środa, 30 maja 2012

Dolce vita emeryta

Może nie tyle "dolce vita", co "euro vita". Ze dwa dni temu w którychś wiadomościach pokazana została migawka z uliczną rozmową z zaczepionym greckim emerytem. Skarżył się, że dostawał do tej pory 1700 euro, teraz dostanie 500 mniej.

Nie wiem, jaka jest precyzyjnie siła nabywcza greckich euro, nie wiem też, na ile ów emeryt jest reprezentatywny dla całej emeryckiej populacji w Grecji (reporter mógł trafić na jakiegoś krezusa), niemniej nie znam żadnego polskiego emeryta, który miałby emeryturę w wysokości 7 tys. złotych. A przecież Grecja nie była aż tak dramatycznie zamożniejsza od Polski. Dopiero co mieli PKB ok. 30 tys. USD na głowę, teraz mają 27 tys., a jest całkiem niewykluczone, że spadną poniżej 25 tys., a więc poniżej poziomu Czech, a w okolice Słowacji. Nawet my będziemy już w zasięgu wzroku.

Ów zubożony emeryt będzie dostawał w dalszym ciągu ok. 5 tys. złotych, czyli trzy razy więcej niż przeciętny polski, który otrzymuje 1800 brutto (1300 netto).

Wprawdzie pojedynczy przypadek nie świadczy o nadzwyczajnej hojności i rozpasaniu greckiego systemu wynagrodzeń, ale ostatnio było kilka artykułów opisujących niebywałą skalę cwaniactwa w tym miłym skądinąd narodzie.

piątek, 25 maja 2012

Kim Pan był, Panie Mandelbrot?

Najnowszy tomik serii "Świat jest matematyczny" poświęcony jest geometrii fraktalnej. Jak wiadomo, najczęściej jest ona kojarzona z nazwiskiem Benoit Mandelbrota, matematyka... no właśnie, jakiego?

Mandelbrot urodził się w 1924 roku w Warszawie, ale jego rodzice byli litewskimi Żydami, którzy osiedlili się w Polsce. Mamy już więc trzy nacje, które mają prawo wymieniać matematyka wśród swoich dzieci. W 1936 roku rodzina wyjechała do Francji, gdzie Mandelbrot przebywał do 1957 roku. We Francji mieszkał już wcześniej wuj Benoita, Szolem Mandelbrojt (nieco inne nazwisko), matematyk z grupy Bourbaki, też urodzony w Warszawie, ale związany z trzema kulturami. Wyjazd rodziny Benoit do Francji był spowodowany zagrożeniem narastającym w Niemczech faszyzmem, choć podejrzewam, że bardziej nawet endeckimi nastrojami, jakie rozpleniły się po śmierci Piłsudskiego, który stanowczo zwalczał te tendencje.

A więc do trzech kultur doszła czwarta, francuska. Ale w 1957 roku Mandelbrot wyjechał do USA, gdzie spędził większość swego życia i uzyskał najważniejsze wyniki.

Polska Wikipedia mówi, że Mandelbrot był francuskim matematykiem, natomiast francuska, angielska i niemiecka, że francusko-amerykańskim. Jeszcze ciekawiej, nieomal talmudycznie, kwituje sprawę hebrajska: żydowski matematyk, Amerykanin francusko-polskiego pochodzenia. Ha, pamiętacie "ale z drugiej strony" Tewje Mleczarza ze "Skrzypka na dachu"? :-)

Załamawszy w obliczu takich trudności ręce, kończę notkę hasłem, jakie przyświecało miesięcznikowi lingwistycznemu, zajmującemu się unifikacją terminologii naukowej, który kiedyś współredagowałem:scientia gentium proprietas (nauka własnością ludzkości).

środa, 23 maja 2012

Roczne wskaźniki makroekonomiczne

Na poniższej stronie jest skoroszyt Excela (można go też wczytać do OpenOffice Calca, MS Web Office i Dokumentów Google) zawierający Roczne wskaźniki makroekonomiczne. W środku jest kilkadziesiąt szczegółowych arkuszy, a wśród nich polecam zwłaszcza RACHUNKI NARODOWE - PKD 2007, który zawiera dane makroekonomiczne zgodne z powszechnie przyjętymi klasyfikacjami i nauczaniem ekonomii, za lata 1995-2011.

W arkuszu jest między innymi informacja, jaki odsetek poziomu UE27 stanowi polski PKB per capita, w okresie 1995-2010 (według parytetu siły nabywczej - PPS):

43 - 45 - 47 - 48 - 49 - 48 - 48 - 48 - 49 - 51 - 51 - 52 - 54 - 56 - 61 - 63

Biorąc pod uwagę ubiegłoroczne tempo wzrostu 4,3% i przypuszczalne tegoroczne 2,5-3,0%, na tle Unii, można przyjąć, że w 2011 mieliśmy 65, a w tym roku osiągniemy 67% poziomu unijnego, czyli po prostu 2/3.

Trudno jest prognozować na wiele lat do przodu, zwłaszcza w tak niepewnych okolicznościach, ale można przyjąć ostrożnie, że średnią unijną osiągniemy w ciągu 20-25 lat.

http://www.stat.gov.pl/gus/wskazniki_makroekon_PLK_HTML.htm

wtorek, 22 maja 2012

Niezmiennik

Młodziaki tego nie dostrzegają, ale wapniaki, jak ja, mogą porównać stałość i niezmienność instytucji za komuny z ogromnym tempem przemian po 1989 roku. Najlepiej to widać na przykładzie sklepów czy księgarni - niewiele firm sprzed ćwierć wieku istnieje do dzisiaj, jeszcze mniej zachowało swoje stare lokum.

W ramach swojej podróży sentymentalnej szperam ostatnio po literaturze ekonomicznej i z niekłamaną satysfakcją odkryłem, że Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne, przemianowawszy się sprytnie za demokracji na Polskie Wydawnictwo Ekonomiczne (dzięki temu został skrót PWE) istnieje ciągle w tym samym miejscu na Canaletta (w pobliżu pl. Teatralnego) i prowadzi tę samą księgarnię.

Kopnąłem się po cenioną na akademickim rynku książkę "Podstawy ekonomii", prof. Czarnego z SGH - spory wydatek (nominalnie prawie 90 zł) firma osłodziła mi równie hojnym, co niespodziewanym 20-procentowym rabatem, dzięki czemu wróciłem do domu bez objawów zawału. Ale jednak w lekkim szoku, że firmy potrafią dawać takie rabaty. Musi mi z gęby dobrze paczało, aczkolwiek nie stwierdziłem tego samego efektu w pobliskim spożywczaku, co pozostawia mnie w stanie dysonansu poznawczego.

www.pwe.pl

niedziela, 6 maja 2012

Bełkot sensatów

Najpierw leci tak:

Codziennie na raka umiera ok. 2000 ludzi, a zachoruje w przeciągu roku kilkaset milionów ludzi. Takie statystyki nie wróżą nic w tej sprawie dziwnego, ale faktem jest że lekarstwo na raka istnieje lecz jest doszczętnie ukrywane przez firmy farmaceutyczne jakie widzą w chorobach nowotworowych olbrzymie finanse. O lekarstwie na raka pisaliśmy kiedyś tutaj, a teraz przedstawiamy wam dodatek do naszego kiedyś artykułu w postaci filmu.

Otóż gdyby ci sensaci, zamiast bezmyślnie przepisywać niezbornie tłumaczone na polski kawałki z zagranicznych portali, zastanowili się nad liczbami, musieliby coś sprostować. Mianowicie gdyby codziennie umierało 2000 ludzi (really? przecież w samej Polsce umiera na raka 250 dziennie), roczna liczba śmierci z powodu nowotworów wynosiłaby 700-800 tysięcy, co w zestawieniu z podaną liczbą zachorowań (kilkaset milionów) oznaczałoby ni mniej, ni więcej, że śmiertelność nowotworów wynosi zaledwie 1-2 promile. A przecież wszystkie dostępne statystyki mówią, że 50-80 procent. Czy autorzy notki nie zauważyli tego? Czy tak trudno kojarzyć fakty? Kilkaset milionów to zresztą kilka razy więcej niż roczny przyrost ludności planety, co już mówi, że to absurd.

Pomijam już ten drobny fakt, że rak to wspólne pojęcie szeregu bardzo odległych etiologicznie chorób i zapewne nigdy nie da się opracować czegoś takiego, jak "lekarstwo na raka".

Nie bardzo też rozumiem, dlaczego miano by ukrywać istniejące podobno lekarstwo na raka. Przecież ono także byłoby sprzedawane, a nie rozdawane. Po co więc "doszczętnie ukrywać" (jakież cudne tłumactwo autorów portalu) skuteczne rzekomo lekarstwo i w zamian podsuwać te, których skuteczność jest ograniczona, a 50-80% chorych nie chronią przed śmiercią?

Na marginesie: najlepszym "lekarstwem na raka" byłoby powszechne rzucenie palenia. Statystycznie rzecz biorąc, choroby odtytotniowe (nie tylko kilka odmian raka, ale i inne, w tym choroby krążenia) zabijają zapewne wiele milionów ludzi rocznie. Co mówię ja, Wimmer, w dziewięć miesięcy po rzuceniu palenia.

późniejsza poprawka - artykuł został usunięty