany postępują najwolniej.

Narodowy Fundusz Zdrowia nie dysponuje zaskórniakami uruchamianymi łaskawie przez jej “emirów”. Jeśli przesuwa jakieś środki na jeden cel, to zapewne robi to kosztem innego. A wtedy w grę wchodzi rachunek ekonomiczny, bo naturą i istotą ekonomii jest dokonywanie optymalnych wyborów w warunkach OGRANICZONYCH ŚRODKÓW. Gdyby nie to ograniczenie, nauka ekonomii nie byłaby w ogóle potrzebna. Pamiętam dyskusję w jednym z mediów społecznościowych, gdzie podnoszona była kwestia wyboru celów - tzw. rzadkie choroby kosztują ogromne pieniądze, gdyż Big Pharma musi sobie odbić koszty badań nad lekami, a pacjentów jest na tyle niewielu, że jedna tabletka kosztuje tysiące złotych. Jeśli w ekstremalnych przypadkach leczenie (a raczej ratowanie przed śmiercią) chorego dziecka kosztuje milion złotych rocznie, to wybór jest nie tyle między przeznaczeniem tych pieniędzy na lek, a nieprzeznaczeniem, co między lekiem dla jednego dziecka, a uratowaniem od śmierci dziesięciorga innych, chorych na nowotwory. Nie kwestia solidarności decyduje o wydatkowaniu środków (to byłoby bardzo proste - wydajemy, bo odczuwamy współczucie i solidarność), lecz wybór większego dobra w sytuacji ograniczoności. Nie chciałbym być zresztą w skórze urzędników dokonujących takich wyborów – to nie bezduszne automaty podejmujące decyzje w oparciu o sztywne procedury, lecz żywi ludzie, wrażliwi i współczujący.

Wracając do naszej kliniki, przyznam szczerze, że naturalnemu odruchowi radości, iż została wtedy uratowana, towarzyszyła równie naturalna reakcja duszy ekonomisty. Żaden budżet nie jest z gumy i są tylko dwa sposoby walki o jak największe środki: długofalowy wzrost ekonomiczny dający proporcjonalny wzrost nakładów na zdrowie w ramach tego samego odsetka PKB, oraz zwiększanie samego odsetka PKB (wydajemy jako społeczeństwo mniej niż 7%, gdy Europa Zachodnia 10-12%, a Stany Zjednoczone nawet 18-19%). W krótkim okresie można się jeszcze zapożyczać, ale przecież to tylko czasowe przesunięcie środków. Najzdrowszą metodą jest naturalnie wzrost ekonomiczny, podczas gdy zwiększanie udziału ochrony zdrowia w PKB napotyka naturalny opór, bo wiąże się z większymi składkami zdrowotnymi - wystarczy przypomnieć sobie, jak gwałtowne protesty towarzyszą zwykle sugestiom, że trzeba je podnieść; sam wielokrotnie ścierałem się w Facebooku z ultraliberałami chcącymi redukować publiczne daniny. Jeden dodatkowy punkt procentowy udziału w PKB (np. 6+1) jest równoważny kilkunastu procentom wzrostu nakładów w złotych, co przekłada się na pięć lat wzrostu nakładów po 3 procent rocznie albo z grubsza trzem latom po 5 procent. Jestem bardzo ciekaw zapowiadanych reform, bo obecna niezbyt dobra sytuacja ekonomiczno-organizacyjna służby zdrowia wymusza już radykalne działania.

czwartek, 12 lutego 2015

Polska gospodarka w okresie stulecia 1913-2014

Zaktualizowany wykres wzrostu polskiego PKB per capita, tym razem w okresie 1913-2014. Źródłem są tabele historyczne brytyjskiego statystyka Angusa Maddisona, uzupełnione od 2009 roku danymi Eurostatu (profesor zmarł w 2010 r.).

Rok 1970 przyjąłem za 100 i wszystkie pozostałe dane są ułamkiem lub wielokrotnością tej podstawowej liczby. Jest to spowodowane tym, że dane Maddisona są wyrażone w dolarach międzynarodowych, stałych cenach 1990 roku, a ich przełożenie na aktualne ceny byłoby bardzo kłopotliwe i pracochłonne. Lepiej zatem pokazać zmiany liczb względnych.

Poprzednia wersja wykresu: Polski PKB na przestrzeni stulecia

Aby zobaczyć większy obrazek, kliknij go.

PKB-1913-2014

wtorek, 10 lutego 2015

Samoocena stanu zdrowia

Podczytuję od czasu do czasu książkę “Statystyka społeczna” (red. T. Panek, PWE 2014), w której jest sporo ciekawej wiedzy o statystycznym obrazie polskiego społeczeństwa. Jest tam m.in. rozdział napisany przez Wiktorię Wróblewską, pod tytułem “Zdrowie i nierówności społeczne w zdrowiu”.

Na stronie 297 jest tabela ilustrująca samoocenę stanu zdrowia Polaków, sporządzona na podstawie badań GUS i obejmująca lata 1996, 2004 i 2009. Pokazuje ona 10 przedziałów wiekowych i podsumowuje odsetek ocen poniżej dobrych (a więc “takie sobie”, “złe” i “bardzo złe”). Odszukałem w Internecie nowsze dane, odnajdując je w publikacji “Dochody i warunki życia ludności Polski (raport z badania EU-SILC 2012 i 2013)” - http://stat.gov.pl/gus/5840_4171_PLK_HTML.htm. Niestety, podział na grupy wiekowe jest odmienny i przeliczenie tego byłoby mocno uciążliwe i obarczone ryzykiem błędu, zatem muszę się ograniczyć do podania odmiennych grup.

Z danych wynika jednak wyraźnie, że w ciągu dwóch dekad nastąpił ogromny spadek odsetka osób oceniających negatywnie (lub nie-pozytywnie, poniżej dobrego) swój stan zdrowia. To z całą pewnością skutek podwojenia dochodów, więcej niż podwojenia nakładów na służbę zdrowia, zmiany nawyków na zbliżone do doświadczeń bogatszych społeczeństw zachodnich, także chyba i zmiana mentalna - więcej optymizmu i bardziej rozpowszechniona postawa “równaj do lepszych”. Można przypuszczać (ale podkreślam, trzeba by to przeliczyć), że w roku 2012 i 2013 odsetki te spadły o kolejnych kilka punktów procentowych (nawet o 1/3). Przyczyny mają zatem charakter zarówno materialny, wynikający z warunków życia, jak i psychologiczny, wynikający z odmiennego nastawienia.

W tabeli najbardziej zaskakuje chyba ogromny spadek w przedziałach 30-39, 40-49 lat i 50-59. Stary żarcik mówi, że gdy po czterdziestce obudzisz się rano i stwierdzisz, że nic cię nie boli, to pewnie umarłeś. Jeśli spadek “współczynnika jojczenia” spada tu z 63 do 35 procent, to chyba idziemy w dobrym kierunku.

SamoocenaStanuZdrowia2013

wtorek, 3 lutego 2015

Nierówności ekonomiczne w Polsce maleją

Kolejny dowód, że zarzuty opozycji, iż w Polsce pod rządami PO narastają nierówności ekonomiczne, nie mają pokrycia w faktach, bo powoli, ale systematycznie maleją, zgodnie zresztą z tendencją w Unii Europejskiej.

W latach 2007-2013, a więc od ostatniego roku rządów PiS:

  • Podstawowy miernik nierówności, jakim jest współczynnik Giniego, spadł z 32,2% do 30,7%, a więc zauważalnie.
  • Wzrósł stosunek mediany do średniej, z 84,4% do 86,4% co świadczy o "skracaniu się" rozkładu dochodów (zwykle rozciągniętego mocno w prawo).
  • Spadł wskaźnik zróżnicowania kwintylowego S80/S20, czyli stosunek najbogatszej jednej piątej społeczeństwa do najuboższej jednej piątej, z 5,3 do 4,9, czyli także zauważalnie.

Źródło: Dochody i warunki życia ludności Polski (raport z badania EU-SILC 2013), s. 154-156.

Główny Urząd Statystyczny / Obszary tematyczne / Warunki życia / Dochody, wydatki i warunki życia ludności / Dochody i warunki życia ludności Polski (raport z badania EU-SILC 2013)

SpadekNierownosci

czwartek, 29 stycznia 2015

OneNote

Przez dziesięciolecia trwały rozmaite święte wojny między aplikacjami - a to edytory do Linuksa, a to Word vs. WordPerfect, WordPress kontra Blogger itd., itp. Od pewnego czasu obserwuję wojenkę na mniejszą skalę, w pewnej dość specyficznej sferze - elektronicznych notatników.

Królem wydaje się być Evernote, który jest rozbudowanym, wieloplatformowym ekosystemem z chmurą, dostępnym w okrojonej wersji bezpłatnej oraz płatnej na bazie miesięcznej czy rocznej subskrypcji. Notatnik potrafi wchłonąć dowolne informacje, cieszy się dużą popularnością zwłaszcza w Stanach, a w Amazonie można znaleźć dziesiątki poradników. Jest także dostępny w polskiej wersji językowej.

Jego konkurentem, którym ja się z kolei posługuję, jest OneNote. Jest on obecnie dostępny bezpłatnie, poza MS Office (którego jest częścią). Można w nim umieszczać absolutnie dowolne informacje, jest wieloplatformowy, współpracuje z chmurą (Onedrive, d. SkyDrive), jest niezastąpiony w robieniu szybkich notatek (naciskam w Windows kombinację Win+Alt+N i wyskakuje interfejs szybkiej notatki), współpracuje z aplikacjami MS Office. Do świetnych narzędzi należy m.in. rozpoznawanie treści na obrazach, np. zrzutach ekranowych, co pokazuje poniższy obrazek - szukałem wyrazu i program znalazł go na zrzucie ekranowym.

W OneNote notuję sprawy domowo-rodzinno-osobiste, robię notatki do blogów, do planowanych publikacji. Można w nim tworzyć hierarchię danych notatnik-sekcja-strona, notatników może być dowolnie wiele, mamy mnóstwo gotowych szablonów stron z danymi, ale można je tworzyć samodzielnie. Umiejscowienie notatnika w OneDrive daje dostęp z różnych miejsc i zabezpiecza przed utratą danych, ale można go też z powodzeniem trzymać na lokalnym dysku.

Ciekaw jestem, czy kilkuletnia obecność OneNote na polskim rynku spowodowała, że ludzie się nim interesują. Docierają do mnie opinie, że to jeden z najlepszych programów Mcrosoftu (gotów jestem z nimi się zgodzić, choć na pierwszym miejscu stawiam Excela), ale zarazem najbardziej niedocenionych przez szeroką publiczność.

Jeśli ktoś nie ma Office'a, może pobrać program ze strony www.onenote.com

OneNote2013

czwartek, 15 stycznia 2015

Ile razy bogatsi?

Pokażmy, ile razy PKB per capita rozmaitych krajów obecnej Unii Europejskiej było większe od polskiego w siedmiu momentach okresu 1990-2014.

Dane pobrałem z Google Public Data Explorer: http://goo.gl/0xZNPU
PKB per capita, wg parytetu siły nabywczej, stałe dolary międzynarodowe z 2005 r.

Dane za 2014 pobrałem z Eurostatu, przy czym w kilku przypadkach liczyłem średnią z trzech, a nie czterech kwartałów, ale to ma minimalny wpływ. GDP up by 0.3% in the euro area and by 0.4% in the EU28

Tabela pokazuje, jak szybko ten mnożnik spada - w 1990 roku kraje zachodnie były zwykle trzykrotnie bogatsze (3x), a kraje południa z grubsza dwukrotnie (2x). Obecnie te relacje mieszczą się już w przedziale między 1 a 2x, a Grecję i Portugalię już praktycznie dogoniliśmy. Niemcy są mniej niż dwukrotnie zamożniejsi, a Włosi i Francuzi o połowę.

PKBilerazy

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Nowotwory - pięcioletnia przeżywalność

Utrzymując się w lekarskiej konwencji, będącej głównym tematem dnia, zebrałem dane z amerykańskiego National Cancer Institute oraz Krajowego Rejestru Nowotworów. Dane amerykańskie są bardziej rozbudowane, zatem podałem liczby dotyczące nowych zachorowań, zgonów, osób żyjących z nowotworami.

Zauważ, że liczba osób żyjących z konkretnym nowotworem porównana z liczbą nowych zachorowań świadczy o wieloletnim czasie trwania (i leczenia) choroby. Na przykład, jeśli w 2014 r. zachorowało na raka prostaty (wg szacunków) ok. 233 tys. osób, a żyje z nią ponad 2,7 mln, to znaczy, że proces walki z chorobą jest przeciętnie wieloletni, bo w liczbie 2,7 mln zebrali się chorzy z wielu poprzednich lat.

Szczególnie ciekawe, zwłaszcza dla nas, są odsetki tzw. przeżyć 5-letnich (to taki punkt kontrolny, milestone) - to już wskaźniki w dużej mierze świadczące o ekonomice kraju, o nakładach na leczenie. Jeśli w USA odsetki przeżyć są istotnie wyższe niż w Polsce, to wynika to naturalnie z nakładów, a nie ze stanu wiedzy medycznej, bo przecież polscy onkolodzy są w pełni zorientowani, jakie są metody leczenia na świecie. Po prostu gorzej jest rozwinięte diagnozowanie oraz mamy mniej środków na aparaturę i leki.

W sumie, ciekawe i pouczające dane - niech będą kolejnym przyczynkiem do społecznej dyskusji o stanie krajowej medycyny.

Drobna uwaga: nie zawsze lata danych są tożsame, ale to nie ma większego znaczenia, gdyż dane te nie podlegają gwałtownym zmianom.

Źródła:
http://seer.cancer.gov/statfacts/
http://onkologia.org.pl/k/epidemiologia/

image

Ile pieniędzy zebrała Wielka Orkiestra?

Gdy sięgniemy do Wikipedii, do hasła o WOŚP, znajdziemy wartość wszystkich zbiórek z lat 1993-2014, przy czym w 2010 roku miała jeszcze miejsce dodatkowa zbiórka na powodzian. W Wikipedii jest podana suma 581 mln zł, ale mój Excel wylicza sumę na 598 mln, a ja mam zaufanie do Excela.

Ale musimy pamiętać, że w ciągu tych lat miała miejsce inflacja (za jej miernik przyjąłem umownie wzrost cen i usług konsumpcyjnych). Co roku kilka, kilkanaście, nawet kiedyś kilkadziesiąt procent. Zatem aby obliczyć DZISIEJSZĄ wartość tamtych zbiórek, musimy pomnożyć wartość zbiórki w danym roku przez wzrost cen od tamtego roku do dzisiaj. Zebrałem to wszystko w tabeli, powpisywałem formuły i w kolumnie ze zaktualizowanymi wartościami otrzymałem liczby ilustrujące dzisiejsze wartości zbiórek. A ich suma to liczba, o którą mi chodziło. Uroczyście zatem oświadczam, że Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy zebrała na dzisiejsze pieniądze:

800 mln złotych

Mam nadzieję, że się nie pomyliłem - przyjmuję konstruktywne sprostowania. Uwaga: dane za lata przed denominacją pieniądza (1995) zostały przeliczone w tabeli w Wikipedii za pośrednictwem kursu walutowego.

Hasło w WOŚP w Wikipedii: Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy – Wikipedia, wolna encyklopedia

Roczne wskaźniki cen towarów i usług konsumpcyjnych w GUS: Główny Urząd Statystyczny / Obszary tematyczne / Ceny. Handel / Wskaźniki cen / Wskaźniki cen towarów i usług konsumpcyjnych (pot. inflacja) / Roczne wskaźniki cen towarów i usług konsumpcyjnych od 1950 roku

WOSPzbiorki

sobota, 10 stycznia 2015

Rozkład - to nie tak trudne

Osoby, które nigdy nie miały okazji zetknąć się ze statystyką, nie zawsze rozumieją niesłychanie ważne pojęcie rozkładu statystycznego. Jest ono naszą codziennością, ale jak z panem Jourdain, który nie wiedział, że mówi prozą, także i oni nie mają pojęcia, że mają do czynienia z rozkładami. Wielu z nich wystarczy zapewne ująć w słowa to zjawisko, by zyskały przełożenie między intuicją a twardym naukowym pojęciem. To im chcę właśnie pokazać, na czym to polega, a znajomych rozumiejących to zjawisko proszę o pobłażliwość.

Ludzie mają różną długość stopy, a przemysł obuwniczy musi ją znać, by produkować obuwie danych rozmiarów w odpowiednich ilościach. I w tym celu budowany jest rozkład długości, który można pokazać choćby w Excelu. Bada się losowo wybraną grupę ludzi (niech będzie to 1000 kobiet) i zapisuje długość stopy, a następnie robi wykres. Np. w przedziale 22-23 cm są 73 osoby, w przedziale 23-24 cm jest 89 osób itd. Gdy na wykresie na dolnej osi pokażemy kategorie miary (tutaj, przedziały długości stopy), a na pionowej liczbę osób, które taką długość mają, dostaniemy rozkład statystyczny. Pokazuje to właśnie obrazek.

Podobnie, gdy zapytamy grupę stu ludzi, czy lubią czekoladę, dostaniemy dwie kategorie TAK i NIE – w pierwszej będzie prawdopodobnie 77 osób, a w drugiej 23 (tak na oko).

Gdy zbadamy liczbę dzieci w 1000 rodzin, każdej kategorii (0 dzieci, 1 dziecko, 2 dzieci itd.) przypiszemy liczbę rodzin, a potem zrobimy na tej podstawie wykres.

W taki sam sposób możemy zbadać liczbę dzieci w klasie, które dostały z klasówki ocenę 1, 2 itd.

Każde działo artyleryjskie określonego kalibru o ustawionej w danej pozycji lufie może strzelać na różne odległości – raz na 20000 metrów, raz na 20150 metrów, raz na 19920 metrów itd.

A więc każde mierzalne zjawisko da się przedstawić w postaci wykresu, który jasno pokazuje zrozumiałą intuicyjnie rzecz – każda badana miara może przyjmować różne wartości, ale zwykle z różnymi częstościami. To w taki sposób powstają te spotykane dość często wykresy z garbkiem w środku, np. wykres ilorazu inteligencji w społeczeństwie.

Czy ktoś jeszcze nie wie, co to jest rozkład statystyczny?

Rozklad

czwartek, 8 stycznia 2015

Górnictwo - dlaczego popieram premier Kopacz

Odważną decyzją w roku wyborczym premier Ewa Kopacz wzięła na siebie zadanie godne Iron Lady, brytyjskiej premier Margaret Thatcher. Likwidacja kilku deficytowych kopalń Kompanii Węglowej to zadanie równie ważne ekonomicznie, co ryzykowne politycznie.

Przede wszystkim musimy pamiętać, że Kompania Węglowa nie tworzy PKB, czyli Produktu Krajowego Brutto. Ona ten produkt POMNIEJSZA. To skutek tego, ze koszty przewyższają wpływy finansowe, czyli nie ma wartości dodanej. Kopalnie - choć górnicy wylewają tam wiele potu - zjadają wartość dodaną wytworzoną przez innych. O skali kosztów niech świadczy fakt, że do wysokości 52 równoleżnika, czyli szerokości geograficznej Warszawy, opłaca się węgiel importować morzem z RPA czy Australii, a nie przywozić ze Śląska.

Jeśli ktoś Wam powie, że rząd gnębi znowu górników, powiedzcie mu, że rząd tą decyzją chroni wartość dodaną wytworzoną przez innych. Deficyt Kompanii musi być z czegoś pokryty, a musi to zrobić właściciel, czyli Skarb Państwa. W ten sposób wspólnie wypracowane dochody budżetu są topione w nieefektywnym ekonomicznie górnictwie. Decyzja ma ochronić wydatki na edukację, służbę zdrowia, naukę, kulturę, wojsko, policję, na cały sektor budżetu centralnego. A tak naprawdę, zmniejszyć istniejący obecnie deficyt, bo uciekamy spod noża nadmiernego deficytu finansów publicznych. Na jedno zresztą wychodzi.

Kompania zatrudnia ponad 50 tys. osób. 6 tys. z likwidowanych kopalń zostanie przeniesionych do innych zakładów, 5 tys. straci pracę, ale z liczącą 2 mld złotych osłoną finansową. Będą mieli dobre dwa lata czasu, by znaleźć pracę na rosnącym coraz bardziej rynku pracy, na którym za dekadę nie będzie niemal bezrobocia.

A PiS i SLD już zwietrzyły okazję do szczucia i stroją się w pióra obrońców ludu, pielgrzymują na Śląsk z zatroskanymi twarzami. Nie, panie i panowie z opozycji, wy ten lud rabujecie, chcąc w imię waszych interesów politycznych utrzymać status quo.

środa, 7 stycznia 2015

Wydatki na zdrowie - mnożyć, a nie dzielić

Zastanawiając się nad wiecznie brakującymi funduszami i dzieleniem bochenka, mamy skłonność do myślenia STATYCZNEGO: aby dać więcej jednym, należy zabrać drugim. Ja zawsze namawiam do myślenia DYNAMICZNEGO: należy powiększać bochenek.

Obecnie wydajemy ponad 100 mld zł na ochronę zdrowia, co stanowi niecałe 7% PKB (1,7 bln) - 2/3 z funduszy publicznych, 1/3 z prywatnych. To z grubsza niecałe 3 tysiące rocznie na osobę. Zapewne będziemy musieli sukcesywnie podnieść odsetek PKB przeznaczany na ochronę zdrowia do 10%, bo takie są potrzeby i doświadczenia europejskie (np. po 0,25 pp przez kilkanaście lat, co dawałoby w stałych cenach wzrost o kolejne 3 mld co roku), ale jest naturalna granica takiej metody zwiększania wydatków zdrowotnych - potrzeby innych sfer życia. Amerykańskie wydatki na poziomie niemal 20% PKB to niepowtarzalna specyfika.

ZNACZNIE LEPSZĄ metodą, która powinna dominować, jest wzrost PKB. Typowy wzrost 3% rocznie oznacza dodatkowy dochód 50 mld, z czego budżet bierze zwyczajowo jedną piątą, czyli 10 mld, z czego z kolei ochrona zdrowia weźmie 2 mld. Wzrost gospodarczy nie napotyka żadnych długookresowych ograniczeń. Nie trzeba rwać sukna, zabierać jednym, by dać drugim, lecz sukno to wystarczy systematycznie tkać. Podnoszenie składek trzeba będzie zakończyć po parunastu latach, a rozwój ekonomiczny jest nieskończony. Oba źródła wzrostu wydatków są obecnie ważne, ale jedno jest tymczasowe, a drugie może trwać.

I obrazek pokazujący, ile wydawały państwa europejskie oraz USA, Kanada i Japonia w 2012 r., dolarach na głowę. Na szybko - Polska 1500, Francja 4300, Czechy 2000, cały świat 1100.

Żywy wykres z danymi Banku Światowego - możesz samodzielnie usunąć lub dodać inne kraje, a przesunięcie kursora nad wykres powoduje wyświetlenie danych liczbowych:

Baza statystyki międzynarodowej-Eksplorator danych publicznych Google

mx3C552

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Wykształcenie wyższe - dekada postępu

Jednym z wyznaczników postępu cywilizacyjnego są w danym społeczeństwie odsetki osób o określonym wykształceniu. Standardowym miernikiem w statystykach europejskich jest odsetek osób z wyższym wykształceniem w przedziale wiekowym 30-34 lata - w tym wieku w zasadzie zakończył się już okres edukacji i jest to młoda, nowa generacja inteligentów.

W latach 2004-2013 odnotowaliśmy ogromny postęp, niemal dwukrotny wzrost odsetka. Wprawdzie niektórzy twierdzą, że to odsetek sztuczny, wykraczający poza naturalną pojętność obywateli, ale nie krusząc o to (czyli jakość) kopii widzimy faktycznie bardzo znaczący wzrost. To jeden z wyższych odsetków w Europie, skutek tego, że przez wiele lat liczba studiujących sięgała nawet 2 mln osób (obecnie, wskutek zmian demograficznych, ok. 1,6 mln).

Źródło; http://strateg.stat.gov.pl/Home/Strateg (dział Ludność)

Wyksztalcenie30-34