piątek, 6 marca 2015

Czy emerytury spadną?

W kampanii przed wyborami prezydenckimi padają znowu szalone obietnice wycofania reformy emerytalnej, co byłoby katastrofą dla państwa. Kandydat Duda jest wprawdzie prawnikiem z doktoratem, ale wykłady z ekonomii najwyraźniej opuszczał, bo nie rozumie ekonomicznych skutków wygłaszanych obietnic (nie słyszałem, aby zapowiadając powrót do wieku 60/65 lat zaznaczał na jednym oddechu, że oznacza to, w stosunku do modelu 67/67, spadek kobiecych emerytur o 40%, a męskich o prawie 20%).

W Polsce panuje system solidarnościowy, w którym obecnie pracujący utrzymują ze swoich składek obecnie żyjących emerytów, natomiast w przyszłości otrzymają emerytury ze składek następnego pokolenia, ale W PROPORCJI do swoich obecnych składek. Taki system dominuje w państwach europejskich.

Zmiany demograficzne powodują, że obecna proporcja 17 mln pracujących do 9 mln emerytów będzie się zmieniać – jeden pracujący będzie utrzymywać coraz więcej emerytów. Z tego niektórzy wyciągają alarmistyczne wnioski, że obecne emerytury (średnia wynosi obecnie ponad 2 tys. zł, mediana 1,8 tys. dominanta niecałe 1,6 tys.) spadną do kilkuset.

Nie spadną, z dwóch zasadniczych powodów. Oto one:

  • Po pierwsze, w ciągu 20-25 lat – zakładając, że nie będzie żadnej katastrofy, jak wojna czy asteroida – podwaja się produkt krajowy brutto, a więc podstawa składek emerytalnych. To najważniejszy czynnik kompensujący ekonomiczne skutki zmian demograficznych.
  • Po drugie, w następnych dziesięcioleciach będzie zapewne w dalszym ciągu przesuwany wiek emerytalny, gdyż żyjemy coraz dłużej i zdrowiej – to widoczny gołym okiem megatrend, który widać choćby w państwach skandynawskich, gdzie ludzie chcą pracować coraz dłużej. Będzie to zatem poprawiać relację liczby lat składkowych do liczby lat na emeryturze. Propozycje polityków chcących zmniejszać tę relację są po prostu nieodpowiedzialną bzdurą.

Skutek będzie zapewne inny – spadnie stopa zastąpienia, czyli relacja pierwszej emerytury do ostatniej płacy. Średnia emerytura wyniesie zapewne nie połowę średniej płacy w sektorze przedsiębiorstw, jak dzisiaj, lecz 30-40%, ale dzięki wzrostowi PKB (podwojeniu w ciągu jednej generacji) i tak będzie (realnie, w stałych cenach) znacząco wyższa niż obecnie, a nie dwu- czy trzykrotnie niższa, jak wieszczą histerycy. Emeryt, o ile naturalnie sam nie odłoży dodatkowych funduszy, będzie odczuwał większy dyskomfort z powodu tej różnicy, ale nie będzie biedniejszy niż dzisiaj, lecz bogatszy.

W tym rozumowaniu pomijam naturalnie wszelkie czynniki „zaburzające” model, czyli pojawienie się prywatnych funduszy emerytalnych albo nadzwyczajne działania państwa. Interesują mnie podstawowe relacje liczbowe w modelu solidarnościowym.

A gdyby ktoś był ciekaw, tak wygląda obecnie rozkład emerytur w ZUS (marzec 2014).

image

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz