Pokazywanie postów oznaczonych etykietą edukacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą edukacja. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Wykształcenie wyższe - dekada postępu

Jednym z wyznaczników postępu cywilizacyjnego są w danym społeczeństwie odsetki osób o określonym wykształceniu. Standardowym miernikiem w statystykach europejskich jest odsetek osób z wyższym wykształceniem w przedziale wiekowym 30-34 lata - w tym wieku w zasadzie zakończył się już okres edukacji i jest to młoda, nowa generacja inteligentów.

W latach 2004-2013 odnotowaliśmy ogromny postęp, niemal dwukrotny wzrost odsetka. Wprawdzie niektórzy twierdzą, że to odsetek sztuczny, wykraczający poza naturalną pojętność obywateli, ale nie krusząc o to (czyli jakość) kopii widzimy faktycznie bardzo znaczący wzrost. To jeden z wyższych odsetków w Europie, skutek tego, że przez wiele lat liczba studiujących sięgała nawet 2 mln osób (obecnie, wskutek zmian demograficznych, ok. 1,6 mln).

Źródło; http://strateg.stat.gov.pl/Home/Strateg (dział Ludność)

Wyksztalcenie30-34

wtorek, 15 lipca 2014

Mapy myśli do szkół!

Zacznę od anegdoty. Na drugim czy trzecim roku Finansów i Statystyki (dawno temu, galaktyka też inna) miałem na SGPiS dodatkowe zajęcia z ekonomii matematycznej. Koleżanka poproszona o przygotowanie referatu do jednego z tematów wyszła dumnie na środek sali i... zaczęła odtwarzać jak magnetofon zawartość podręcznika. Linearnie, jak leci! Po minucie takiego słowotoku, w czasie którego twarz prowadzącego magistra (dzisiaj to już od dawna szanowany profesor) zmieniała intensywnie kolory, ten zirytowany przerwał w końcu i powiedział, że to całkiem, ale to całkiem nie tak.

Dziewczyna była przeciętnie bystra i prawdopodobnie byłaby w stanie zrozumieć temat, jednak stała się mimo woli modelową wprost ilustracją podziału ludzi z punktu widzenia sposobu myślenia. Otóż większość osób (nie podejmę się próby określenia, jak duża większość) wchłania dostarczaną wiedzę linearnie, zgodnie z jej prezentacją w podręczniku - zakuć, zdać, zapomnieć, to najczęstsza strategia edukacyjna. To uczenie się pamięciowe, nieomal magnetofonowe odtwarzanie treści podręcznika. To najgorsze doświadczenie, które przyprawia uczniów o lęk i płacz. Oni nie są głupi, oni nie wiedzą, jak się uczyć! Druga grupa, u której nastąpiła częściowa iluminacja, próbuje przetworzyć dostarczoną treść na punkty, jakoś ją (też w zasadzie linearnie) uporządkować, i według tego odtworzyć. Trzecia, raczej niewielka grupa, rozumie, o co chodzi w nauce. A chodzi o prostą w gruncie rzeczy sprawę. Proszę mi darować, ale powiem wprost oczywiste wydawałoby się rzeczy.

W uczeniu się chodzi o przeczytanie (obejrzenie) materiału, ustrukturyzowanie go sobie w głowie (wyodrębnienie pojęć, znalezienie ich hierarchii i związków między nimi), a następnie inteligentne operowanie taką strukturą. To działanie zgodne z funkcjonowaniem mózgu, które odbiega od linearnie z natury wykładanej wiedzy podręcznikowej. To warunek zrozumienia i zapamiętania, które nie są możliwe, gdy tylko odtwarzamy mechanicznie z pamięci treść, a nie potrafimy operować jej fragmentami - kojarzyć je, wykorzystywać w różnych operacjach myślowych.

Przeszedłem z pierwszej do drugiej z wymienionych wyżej grup gdzieś pod koniec podstawówki (w szóstej, może siódmej klasie - szkoła 8+4, to było naprawdę dawno temu), a z drugiej do trzeciej chyba w połowie liceum - zapewne było to, oceniając z perspektywy czasu, najważniejsze doświadczenie intelektualne nastolatka. Jednak jak pan Jourdain z Moliera. nie wiedziałem, że mówiłem prozą, bo Tony Buzan tworzył swoje mapy myśli dopiero w latach 70. I tu docieram do sedna sprawy - mapy myśli to nic innego jak ustrukturyzowanie wiedzy, jak znalezienie jej punktów kluczowych i powiązań, stworzenie siatki bardziej i mniej ogólnych pojęć i związków między nimi. Podręcznik trzeba studiować, szkicując zarazem na kartce papieru mapę myśli do danego rozdziału czy punktu. W miarę poszerzania wiedzy trzeba te cząstkowe siatki łączyć ze sobą w całość - rozdziały podręcznika w kompletny obraz przedmiotu, a odrębne przedmioty w globalną wiedzę - fizykę z chemią, socjologię z ekonomią, a obie z historią. Mapy myśli to profesjonalne narzędzie, które uczniowskie i studenckie intuicje przekształca w dobrze działający system narzędzi poznawczych, dając im po prostu twarde, naukowe podstawy. Twierdzę wręcz, że każdy rozdział w podręczniku powinien zawierać mapę myśli będącą ekwiwalentem treści. Nie typowe "summary" na końcu rozdziału, lecz inteligentnie skonstruowaną mapę.

To narzędzie, które - na ile zdołałem w kilka dni poznać elementy - da się wdrożyć także w szkołach. Od najbardziej elementarnych spraw już nawet w podstawówce, bazując na ciekawych poznawczo i atrakcyjnych wizualnie ćwiczeniach. Zapewne nikt się nie zdziwi, gdy wygłoszę tezę, że niebotycznie wyższą korzyść przyniosłoby zastąpienie setek godzin nauczania religii właśnie zabawą z mapami myśli, bo wyniosłoby to edukację na wyższy poziom, dając do ręki przynajmniej części uczniów nawyk myślenia strukturalnego, w miejsce linearnego.

Rysunek nie pokazuje ukończonej mapy myśli, lecz jest rejestracją momentu jej tworzenia.

MindMap

niedziela, 27 października 2013

Microsoft Excel - tabele przestawne

Rok akademicki się rozpędza, studenci uczą się korzystania z narzędzi informatycznych, w tym zwłaszcza arkuszy kalkulacyjnych. Jedna z najcenniejszych technik analitycznych Excela to tabele przestawne - w YouTube znajdzie czytelnik umieszczony tam niecały rok temu 9-minutowy wykład pokazujący poglądowo posługiwanie się tym narzędziem. Mam nadzieję, ze pozwoli wielu osobom opanować to znakomite narzędzie, tak jak udało się już wielu dotychczasowym widzom tego screencastu.

Polecam oglądanie bezpośrednio w YouTube - link: http://www.youtube.com/watch?v=2d8gQ2G6c3U. Najlepiej w rozdzielczości 720p.


piątek, 6 września 2013

Takie będą Rzeczypospolite...

Dyskutujemy czasem o edukacji, powołując się na jakże szczytną i mądrą sentencję Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie, autorstwa 16-wiecznego magnata i polityka, Jana Zamoyskiego, którą zawarł w akcie fundacyjnym Akademii Zamojskiej. Od co najmniej kilku stuleci pojmujemy zatem znaczenie edukacji, choć pewnie rozumieli to doskonale także starożytni Grecy ze dwa tysiące lat wcześniej. Jednocześnie narzekamy nieustannie na nieefektywne programy nauczania, których skutkiem jest to, że uczniowie prawie niczego nie zapamiętują i prawie niczego nie rozumieją, za to żyją w ciągłym stresie od lekcji do lekcji (brutalnie sformułował to kiedyś prof. Jan Hartman).

imageGotów jestem pójść o dowolny zakład, że jestem w stanie znacznie efektywniej wydać publiczne pieniądze, gdybym tylko takimi dysponował - wystarczyłoby uszczknąć nieco z pieniędzy marnotrawionych na rozmaite widzimisię, ale mających partyjno-polityczne umocowanie.

Otóż mój projekt polegałby na zbudowaniu dostępnych w Internecie, wizualnych pomocy naukowych - filmów i interaktywnych symulacji - dla trzech fundamentalnych dziedzin wiedzy, jakimi są fizyka, chemia i matematyka. Dlaczego one? Nie muszę chyba specjalnie tłumaczyć, że to one zdecydują o przyszłości, a także o pozycji konkurencyjnej Polski w świecie.

Gdyby założyć, że każda z lekcji na przestrzeni kawałka szkoły podstawowej, gimnazjum i liceum zawiera choć jedną taką pomoc, oznaczałoby to konieczność utworzenia kilku tysięcy prezentacji. Gdyby przyjąć, że zaprojektowanie i wykonanie jednej prezentacji, z użyciem wszystkich niezbędnych urządzeń (np. ciało staczające się po równi pochyłej w fizyce czy zachowanie figur w geometrii), w tym z wykorzystaniem filmów wielkiej rozdzielczości, kosztuje - spod dużego palca - 2 lub 3 tysiące złotych, jestem przekonany, że za 10 mln złotych (śmieszna suma w zestawieniu z wydatkami publicznymi) można zbudować powszechnie dostępne, mające oficjalny certyfikat, atrakcyjne wizualnie i nośne edukacyjnie wirtualne laboratorium, które wyniesie nauczanie na nowy poziom.

A może czyta mnie jakiś multimilioner, który zechce być sponsorem takiego projektu? Zechce stać się współczesnym mecenasem polskiej edukacji, którego imieniem zostanie nazwana biblioteka nowoczesnych pomocy naukowych? Biblioteka Zamojskich, Biblioteka Raczyńskich - jak to pięknie i szlachetnie brzmi. Są chętni? Zapraszam - prwimmer@gmail.com  :-)

----

Całkiem na marginesie - jako współautor podręcznika informatyki dla klas 4-6 (na rynku są już klasy 4 i 5) starałem się właśnie opracować materiały nowocześniejsze w przekazie niż tradycyjne - dostępne online filmy pokazujące pracę z oprogramowaniem i usługami internetowymi.

czwartek, 5 września 2013

Publiczne wydatki na edukację

imageZ danych Banku Światowego, które pokazuje zamieszczony tu wykres za okres 1970-2010, wynika dość interesujący wniosek - publiczne wydatki na edukację mieszczą się w ważniejszych państwach w tunelu 4-6% PKB. Wahają się w czasie (poszczególne lata zobaczysz po przesunięciu kursora nad linie, zaś linię kraju po przesunięciu kursora nad nazwę), ale widać tu wyraźnie podobne wszędzie społeczne preferencje. Trzeba naturalnie pamiętać, ze nie obejmują one wydatków prywatnych, które w niektórych państwach stanowią znaczącą pozycję (w Polsce jeszcze niewielką). Definicja mówi tutaj wyraźnie:

Wydatki publiczne na edukację to bieżące kapitałowe wydatki publiczne na edukację, które obejmują wydatki rządowe na instytucje edukacyjne (państwowe i prywatne), administrację oświaty oraz dopłaty dla podmiotów prywatnych (uczniowie, gospodarstwa domowe i inne podmioty prywatne).

wtorek, 3 września 2013

Patriotyzm po mojemu

W szkolnych czasach intensywnie uprawiałem rozmaite sporty, przede wszystkim gry zespołowe i lekkoatletykę. We wszystkich międzyszkolnych rozgrywkach dało się zauważyć pewną prawidłowość, którą z ironicznym uśmieszkiem zawsze sobie komentowaliśmy – im gorsza drużyna, tym ładniejszymi strojami szpanowała. Widać była to jakaś głębsza psychologiczna przypadłość, bo dało się ją przenieść także do sfery polityki – im biedniejsze, bardziej zacofane i przygniecione butem państewko, tym fikuśniejsze mundury jego wojskowej i politycznej elity, tym bardziej paradny krok defiladowy jego armii zaprawionej głównie w bojach z własnymi cywilami, a której kompania uciekłaby w popłochu przez plutonem rangersów. Jak coś nie mogło czy nie potrafiło dobrze funkcjonować, to przynajmniej starało się szpanować wyglądem.

imageKtoś kiedyś zauważył słusznie w telewizji, że wszyscy wiedzą, jak się nazywa prezydent Korei Północnej, natomiast prawie nikt nie wie, jak się nazywa prezydent Szwajcarii (i że to akurat wtedy kobieta). A przecież nikt nie nazwie z tego tytułu koreańskiego mordoru państwem ważniejszym czy lepiej funkcjonującym. Marzą mi się czasy, gdy będę żyć w takim kraju, w którym nie muszę codziennie słyszeć w telewizji czy czytać w portalach internetowych, co robił tego dnia premier kraju czy jego ministrowie (a pamiętacie, starsi czytelnicy, gospodarskie wizyty Edwarda Gierka u łódzkich prządek czy śląskich hutników?). Chciałbym, by wszystko funkcjonowało tak normalnie, że nawet nie słychać zgrzytania na zakrętach, że nikt nie musi przy tym wydawać bohaterskich okrzyków, a już szczególnie liczyć padłych przy wykonywaniu swoich obowiązków ofiar.

Nie tak odległy w czasie przypadek polskiego samolotu (kapitan Wrona), który bez jednego złamanego palca i stłuczonego łokcia wylądował awaryjnie na lotnisku, ograniczając się jedynie do zadrapań podwozia, podniecił naszą narodową potrzebę świętowania heroicznych czynów, ale tym razem naturalnej skłonności do podnoszenia zasług bohaterów towarzyszyło niepomierne zdziwienie, że tak dobrze funkcjonowały przy tym ustalone i wyćwiczone procedury, dzięki którym niewątpliwe umiejętności pilota pozwoliły – przy pewnej dozie szczęścia – bezpiecznie usiąść w wylanej na pasie pianie. Bardzo bym chciał, aby – w skali o wiele mniej dramatycznej niż ta – wszystkie sprawy państwowe funkcjonowały na dowolnym jego szczeblu równie normalnie i automatycznie, bo dorobiliśmy się po prostu jasnych procedur wspartych niezbędną infrastrukturą prawną, organizacyjną i techniczną.

No i wsiądę jeszcze na chwilę na swojego ulubionego konika – po prawie dwóch i pół dekadach istnienia w pełni niepodległego i demokratycznego państwa chciałbym wreszcie, by zaczęto realizować najbardziej patriotyczne działania: by udział wydatków na badania naukowe był trzykrotnie wyższy niż dotychczas i dorównał czołowym krajom świata, a metaforycznie rzecz ujmując, by polski, historia i religia, przy całym dla nich szacunku, usunęły się nieco w cień matematyki, fizyki, chemii i biologii. Bo retorta, równia pochyła, trygonometria i podwójna helisa są dziś bardziej patriotyczne od flagi i najgłośniejszych okrzyków wyrażających dozgonne przywiązanie do katolickiej ojczyzny.

poniedziałek, 2 września 2013

Oświata i wychowanie w liczbach

Liczby są kluczowe i dyskutując o stanie oświaty i wychowania trzeba się w pierwszej mierze opierać na danych statystycznych GUS. W witrynie internetowej GUS publikacjom o edukacji poświęcony jest osobna podstrona ze zbiorem opracowań dostępnych w formacie PDF. Polecam je jako twardą podstawę do wszelkiego typu analiz i dyskusji.

http://stat.gov.pl/gus/edukacja_PLK_HTML.htm

Kluczowa jest tu doroczna publikacja Oświata i wychowanie w roku szkolnym (aktualnie lata 2011-2012) - blisko 500-stronicowa publikacja zawierająca niezbędne dane o fragmencie systemie edukacji, od wychowania przedszkolnego, po szkoły policealne. Z opisu:

Szkoły podstawowe, gimnazja, szkoły ponadgimnazjalne: zasadnicze szkoły zawodowe, technika, licea profilowane, licea ogólnokształcące, szkoły artystyczne, szkoły policealne, szkoły specjalne - dane o szkołach, uczniach, absolwentach, nauczycielach, oddziałach, klasach, pomieszczeniach szkolnych oraz o wychowaniu przedszkolnym i wybranych formach opieki nad dziećmi i młodzieżą.

image

image

Przykładowe dane - publiczne wydatki na oświatę i wychowanie, z budżetu państwa i jednostek samorządu terytorialnego. W 2011 roku wyniosły 58,3 mld zł (wielkość zbliżona do publicznych wydatków na ochronę zdrowia), czyli 3,9% PKB. To nominalnie (w cenach bieżących) o 60% więcej niż 8 lat wcześniej, kiedy wydano ok. 35 mld zł, z zachowaniem mniej więcej stałego udziału w PKB w wysokości 4%.

image

niedziela, 1 września 2013

Feminizacja zawodu nauczycielskiego

W ramach ćwiczeń z obsługi Google Public Data Explorer przyjrzałem się danym dotyczącym feminizacji zawodu nauczycielskiego.
Poniższy interaktywny wykres pokazuje feminizację szkolnictwa podstawowego. Jak widać, jest niemal stuprocentowa w Rosji czy na Ukrainie, bardzo wysoka w eks-demoludach, wysoka w państwach europejskich (także w Polsce, 84%), natomiast poniżej średniej światowej w krajach muzułmańskich, gdzie i tak jednak zawód ten daje jakieś szanse zawodowe dyskryminowanym kobietom, a także ciągle w Chinach i Indiach.

sobota, 31 sierpnia 2013

Iluminacja potrzebna od zaraz

Zacznę od anegdotki. Gdy miałem jakieś trzy i pół roku (wedle relacji rodziców), matka sadzała mnie przy stoliku i pokazywała litery, ucząc cierpliwie ich składania. Bardzo chętnie oglądałem zresztą książeczki z obrazkami, nie potrafiąc jeszcze odczytać podpisów pod nimi. Gdy miałem dokładnie 4 lata i 2 miesiące nastąpił gwałtowny przełom - po raz któryś oglądałem książeczkę i nagle wydałem z siebie dziki wrzask: mamo, ja czytam!. Pamiętam bardzo dokładnie ten moment i miejsce, w którym się to zdarzyło. To był właśnie moment iluminacji, przejścia od stanu niewiedzy do stanu wiedzy - być może najważniejszy moment w życiu. Mojej matce chciało się poświęcać czas na uparte uczenie mnie liter, a dzięki temu przed pójściem do podstawówki zdążyłem jeszcze przeczytać co najmniej setkę książek lub więcej i nie miałem problemów z czytaniem i poprawnym pisaniem. To największy prezent, jaki można dać dziecku - nauczyć je wcześnie czytać, a potem regularnie zaopatrywać w książki, choćby i z biblioteki.

Przejdźmy wiele lat do przodu w rozwoju. Porównuję nauczanie matematyki z okresu mojego liceum i dzisiaj. Wtedy mieliśmy do dyspozycji podręcznik i nauczyciela. Dziś są bajecznie kolorowe podręczniki, animacje komputerowe, filmy, tablice elektroniczne w szkołach - wszelkie możliwe techniczne udogodnienia, o lepiej przygotowanych pedagogach nie wspominając.

Kiedyś w podręcznikach było sporo twierdzeń z dowodami, dziś nauczanie niemal całkowicie ich poniechało i opiera się na metodach wizualnych, na intuicjach - mówię to na podstawie oglądu podręczników do podstawówki, gimnazjum i liceum. Poziom naukowy matematyki w nauczaniu szkolnym, jak mi się wydaje, zauważalnie spadł.- ciekaw jestem tutaj opinii nauczycieli.

Dzisiejsza młodzież szkolna jest o ponad 10 punktów inteligentniejsza niż młodzież w moich czasach, co ilustruje tzw. efekt Flynna - podnoszenie się inteligencji o 3 punkty na dekadę, co oznacza, że w ciągu stulecia przeciętna ludzka inteligencja podniosła się aż o 30 punktów, tj. o dwa odchylenia standardowe (!!!) w skali Wechslera.

Po tym przygotowaniu ogniowym docieram do istoty sprawy. Mamy więc do czynienia z nieustannym obniżaniem się wymagań wobec uczniów, z nieustannym podnoszeniem się sprawności intelektualnej tychże uczniów, wreszcie z ciągłym udoskonalaniem technik edukacyjnych. Jedna krzywa idzie w dół, druga do góry, a ciągle poziom wiedzy matematycznej uczniów jest niski, czego dowodzą rozmaite testy, a nawet mało naukowe, ale poglądowe badania programu "Matura to bzdura", w którym skądinąd inteligentna młodzież potrafi wygadywać niebywałe bzdury matematyczne.

Świat naucza matematyki od setek lat, a na skalę masową od co najmniej stu. I ciągle nie możemy znaleźć Świętego Graala nauczania, dzięki któremu nastąpi ten moment iluminacji. Znacznie mądrzejsi głowią się nad metodyką nauczania, a jestem dziwnie przekonany - kieruję się tu jedynie intuicją - że znalezienie tego kamienia filozoficznego w edukacji matematycznej wyniosłoby nas w ciągu jednej generacji na nowy poziom naukowy, bo nic tak nie rozwija intelektualnie, jak właśnie jedyny abstrakcyjny przedmiot szkolny - znienawidzona matma. Oczywiście wtedy, gdy jest rozumiana,

Efekt Flynna – Wikipedia, wolna encyklopedia

piątek, 30 sierpnia 2013

Uczniowie powtarzający klasę

Z okazji nowego roku szkolnego, chyba mało znane dane z Banku Światowego - odsetek uczniów powtarzających klasę w paru krajach europejskich i kilku pozaeuropejskich.

To zazwyczaj kilka procent (w Polsce tylko niecały 1%), za to w Brazylii niemal 19% osiem lat temu. Mam jednak dziwne wrażenie, że mocno zależy to od polityki państwa, a nie wiedzy uczniów. Interaktywny wykres pokazuje uczniów podstawówek, ale po kliknięciu Eksploruj dane można sobie samemu wybrać także uczniów szkół średnich (na dole, education levels) i “doklikać” inne kraje.

czwartek, 22 sierpnia 2013

Zajęcia komputerowe z pomysłem - klasa 5

W księgarniach jest do kupienia podręcznik do klasy piątej szkoły podstawowej, "Zajęcia komputerowe z pomysłem", którego jestem współautorem razem z p. Anną Wysocką, znakomitą nauczycielką i metodykiem z Cieszyna. Pani Wysocka jest autorem koncepcji i większości materiału podręcznika, ja skupiłem się na przygotowaniu dostępnych online materiałów elektronicznych, jakimi są filmy, a właściwie screencasty pokazujące posługiwanie się oprogramowaniem i usługami w Internecie. 80 filmów dla klasy 4, 50 dla klasy 5, teraz zacznę przygotowywać 50 dla klasy 6 - to chyba jedyny tego rodzaju podręcznik na rynku, w którym autorzy zaproponowali tak obszerne materiały elektroniczne, bo jeszcze są liczne dodatkowe materiały dostępne w portalu WSiP.
Zajęcia komputerowe z pomysłem

















Nasz podręcznik cieszy się dużym zainteresowaniem, zajmuje obecnie drugie miejsce na rynku podręczników informatyki dla szkół podstawowych.

http://sklep.wsip.pl/produkty/zajecia-komputerowe-z-pomyslem-14907/

I link do podręcznika dla klasy 4:

http://sklep.wsip.pl/produkty/zajecia-komputerowe-z-pomyslem-14905/

czwartek, 8 sierpnia 2013

Jak maleje liczba uczniów i co z tego wynika

Dane z małego rocznika statystycznego 2013 - tym razem temat gorący, wykorzystywany politycznie jako pałka do walenia oponentów, ale zazwyczaj bez znajomości faktów, a przede wszystkim liczb.

Główny Urząd Statystyczny / Obszary tematyczne / Roczniki statystyczne / Roczniki Statystyczne / Mały Rocznik Statystyczny Polski 2013

Dane znajdują się w tabeli WAŻNIEJSZE DANE O SYTUACJI SPOŁECZNO-GOSPODARCZEJ KRAJU na str. 626-627. Pokazują łączną liczbę uczniów w latach 1950-2013, a także w podziale na typy szkół. W sporządzonym na tej podstawie wykresie przy łącznej liczbie umieściłem dodatkowo etykiety, a same liczby zawarte są w tabeli pod wykresem.

Zwracam szczególnie uwagę na spadek liczby uczniów od roku 2000 do dzisiaj - z 7 do 5 mln, czyli obecnie jest o 30% mniej uczniów niż 12 lat temu! Nie dziwi w tej sytuacji likwidowanie i konsolidowanie szkół, zwalnianie nauczycieli (i tak zwolniono - na szczęście - dużo mniej niż wynika ze spadku liczby uczniów). To obiektywne uwarunkowania posunięć zarówno na szczeblu lokalnym, jak i krajowym, czy się one komuś podobają, czy też nie. Jest dość oczywiste, że elitarna profesja, jaką są nauczyciele, powinna być chroniona i dobrze wykorzystywana - chyba na razie tak się zazwyczaj dzieje.

Polecam kliknięcie obrazka i obejrzenie danych.

image

niedziela, 14 kwietnia 2013

Wykształcenie wyższe w UE

Dokładniej, w załączonym dokumencie Eurostatu chodzi o grupę wiekową 30-34 lata. Wg świeżych danych Eurostatu, odsetek osób w  EU27 z wyższym wykształceniem (tertiary education) wynoszący w roku 2005 28%, w 2010 roku wyniósł 33,5%, a w 2012 roku aż 35,8%. W tym, co godne szczególnego podkreślenia, u pań jest to 40%, a u panów 31,6%. Krótko mówiąc, my, męskie szowinistyczne świnie, dostajemy w zadek :-)

Zacytuję tu fragment dokumentu:

Improving the EU’s performance in education is one of the key objectives of the Europe 2020 strategy, adopted by the European Council in June 2010. Targets on education are to increase the proportion of persons having completed tertiary education and to reduce the number of early leavers from education and training.

In the EU27, 36% of persons aged 30 to 34 had completed tertiary education in 2012, compared with 34% in 2010 and 28% in 2005. The Europe 2020 strategy’s target is that at least 40% of the population in this age group in the EU27 should have completed tertiary education in 2020.

Celem strategicznym Unii jest więc osiągnięcie w 2020 roku odsetka 40% dla obu płci w tej grupie wiekowej. Wtapia się w generalna strategię przekształcania Europy w kontynent nauki i techniki.

Polska poczyniła jeszcze większy postęp - w trzech wymienionych latach odnotowała odsetki 22,7 - 35,3 - 39,1, a więc na poziomie celu strategicznego. Co interesujące, dla obu płci wynosi to dziś 31,9% i 46%, zatem przewaga pań w Polsce jest jeszcze silniejsza.

Nie wiem, jak się będą kształtować te dane w czasie - przedział wiekowy 30-34 jest akurat o tyle charakterystyczny, ze dotyczy okresu zaraz po dekadzie edukacji i obejmuje najbardziej wykształconych i najdynamiczniejszych pracowników.

Polecam rzut oka na obie tabele i niedługi komentarz (dokument anglojęzyczny) - ciekawe dane.

http://epp.eurostat.ec.europa.eu/cache/ITY_PUBLIC/3-11042013-BP/EN/3-11042013-BP-EN.PDF

czwartek, 6 września 2012

Nauczyciele i demografia

Według linkowanego niżej rocznika "Oświata i wychowanie w roku szkolnym 2010-2011" obecnie jest w Polsce ok. 400 tys. nauczycieli szkół podstawowych, gimnazjów i szkół ponadgimnazjalnych, z czego niemal 92% w sektorze publicznym. Obsługują oni ok. 5,2 mln uczniów (w roku 2000-2001 aż 7,3 mln).

Kilka dni temu w felietonie dotyczącym stanu oświaty stwierdzono m. in., że  na samym Podlasiu zostanie w tym roku zwolnionych 700 nauczycieli. Gdyby ekstrapolować tę liczbę na cały kraj, można by się spodziewać zwolnienia ok. 10-12 tys. nauczycieli, czyli mniej więcej 2,5-3% zatrudnionych. To naturalnie ileś tysięcy ludzkich dramatów, ale na tle globalnych liczb nie jest obrazem rozkładu oświaty, zwłaszcza wobec spadku liczby dzieci i młodzieży aż o 30% w ciągu dekady.

Nauczyciele to elita - znaczna większość z wyższym wykształceniem, o poziomie intelektualnym i kulturalnym mocno wykraczającym ponad średnią w całym społeczeństwie. To skarb, który należy chronić i jak najlepiej wykorzystywać. Zapewne inteligencja i elastyczność pozwoli większości zwalnianych znaleźć pracę, choć szkoda zawsze każdej osoby.

Demografia to dość ścisła nauka, operująca sprawdzonymi modelami i coraz lepszą techniczną aparaturą. Pozwala całkiem precyzyjnie określać zmiany ludnościowe w czasie, a przede wszystkim wielkość kolejnych roczników dzieci i młodzieży przechodzących potem przez kilkunastoletni tunel edukacyjny. Kształcenie nauczycieli też się da do tego dostosowywać, choć zapewne nie tak precyzyjnie, jak dawniej, gdyż nie cała edukacja akademicka jest dziś publiczna. W każdym razie to trendy demograficzne są dzisiaj zmienną niezależną, a cała reszta musi się do tego dopasować - oby jak najmniejszym kosztem społecznym.

A tak na marginesie - zaskakująco rzadko mówi się o zmniejszaniu grup uczniowskich, co stanowiłoby prosty bufor chroniący przez zwolnieniami. Nie wiem, dlaczego tak jest.

http://stat.gov.pl/cps/rde/xbcr/gus/e_oswiata_i_wychowanie_2010-2011.pdf

sobota, 18 sierpnia 2012

Wojna liberała z lewicowcem

Sam siebie określam mianem liberała z sercem po lewej stronie. Mając ekonomiczne wykształceniem mam szczególne poważanie dla efektywności ekonomicznej, ale jako człowiek z jakąś tam dozą zrozumienia dla rozmaitych sytuacji społecznych akceptuję rozwiązania o lewicowym charakterze.

W linkowanym artykule jest mowa o zwrocie części kosztów podręczników szkolnych w biurokratycznie wymienionych sytuacjach. Oznacza to, że społeczeństwo wrzuca do wspólnej kasy, a z niej idzie na potrzeby wybranej grupy osób, w tym wypadku enumeratywnie określonych beneficjentów (no, uboższych rodziców, mówiąc po ludzku).

W czystej ekonomicznie sytuacji każdy dba o siebie i swoją rodzinę, ale przecież rozwój cywilizacyjny doprowadził do włączenia do tego rachunku potrzeb społecznych realizowanych via budżet. Umawiamy się, że wspólnie finansujemy wojów chroniących nas przed napadami dzikich plemion, a także wspólnie opłacamy państwową służbę zdrowia, bo nigdy nie wiadomo, kiedy kogo co trafi. Indywidualnie nikt lub prawie nikt nie sfinansuje operacji serca czy chemioterapii antynowotworowej, ale wspólnie i owszem, bo chorują tylko niektórzy (z góry nie wiadomo, kto to będzie).

Ekonomiczny sens przekierowania funduszy jest tu jasny - nasze indywidualne wybory nie są optymalne ze społecznego punktu widzenia, zapewne część rodziców nie kupiłaby podręczników. Jako społeczeństwo, światłymi ustami ministra, uznajemy, że te podręczniki współfinansujemy wszyscy, choć korzysta z tego tylko część społeczeństwa.

Mam tu zawsze rozdrap, bo jako ekonomista dostrzegam pogorszenie ekonomicznej efektywności wyborów, ale jako człowiek i entuzjasta edukacji uważam, że zasługuje ona na wsparcie. Na takiej samej zasadzie, jak stypendia dla bystrych młodziaków, którzy kiedyś zrobią kariery naukowe czy będą wybitnymi specjalistami w różnych dziedzinach.

Zresztą u licha - we współczesnej ekonomii składnik układu równań optymalizacyjnych, jakim jest budżet państwa, to doskonale opisany element modelu, po wielokroć skwantyfikowany przez ekonometrię. To żadne obce ciało drażniące skrajnych liberałów w rodzaju JKM, a jedna z czterech nóg równania, w którym jest konsumpcja, inwestycje, państwo i saldo obrotów z zagranicą.

Kupujesz podręczniki? Zachowaj paragon. Zwrot do 352 zł

Łączna liczba wyświetleń od 27 sierpnia 2013

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Mój Twitter