niedziela, 29 marca 2015

Deprywacja materialna - kilka liczb i faktów

Deprywacja materialna to używany w wielu krajach wskaźnik (standard Eurostatu) niemożności zaspokojenia pewnych potrzeb. Standard wyróżnia 9 potrzeb dostosowanych do europejskich warunków życia:

  1. opłacenie tygodniowego wyjazdu wszystkich członków gospodarstwa domowego na wypoczynek raz w roku,
  2. spożywanie mięsa, ryb (lub wegetariańskiego odpowiednika) co drugi dzień,
  3. ogrzewanie mieszkania odpowiednio do potrzeb,
  4. pokrycie niespodziewanego wydatku (w wysokości odpowiadającej miesięcznej wartości granicy ubóstwa relatywnego, przyjętej w danym kraju, w roku poprzedzającym badanie),
  5. terminowe regulowanie opłat związanych z mieszkaniem, spłatą rat i kredytów,
  6. posiadanie telewizora kolorowego,
  7. posiadanie samochodu,
  8. posiadanie pralki,
  9. posiadanie telefonu (stacjonarnego lub komórkowego).

Wymuszona niemożność (a nie rezygnacja z własnego wyboru, jak np. w przypadku wegetarian) zaspokojenia trzech z tych potrzeb to zwykła deprywacja materialna. Niezaspokojenie co najmniej czterech z nich to pogłębiona deprywacja materialna.

A teraz przyjrzyjmy się, jak ten wskaźnik (obliczany na podstawie badań EU-SILC - Europejskiego Badania Dochodów i Warunków Życia) wygląda na przestrzeni ostatnich lat. Najlepiej pokaże to wykres z dwiema seriami danych, dla deprywacji zwykłej i pogłębionej. Są to dane procentowe, czyli odsetek społeczeństwa dotknięty deprywacją.

Jak widać, w okresie od wejścia do Unii zakres deprywacji zwykłej spadł z połowy do jednej czwartej, mimo kilku lat ciężkiego, światowego kryzysu ekonomicznego. To ważna miara dobroczynnych skutków najszybszego w Unii wzrostu gospodarczego, mimo że w 2012 roku doznaliśmy lekkiego odbicia. Trudno się tu jednak dopatrzyć zapaści państwa. Brakuje jeszcze danych dotyczących deprywacji zwykłej za 2014 rok.

deprywacja = niezaspokojenie potrzeb

DeprywacjaMaterialnaPolska

Źródło: http://strateg.stat.gov.pl

I jeszcze dane dla UE - źródło: Eurostat: Eurostat - Data Explorer

Kolor brązowy oznacza dane za 2013 rok, pomarańczowy dane za 2014 r. Polska ma kolor czerwony, natomiast UE28 i strefa euro niebieski.

PoglebionaDeprywacjaMaterialnaEU

czwartek, 26 marca 2015

PKB i eksport

Przedwyborcza porcja optymizmu, gdyby przypadkiem ktoś się załamał obrazem zrujnowanego kraju z wyborczej agitacji - w ciągu półtorej dekady udział naszego eksportu w PKB wzrósł z 20 do 40 procent (to ta łamana z żółtymi markerami), a z kraju na poły autarkicznego, poza światową gospodarką, przekształciliśmy się w solidnego eksportera.
Źródło: GUS, roczne wskaźniki makroekonomiczne
http://stat.gov.pl/wskazniki-makroekonomiczne/

I wykres:
EksportPKB

poniedziałek, 23 marca 2015

Czy euro powoduje eksplozję cen?

W ostatnich dniach nastąpił atak Obozu Zjednoczonej Prawicy na odcinku ekonomii - przekonuje nas o katastrofie cenowej po przyjęciu euro, buduje bajkowe bronkomarkety, snuje fantasmagorie o dwustukrotnym wzroście cen warzyw na Słowacji itd.

Swoim zwyczajem sięgnąłem zatem do danych liczbowych. Na stronie www.inflation.eu są dane o inflacji w krajach UE. Spisałem dane dotyczące inflacji zharmonizowanej (HICP), grudzień do grudnia, w latach po przyjęciu euro. Czerwonym kolorem zaznaczone są pierwsze dwa lata.

Jak widać, inflacja jest na ogół niewielka, rzadko przekracza 3 procent rocznie w całym okresie po przyjęciu wspólnej waluty.

EuroInflacjaPrzedPo

Majątek czy dochód?

Od czasu do czasu pojawiają się spory, co decyduje o zamożności człowieka – jego majątek (domek z ogródkiem – ekonomicznie, zasób) czy dochód (miesięczna pensja – ekonomicznie, strumień). Twierdzę, że dochód i postaram się to poglądowo uzasadnić.

Weźmy dwie osoby, obie zarabiające po 3 tys. zł netto miesięcznie. Jedna z nich przejada cały dochód, druga wydaje 2800 złotych i odkłada 200 zł miesięcznie na nowy telewizor kosztujący dla równego rachunku 2400 zł. Kto jest bogatszy w ciągu tego roku, zapyta ktoś, a większość osób odpowie, że obie są tak samo zamożne, gdyż mają taki sam dochód.

Po roku ten oszczędny kupuje wymarzony telewizor i zaczyna wydawać pełny zarobek, czyli 3000 zł, podobnie jak kolega. Kto jest bogatszy, zapytajmy znowu. Zapewne większość powie, że ten, kto kupił telewizor, bo ma taki sam zarobek, ale jeszcze dodatkowo wartość w postaci telewizora (jeśli przyjmiemy, że telewizor zamortyzuje się w ciągu 10 lat, miesięczna wartość dokładana do stanu zamożności wynosi niewiele, bo 20 zł, ale jednak jest.)

I tu jest właśnie istota omyłki – zwolennicy większej zamożności posiadacza telewizora liczą jego dobrobyt podwójnie – najpierw w postaci dochodu, a potem dodatkowo w postaci wartości zakupionego telewizora. A wolno liczyć tylko raz. Jeśli liczymy do zamożności ten oszczędzany na telewizor dochód, to nie możemy liczyć go drugi raz w fazie konsumowania. Inaczej wyszłoby na to, że choć obaj zarabiają tyle samo, to per saldo bogatszy jest ten z telewizorem, bo więcej konsumuje w drugiej fazie, co jest oczywistym nonsensem. Nie ma przecież cudownego rozmnożenia.
Można podejść jednak inaczej i porównywać nie strony dochodowe, a konsumpcyjne. Wtedy ten z zakupionym telewizorem faktycznie konsumuje więcej, ale za to w fazie oszczędzania konsumuje mniej, bo musi oszczędzać.

Albo – albo.

Mając powyższe dwa sposoby liczenia zamożności, strumienia dochodów lub strumienia konsumpcji, jestem zwolennikiem porównywania dochodów, a nie wydatków (konsumpcji). Gdy zarabiam 3000 złotych, a oszczędzam na telewizor 200 zł (albo spłacam jakiś kredyt), to mój dochód wynosi 3000, a nie 2800. Co ja z nim robię, to moja sprawa, ale nie mogę mówić, że z powodu oszczędzania czy spłacania kredytu zarabiam mniej, bo to nieprawda.

----
No a teraz – majątek czy dochody/konsumpcja?

Jak łatwo zauważyć, majątek jest skutkiem odkładania cząstek dochodu. Co roku ciut, choćby na ten telewizor, a może na samochód czy mieszkanie, ale majątek powstaje z dochodu, a nie dochód z majątku. Jest więc wielkością pochodną od dochodu. To dochód na etapie uzyskiwania decyduje, czy jestem bogaty, a nie majątek na etapie konsumowania. Gdy mam willę z ogrodem, została już ona policzona na etapie uzyskiwania kiedyś dochodu, z którego została zakupiona. Gdy ktoś powie, że przecież lepiej ma się posiadacz willi niż kawalerki, to przypomnę, że owszem, ale dopiero na etapie konsumowania. Jeśli więc chcemy liczyć konsumpcję, to pamiętajmy, że willa wymagała poprzednio większych wyrzeczeń niż kawalerka bo po prostu była droższa.

A jak ktoś ma pecha i przez jego kraj przetoczy się historia - wojna czy jakiś przodujący ustrój - to ma dużą szansę, że jego zapobiegliwie odkładane cząstki dochodu zostaną zniszczone lub zmarnowane. W czasie wojny utraciliśmy ponoć 38% istniejącego przed wojną majątku.

A co do zasady, lewa strona zawsze musi się równać prawej, a dochody wydatkom – w ekonomii nie ma po prostu cudów.










niedziela, 22 marca 2015

Miesięczny dochód rozporządzalny w 2014 r.

GUS opublikował właśnie wysokość przeciętnego miesięcznego dochodu rozporządzalnego na 1 osobę ogółem w 2014 r. Jest to 1340 zł.
Nałożyłem tę informację na szereg historyczny od 2003 roku (ceny bieżące) i z dochodu rozporządzalnego wydzieliłem konsumpcję - pokazaną tu zielonym kolorem. W tabeli pod wykresem są widoczne nie tylko wartości dochodu i konsumpcji, ale procentowy stosunek tej drugiej w dochodzie.

Nominalny przyrost wyniósł w tym okresie prawie 90%, realny (z uwzględnieniem inflacji) ok. 50%.

UWAGA: konsumpcja w 2014 r. nie jest jeszcze znana, dokonałem tu ekstrapolacji, ale wartość ta jest bardzo prawdopodobna (jasnozielony kolor kolumny).

Co to jest dochód rozporządzalny? W publikacji Budżety gospodarstw domowych 2013 jest definicja, wedle której z grubsza można go określić jako sumę bieżących dochodów gospodarstwa domowego z poszczególnych źródeł pomniejszoną o podatki i zaliczki na podatki oraz składki na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne. W skład dochodu rozporządzalnego wchodzą dochody pieniężne i niepieniężne, w tym spożycie naturalne. Dochód rozporządzalny przeznaczony jest na wydatki oraz przyrost oszczędności.

Jak widać na obrazku, o ile w pierwszych latach mieliśmy bardzo niewielkie oszczędności (brunatne prostokąty), to w ostatnich kilku latach przekraczają 15%, a ostatnio zbliżają się nawet do 20% dochodu rozporządzalnego.

Źródło:Główny Urząd Statystyczny / Informacje sygnalne / Komunikaty i Obwieszczenia / Lista komunikatów i obwieszczeń / Obwieszczenie w sprawie przeciętnego miesięcznego dochodu rozporządzalnego na 1 osobę ogółem w 2014 r.

Budżety gospodarstw domowych w 2013 r.: Główny Urząd Statystyczny / Obszary tematyczne / Warunki życia / Dochody, wydatki i warunki życia ludności / Budżety gospodarstw domowych w 2013 r.

DochodRozporzadzalnyWydatki2003-2014

czwartek, 19 marca 2015

Wyganianie łowiec

Na zajęciach koła naukowego ekonomii politycznej dostałem kiedyś bojowe zadanie zaprezentowania marksowskiej teorii wartości i wartości dodatkowej – nie muszę chyba tutaj specjalnie podkreślać, że działo się to kilkadziesiąt lat temu. Jako ambitny studenciak przebiłem się uczciwie przez „Kapitał” Marksa i sporządziłem prezentację, z której wynikało, że to się matematycznie kupy nie trzyma. Prowadzący zajęcia docent, od dawna już szanowany i do dzisiaj aktywny profesor, pokiwał w zadumie głową i zawyrokował, że pewne rzeczy trzeba przyjmować na wiarę, a nie na rozum.
Wiara skutkowała tym, że każdy student SGPiS musiał zaliczyć ekonomię polityczną kapitalizmu na pierwszym, a ekonomię socjalizmu na drugim roku – tę drugą osładzał nam zresztą przeuroczy, uwielbiany przez studentów prof. Bronisław Minc, brat Hilarego. Był to rytuał, od którego nie było odstępstw, a który przypominał program szkoły dla juhasów ze starego dowcipu – były tam trzy przedmioty: wyganianie łowiec, zaganianie łowiec, język rosyjski.
SGPiS ukończyłem ładnych kilka lat przed szczęśliwym upadkiem tamtego ustroju, więc nie załapałem się na uczelni na prawdziwą ekonomię, która jak świat światem składa się z mikroekonomii i makroekonomii. W tamtych czasach można było przeczytać – co naturalnie zrobiłem w domowym zaciszu – przetłumaczoną na polski „Makroekonomię” Paula Samuelsona, która dawała jakiś obraz dominującego w tamtych czasach na Zachodzie keynesizmu. Dopiero jednak w chwili politycznego przełomu młodzi naukowcy rzucili się do tłumaczenia popularnych na świecie zachodnich podręczników mikro- i makroekonomii, a potem i samodzielnego pisania, czego skutkiem jest to, że dzisiaj dysponujemy pełną półką renomowanych tytułów, zarówno na poziomie akademickim, jak i szkolnym, bo przecież prawdziwa ekonomia jest nauczana także w liceach czy technikach ekonomicznych.
Niestety, wiedza ekonomiczna omija sporą część reprezentantów narodu. Któryś z mądrych komentatorów życia politycznego stwierdził wprost, że parlament powinien się składać w połowie z ekonomistów, a w połowie z prawników. W ślad za moim mistrzem dziennikarstwa naukowego, Bogdanem Misiem, byłbym skłonny przyjąć tezę, że 10-20 procent posłów powinno mieć wykształcenie matematyczne, które najwszechstronniej rozwija intelekt. Nie krusząc jednak kopii o udziały, nietrudno stwierdzić, że poziom kluczowej dla życia kraju wiedzy ekonomicznej i prawniczej jest w Sejmie zatrważająco niski. Niemal codziennie zdarza nam się słyszeć w mediach komentarze posłów na tematy ekonomiczne, od których cierpnie skóra i stają włosy. Ekspertce ekonomicznej pewnej partii zdarzało się pomylić deficyt z długiem, a inni posłowie gotowi byli złożyć wniosek o refinansowanie kierowcom przez budżet państwa wzrostu cen benzyny spowodowanego wzrostem cen światowych. Dyskusje plenarne na tematy ekonomiczne (te przed kamerami, nie w zaciszu sal komisji sejmowych) to nierzadko potoki pustosłowia i żywy przejaw wyższości formy nad treścią. Tym bardziej kwiecistej, im bliżej jakiegoś wyborczego sprawdzianu.
Zastanawiam się, czy rozwiązaniem nie byłoby przyjęcie w Sejmie cenzusu wykształcenia – wybrani do parlamentu posłowie musieliby pod rygorem unieważnienia mandatu zdać egzamin państwowy z czegoś, co wzorem pewnego starego podręcznika z prawa nazwałbym „encyklopedią prawa” i „encyklopedią ekonomii”. Byłby to funkcjonalny zrąb niezbędnej wiedzy ekonomicznej i prawniczej pozwalający przede wszystkim poznać siatkę pojęć i terminów oraz rozumieć relacje między nimi i zachodzące zjawiska – używając komputerowego żargonu, read-only. Egzamin taki brutalnie odsiewałby osoby zajmujące ławy sejmowe jedynie z miłości do apanaży i wygodnego życia, których jedyną kwalifikacją jest znajomość z szefem lub szefową własnego ugrupowania politycznego lub też majętność będąca źródłem partyjnych funduszy. Te kilkaset milionów łożonych przez społeczeństwo na utrzymanie swoich reprezentantów w pełni uzasadnia wymagania wobec nich. To wiedza ekonomiczna i prawna, a nie umiejętność trafienia w przycisk do głosowania, jest fundamentem dobrego stanowienia prawa.



czwartek, 12 marca 2015

Przemysł a PKB

Czy polski przemysł leży w gruzach? Kandydat europoseł dr Andrzej Duda jeździ po Polsce i opowiada publiczności o konieczności reindustrializacji Polski, w której przemysł chyli się ku upadkowi. Oczywiście wtapia się to w szerszą narrację PiS o katastrofie, jaką sprokurowała ojczyźnie Platforma Obywatelska.

Jako że bardzo lubię cztery działania i procenty, poszukałem danych i znalazłem je w CIA The World Factbook. To lista krajów z informacjami pokazującymi udział sektorów w tworzeniu PKB - rolnictwa, przemysłu i usług (razem dają 100%). Dane krajów UE pochodzą z 2013 roku, a więc są świeże.

I co nam ta lista pokazuje? Pokazuje, że Polska jest na trzecim miejscu w Europie pod względem udziału przemysłu w PKB, aż o 8 punktów procentowych powyżej średniej unijnej. Przemysł obejmuje tutaj: przemysł wydobywczy, przemysł przetwórczy, wytwarzanie energii i budownictwo.

Co zabawne, udział przemysłu w PKB sam w sobie nie świadczy o tym, że jest dobrze czy źle - megatrend to rosnący udział usług. Staram się jednak obalić fałszywe twierdzenia PiS, które z tej akurat kwestii uczyniło pałkę i tłucze nią konkurenta politycznego.

Źródło: https://www.cia.gov/library/publications/the-world-factbook/fields/2012.html

image

środa, 11 marca 2015

Emerytury z lotu drona

Zapewne wiele osób nie ma orientacji, jaka jest skala emerytur i rent wypłacanych w naszym kraju, a nawet jak wiele jest w Polsce osób uprawnionych do otrzymywania takich świadczeń. Przyjrzyjmy się zatem kluczowym liczbom.

Najważniejszą instytucją jest tu oczywiście Zakład Ubezpieczeń Społecznych, który od kilku lat publikuje co roku z grubsza 20-stronicowy dokument zatytułowany „Struktura wysokości emerytur i rent wypłacanych przez ZUS” dając w ten sposób ogólny obraz tych świadczeń – ich skalę, proporcje i dynamikę. Zainteresowani mogą pobrać plik PDF z witryny internetowej ZUS (linki na dole).

Ilu jest świadczeniobiorców? Najnowsze dane pochodzą z marca 2014 roku, kiedy to emerytury i renty w ZUS pobierało 7,26 mln osób (o 69 tys. mniej niż rok wcześniej), z czego emeryci stanowili 4,94 mln, czyli 68,1% świadczeniobiorców w tej instytucji.

image

Renty z tytułu niezdolności do pracy pobierało 1,05 mln, natomiast renty rodzinne - 1,27 mln. Co ciekawe, liczba rent z tytułu niezdolności do pracy szybko maleje, gdyż ZUS od wielu już lat weryfikuje zasady ich przyznawania. W latach 90. mnóstwo osób “uciekło” przed bezrobociem na renty (zasady ich przyznawania były wtedy dość liberalne, co było świadomą polityką państwa), a gdy obciążenia finansów publicznych stały się nieznośne, ZUS zaczął weryfikować uprawnienia. Jeszcze cztery lata temu rent tych było blisko 200 tys. więcej, a w 2005 roku ich liczba wynosiła aż 2 mln (wg „Małego Rocznika Statystycznego Polski 2014”, tabl. 6, str. 182).

Emeryci i renciści obsługiwani przez ZUS to oczywiście nie wszyscy uprawnieni do tego rodzaju świadczeń. Dochodzą do tego osoby otrzymujące świadczenia z KRUS oraz z funduszy ministerstw obrony, sprawiedliwości i spraw wewnętrznych. Tych pierwszych jest obecnie 1,21 mln, natomiast wydzielone fundusze ministerstw wypłacają świadczenia emerytalno-rentowe ok. 400 tys. osób. Łączna liczba świadczeniobiorców wynosi ok. 8,9 mln osób – w 2000 r. wynosiła 9,4 mln i od tej pory sukcesywnie maleje. Obecnie stanowi to ok. 23,2% ludności kraju – to przyczynek do dyskusji o problemach demograficznych i emerytalnych.

Ile kosztują renciści i emeryci? Skoro wiemy, ile osób pobiera świadczenia, warto będzie wiedzieć, jak duże są to kwoty. Dysponujemy tu danymi za 2012 rok zawartymi w publikacji GUS „Emerytury i renty w 2012 r.” (s. 24) – łączna kwota świadczeń wyniosła 185,44 mld zł. Z pozarolniczego systemu ubezpieczeń społecznych wypłacono 169,17 mld zł, z czego na wypłaty z ZUS przypadało 155,23 mld zł, z MON – 5,80 mld zł, z MS – 1,13 mld zł i z MSW – 7,0 mld zł. Kwota emerytur i rent brutto z KRUS wyniosła 16,27 mld. Jak widać, dość zapalna kwestia emerytur i rent rolniczych jest de facto bardziej problemem politycznym niż ekonomicznym – ich udział w całości systemu to zaledwie 8,8%.

Cały system emerytalno-rentowy stanowił w 2012 r. 11,6% produktu krajowego brutto wynoszącego 1596,4 mld zł (rok wcześniej tyle samo), co wyraziście ilustruje skalę obciążeń tymi świadczeniami. Odsetek ten waha się nieco w poszczególnych latach, ale istotny jest jego orientacyjny poziom.

Ile dostaje statystyczny emeryt? I wreszcie warto poznać średnią wysokość świadczeń. Cytowana wyżej publikacja ZUS informuje, że w 2012 r. przeciętna miesięczna kwota emerytur i rent brutto z pozarolniczego systemu ubezpieczeń społecznych wyniosła 1821 zł (kwoty zaokrąglone), w tym z ZUS – 1760 zł, natomiast w KRUS ukształtowała się na poziomie 1055 zł. Przeciętna miesięczna kwota emerytur i rent brutto z MON wyniosła 2960 zł, z MS 3103 zł, natomiast z MSW 2958 zł. Podważa to krążący w Internecie mit, że uprzywilejowane świadczenia z funduszy ministerialnych znacząco podnoszą średnią emeryturę i rentę – jak widać, są one z grubsza o dwie trzecie większe, ale ich udział w całości świadczeń jest niewielki ze względu na liczbę beneficjentów (400 tys. osób). Świadczenia te podnoszą średnią o zaledwie kilkadziesiąt złotych.

Z bieżących informacji publikowanych przez GUS w Internecie, w sekcji Wskaźniki makroekonomiczne (dane miesięczne), wiemy, że średnia emerytura i renta z systemu pozarolniczego przekroczyła ostatnio 2 tys. zł (w KRUS 1140 zł), zatem zapewne wypłaty ministerialne wzrosły do dziś w podobnej skali, z grubsza o 200 zł.

Jak sprawiedliwy jest rozkład świadczeń? Skoro już wiemy, jak wielu jest emerytów i rencistów oraz jak wielki przypada im kawałek tortu, warto rzucić okiem, jakie są przeciętne wielkości oraz jaki jest rozkład tych świadczeń. Nie siląc się na dokładną analizę statystyczną, która byłaby mało czytelna, pokażemy rozkład emerytur wypłacanych 5 milionom emerytów zusowskich w 2014 roku. Podstawą są dane z tabeli 2 w dokumencie ZUS.

Ilustruje to typowy wykres kolumnowy, w którym osią kategorii są 200-złotowe przedziały dochodowe (za wyjątkiem jednego, 100-złotowego przedziału 900,01-1000 zł – stąd kolumna w tym przedziale jest nietypowo niska), zaś osią wartości odsetki emerytów należące do danej kategorii dochodowej.

Podobnie jak w przypadku wynagrodzeń, rozkład ten jest prawostronnie skośny (górna granica świadczeń jest trudna do określenia), zaś średnia emerytura w tej grupie wynosiła w marcu 2014 r. 1954 zł, mediana (liczba dzieląca populację emerytów na dwie połowy świadczeniobiorców) wynosiła 1756 zł, zaś dominanta (czyli wartość występująca najczęściej w populacji) – 1513 zł. To typowe położenie miar średnich w rozkładach dochodów, przy czym zilustrowany tu rozkład dotyczy obu płci razem wziętych.

clip_image004

Warto przy okazji zauważyć, że dane GUS dotyczące wartości współczynnika Giniego dla poszczególnych grup społeczno-ekonomicznych, obrazującego nierówności ekonomiczne, wykazują największy egalitaryzm właśnie w grupie emerytów. Publikacja „Budżety gospodarstw domowych w 2013 r.” (s. 287, tabl. 5) informuje o wartości współczynnika Giniego w całym społeczeństwie i w poszczególnych grupach społeczno-ekonomicznych (pracownicy, rolnicy, pracujący na własny rachunek, emeryci, renciści) w okresie 2003-2013. Okazuje się, że emeryci mają zdecydowanie najniższe zróżnicowanie dochodów, wynoszące 0,239, gdy średnia dla całego społeczeństwa wynosi 0,338. Pomiar dokonywany jest na podstawie dochodu rozporządzalnego na 1 osobę w gospodarstwie domowym.

Świadczenia, a płeć. Względy natury biologicznej i społecznej powodują, że kobiety pracują krócej niż mężczyźni, mają niższe wynagrodzenia (uprawiają zwykle gorzej płatne zawody, a niekiedy otrzymują niższe wynagrodzenia na tych samych stanowiskach, aczkolwiek luka wynikająca z płci, tzw. gender gap, jest w Polsce relatywnie niska na tle Europy), wreszcie znacznie dłużej muszą żyć ze swoich składek emerytalnych (żyją średnio o 5 lat więcej i nominalnie o 5 lat wcześniej przechodziły dotąd na emeryturę). Skutkiem tej sytuacji jest to, że rozkład kobiecych emerytur, choć podobny co do kształtu do męskiego, jest przesunięty w lewo. Większe odsetki kobiet otrzymują emerytury w niższych przedziałach dochodowych.

Wymiernym dowodem tej sytuacji jest to, że średnia dla obu płci wynosi odpowiednio 2395 zł (M) i 1653 zł (K), mediana 2190 zł (M) i 1526 zł (K), zaś dominanta 1946 zł (M) i 1402 zł (K). Bardziej szczegółowe dane (m.in. położenie kwartyli) można znaleźć w cytowanej publikacji ZUS. To dość duże różnice, które leżały u podstaw decyzji o tak znaczącym podwyższeniu wieku emerytalnego kobiet – obok względów czysto finansowych.

 


Źródła:

Mały Rocznik Statystyczny Polski 2014

http://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/roczniki-statystyczne/roczniki-statystyczne/maly-rocznik-statystyczny-polski-2014,1,15.html

Informacja o sytuacji społeczno-gospodarczej kraju w sierpniu 2014 r.

http://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/inne-opracowania/informacje-o-sytuacji-spoleczno-gospodarczej/informacja-o-sytuacji-spoleczno-gospodarczej-kraju-w-sierpniu-2014-r-,1,28.html

Kasa Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego

http://www.krus.gov.pl

Emerytury i renty w 2012 r.

http://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/rynek-pracy/zatrudnienie-wynagrodzenie/emerytury-i-renty-w-2012-r-,8,3.html

Struktura wysokości emerytur i rent wypłacanych przez ZUS po waloryzacji w marcu 2014 roku.

http://zus.pl/default.asp?p=5&id=3507

Budżety gospodarstw domowych w 2013 r.

http://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/warunki-zycia/dochody-wydatki-i-warunki-zycia-ludnosci/budzety-gospodarstw-domowych-w-2013-r-,9,8.html

poniedziałek, 9 marca 2015

Gender a płace

W niepohamowany pochód “zgubnej” ideologii włączyła się u nas ekonomia. Z najnowszych danych Eurostatu wynika, że Polska była wśród krajów Unii Europejskiej (plus Islandia, Norwegia i Szwajcaria), w 2013 r., na trzecim od końca miejscu jak chodzi o różnice między godzinowymi płacami brutto mężczyzn i kobiet (Gender Pay Gap) - mniejsza jest tylko na Malcie i w Słowenii. 5 lat wcześniej mniejsze rozpiętości były w 7 krajach.

Wynika z tego, że w Polsce jest pod tym względem znacznie mniejsza skala dyskryminacji niż w Europie (średnia unijna 16%, Polska 6,4%).

Szczegóły: 8 March 2015: International Women’s Day
Women earned on average 16% less than men in 2013 in the EU
http://ec.europa.eu/eurostat/documents/2995521/6729998/3-05032015-AP-EN.pdf/f064bb11-e239-4a8c-a40b-72cf34f1ac6f

image

piątek, 6 marca 2015

Czy emerytury spadną?

W kampanii przed wyborami prezydenckimi padają znowu szalone obietnice wycofania reformy emerytalnej, co byłoby katastrofą dla państwa. Kandydat Duda jest wprawdzie prawnikiem z doktoratem, ale wykłady z ekonomii najwyraźniej opuszczał, bo nie rozumie ekonomicznych skutków wygłaszanych obietnic (nie słyszałem, aby zapowiadając powrót do wieku 60/65 lat zaznaczał na jednym oddechu, że oznacza to, w stosunku do modelu 67/67, spadek kobiecych emerytur o 40%, a męskich o prawie 20%).

W Polsce panuje system solidarnościowy, w którym obecnie pracujący utrzymują ze swoich składek obecnie żyjących emerytów, natomiast w przyszłości otrzymają emerytury ze składek następnego pokolenia, ale W PROPORCJI do swoich obecnych składek. Taki system dominuje w państwach europejskich.

Zmiany demograficzne powodują, że obecna proporcja 17 mln pracujących do 9 mln emerytów będzie się zmieniać – jeden pracujący będzie utrzymywać coraz więcej emerytów. Z tego niektórzy wyciągają alarmistyczne wnioski, że obecne emerytury (średnia wynosi obecnie ponad 2 tys. zł, mediana 1,8 tys. dominanta niecałe 1,6 tys.) spadną do kilkuset.

Nie spadną, z dwóch zasadniczych powodów. Oto one:

  • Po pierwsze, w ciągu 20-25 lat – zakładając, że nie będzie żadnej katastrofy, jak wojna czy asteroida – podwaja się produkt krajowy brutto, a więc podstawa składek emerytalnych. To najważniejszy czynnik kompensujący ekonomiczne skutki zmian demograficznych.
  • Po drugie, w następnych dziesięcioleciach będzie zapewne w dalszym ciągu przesuwany wiek emerytalny, gdyż żyjemy coraz dłużej i zdrowiej – to widoczny gołym okiem megatrend, który widać choćby w państwach skandynawskich, gdzie ludzie chcą pracować coraz dłużej. Będzie to zatem poprawiać relację liczby lat składkowych do liczby lat na emeryturze. Propozycje polityków chcących zmniejszać tę relację są po prostu nieodpowiedzialną bzdurą.

Skutek będzie zapewne inny – spadnie stopa zastąpienia, czyli relacja pierwszej emerytury do ostatniej płacy. Średnia emerytura wyniesie zapewne nie połowę średniej płacy w sektorze przedsiębiorstw, jak dzisiaj, lecz 30-40%, ale dzięki wzrostowi PKB (podwojeniu w ciągu jednej generacji) i tak będzie (realnie, w stałych cenach) znacząco wyższa niż obecnie, a nie dwu- czy trzykrotnie niższa, jak wieszczą histerycy. Emeryt, o ile naturalnie sam nie odłoży dodatkowych funduszy, będzie odczuwał większy dyskomfort z powodu tej różnicy, ale nie będzie biedniejszy niż dzisiaj, lecz bogatszy.

W tym rozumowaniu pomijam naturalnie wszelkie czynniki „zaburzające” model, czyli pojawienie się prywatnych funduszy emerytalnych albo nadzwyczajne działania państwa. Interesują mnie podstawowe relacje liczbowe w modelu solidarnościowym.

A gdyby ktoś był ciekaw, tak wygląda obecnie rozkład emerytur w ZUS (marzec 2014).

image