piątek, 30 marca 2012

Smutny dzień demokracji

Mimo nawału roboty (kochani, robienie screencastów to wyjątkowo up... robota - 11-minutowe nagranie robiłem dziś od siódmej rano do czternastej po południu) tkwiłem jednym uchem w telewizorze, od czasu do czasu rzucając też okiem. Powód istotny, wręcz fundamentalnie ważny - przedłużenie wieku przechodzenia na emeryturę.

Praktycznie wszyscy niezależni analitycy zgodnie podkreślają konieczność dokonania reformy, bo tak wynika z rachunków, a z faktami i liczbami rozsądni ludzie nie zwykli się boksować - drobne różnice mogą wynikać z odmiennych założeń, ale indagowani mainstreamowi ekonomiści i demografowie nie mają żadnych wątpliwości w tej kwestii, modele matematyczne są nieubłagane.

Z tym większym zainteresowaniem oczekiwałem debaty, spodziewając się rzeczowej dyskusji. Bardzo szybko okazało się, że tu nie chodzi o żadną merytoryczną dyskusję, że sprawa emerytur jest tylko kolejnym wehikułem, za pomocą którego Jarosław-Polskę-Zbaw chce po prostu wykopać Donka z posady, zaś emerytury ma w bardzo głębokim poważaniu.

Szczególnie wymowna była konfrontacja profesorskiego wywodu Dariusza Rosatiego z ujadaniem rozochoconych p.osłów prawicy, a szczególnie dramatyczna - wystąpienia Tuska i ryku towarzystwa mieniącego się parlamentarzystami. Myślę, że prof. Rosati niepotrzebnie komplementował szefa Solidarności Dudę, który nieliczne sensowne argumenty okraszał obficie dojeżdżaniem rządowi. Jarosław - choć doczekał się klaki, owacji na stojąco (burnyje apłodismienty, jak pisywała radziecka prasa relacjonując wystąpienia ważnych aparatczyków) - wydał z siebie żenująco sprzeczną z faktami perorę, pełną agresji i pogróżek. W La Pasionarię wcieliła się dziś Beata błogosławiona Kempa, niczym Dolores Bolesna opłakująca nieszczęsny los Polaków pod krwawym reżimem Tuska.

Nie miałem wysokiego mniemania o politykach prawicy (z nielicznymi wyjątkami), dziś przekonałem się o ich całkowitej obojętności dla losów kraju i zajadłej chęci przejęcia władzy. Co gorsza, robią ludziom wodę z mózgu, bezlitośnie ich okłamując, czego dowodzą hasła pod Sejmem. To przykry, smutny obraz upadku etycznego prawej strony, która dla władzy posunie się do każdego kłamstwa.

--
Na marginesie: poseł Jacek Sasin popełnił wczoraj fatalny błąd w dyskusji u Morozowskiego, myląc średni wiek umierania ze średnim wiekiem dożycia już w momencie przechodzenia na emeryturę. W przypadku mężczyzn to 72 lata i 79 lat, w przypadku kobiet kilka lat więcej. Ten sam błąd jest popełniany przez związkowców, którym wydaje się, że żyją tylko kilka lat na emeryturze. Ten sam błąd popełnił znany historyk Andrzej Nowak, pisząc cały oparty na błędnym założeniu artykuł w portalu wPolityce.pl. Dziś to dla kobiet i mężczyzn 14 i 19 lat, za ćwierć wieku będzie o kilka lat więcej.

Panu Sasinowi przesłałem na adres pocztowy w Sejmie stosowne wyjaśnienie (imie.nazwisko@sejm.pl) i ciekaw jestem, czy przeczytał, czy zrozumiał i czy wyciągnie z tego wnioski dla siebie. Bo że nie wiedzą o tym związkowcy pod Sejmem, jestem skłonny zrozumieć, co nie znaczy, że się z tą bzdurą zgadzać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz