wtorek, 21 października 2014

Najpierw miska ryżu

W cyklu Ewy Ewart obejrzałem film o skutkach epidemii SARS w Chinach, gdzie leczenie sterydami pozbawiło zdrowia tysiące zarażonych osób, czyniąc ich inwalidami. Ludzie ci walczą od dekady o należną pomoc i są nieustannie zbywani, a czasem nawet szykanowani przez władzę.

Gdy w 1989 roku wojsko zmasakrowało tysiące studentów na placu Tian'anmen, zastanawialiśmy się, jak długo Chińczycy wytrzymają opresję w sytuacji, gdy na świecie upadał komunizm. Jednak od 1990 roku chiński PKB per capita wzrósł niemal 8-krotnie, co oznacza jego podwajanie co 8 lat, a zatem średnie tempo wzrostu 9% rocznie (w Polsce 3,7%, na świecie 2.0%). Oszczędności sięgają od wielu lat poziomu 45-50%, co automatycznie ogranicza mocno konsumpcję (w rozwiniętych krajach zachodnich, w tym w Polsce, odsetek ten waha się w granicach 15-25%), ale i tak tempo wzrostu oszałamia i jest jaskrawo widoczne. W ubiegłym roku zjazd KPCh uchwalił stopniowe zmniejszanie udziału oszczędności, co oznacza, że tym szybciej będzie rosnąć konsumpcja obywateli - to prosta matematyka.

Mając w perspektywie podwajanie dobrobytu co 7 lat, zapewne mało komu będzie się chciało myśleć o swobodnym dostępie do Wikipedii i podobnych jej zdobyczach demokracji. Chińczyków obchodzi już nawet nie miska ryżu, bo mają konsumpcję na poziomie naszej z początku transformacji, a przecież wtedy nie głodowaliśmy, lecz raczej ubezpieczenia społeczne i zdrowotne, czy dobra trwałego użytku.

Pod względem poziomu PKB na głowę dogonią nas zapewne po 2025 roku, pod względem konsumpcji kilka lat później. To już bardzo blisko, to tyle, ile dzieli nas od początku wieku. O demokracji i redukowaniu nierówności (wsp. Giniego powyżej 0,50) zaczną myśleć też pewnie nie wcześniej - szybciej zaniepokoi ich zanieczyszczenie środowiska.

Interaktywny wykres:
http://goo.gl/IRmbX0

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz